Po około 30 minutach byliśmy już w domu. Weszliśmy razem z walizkami do środka. Tam wszyscy na nas czekali.
- No w końcu jesteście! - Przywitał nas Harry i później każdy podszedł
do mnie o Niallera i mas wyprzytulał. Sprawnie omineliśmy towarzystwo i z
trudem wczołgaliśmy się z walizkami po schodach. Przekroczyłam próg
pokoju i odrazu opadłam na łóżko. Nialler postawił walizki obok szafy i
położył się obok mnie.
- Jesteśmy już w domu. - Uśmiechał się chłopak. - Jesteśmy razem. W
trójkę. - Spojrzał na mnie lecz ja nie do końca wiedziałam o co chodzi.
- We trójkę? - Zapytałam.
- Tak. Ty ja i Liam. - Wskazał palcem na brzuch na co ja się zaśmiałam.
- Skąd wiesz, że to będzie Liam?
- Bo wiem. Podoba mi się takie imię i tobie więc czemu nie. Noto co
oficjalnie nasze dziecko będzie miało na imię Liam? - Szczerzył się
Blondynek.
- Tak. - Uśmiechnęłam się kładąc rękę na wystającym brzuszku. Niall pocałował mnie.
- To jak spędzamy dzisiejszy dzień?
- Kompletnie nie wiem. Chodźmy przed telewizor. - Blondyn złapał mnie za rękę i wyszliśmy z pokoju powoli schodząc po schodach. O dziwo w salonie nie zastaliśmy nikogo. Wygodnie rozłożyliśmy się na kanapie. Ja oczywiście wtuliłam się w Niebieskookiego, był taki ciepły.
- Zimno ci? - Popatrzył na mnie ze zdziwieniem.
- Nie...
- To czemu się tak przytulasz?
- Ładnie pachniesz. - Wyszczerzyłam się.
- Kochanie, jestem Niall Horan. Ja zawsze ładnie pachnę. - Dałam chłopakowi buziaka w policzek. Zajęliśmy się oglądaniem telewizji. Po około godzinie najwyraźniej Niallowi się znudziło bo zaczął mnie całować. Jednak ja próbowałam skupić się na filmie co było dość trudne. W końcu zaczęłam śmiać się jak jakaś psychiczna.
- Przestań! - Wydusiłam przez śmiech.
- Nie... - Horan dalej mnie całował.
- Ej bo ja zaraz nie wytrzymam.
- Trudno...życie...
- Ja ci zaraz dam życie. - Wyrwałam się z uścisku chłopaka, złapałam pierwszą lepszą poduszkę i zaczęłam okładać go po głowie. Ten tylko się śmiał. W końcu złapał poduszkę którą go biłam i odrzucił na bok. Sam złapał mnie w pasie i namiętnie pocałował. Oddałam się chwili w stu procentach. Po skończonym pocałunku uśmiechnęłam się lekko, ten tylko wpatrywał się w moje oczy jakby czegoś szukał. Staliśmy jeszcze tak przez chwilę w końcu Nialler się odezwał.
- Może gdzieś pójdziemy? Kino?
- Fajny pomysł tylko pójdę się przebrać.
- Po co? Przecież tak czy siak wyglądasz ślicznie. - Puścił mi oczko.
- Nie prawda. Nie ładnie kłamać. Dobra. Czekaj tu. - Poszłam po schodach. Wpadając do pokoju wyciągnęłam rzeczy z szafy. Weszłam do łazienki. Poprawiłam makijaż i ubrałam się w to:
Zeszłam po schodach. Nialler stał obok schodów opierając się o barierkę.
- Gotowa?
- Gotowa. - Odparłam na co chłopak złapał mnie za rękę i wyszliśmy z domu kierując się do czarnego Range Rovera. Usiadłam na miejscu pasażera zapinając pasy. Niall usiadł na miejscu kierowcy i odpalił silnik. Po 15 minutach byliśmy w Galerii Handlowej bo właśnie tu mieści się kino. Bez wahania przemierzaliśmy uliczki Galerii kierując się w stronę wyznaczoną przez strzałki. W końcu doszliśmy do upragnionego miejsca. Stanęliśmy jak wryci wpatrując się w rozkład filmów.
- To na co idziemy? - Odparłam zamyślona.
- Na jakiś horror...- Odpowiedział Niall przeskakując oczami po kolejnych tytułach.
- Niall błagam...tylko nie horror.
- A co boisz się? - Niall odwrócił wzrok i spojrzał na mnie rozbawionym wzrokiem.
- Nie, tylko...- Nie zdążyłam dokończyć bo Irlandczyk mi przerwał.
- No. To jak się nie boisz to może być...Mam! - Uśmiechnął się triumfalnie. - The Conjuring (Obecność).
- Wybrałeś najstraszniejszy jaki może być?- Spojrzałam na niego z przerażeniem.
- Nie... Może jeszcze być...
- Dobra, nie chce wiedzieć.
- Nie bój się. - Potarł ręką o moje plecy. Pociągnął mnie za rękę w stronę kas. Kupiliśmy bilety i spokojnym krokiem udaliśmy się do sali numer 8 gdzie zaraz miał się zacząć film. Zajęliśmy wyznaczone miejsca. Nie powiem, bałam się tego filmu. Niall to chyba zauważył.
- Na serio się boisz? - Podniósł jedną brew do góry.
- Może... - Odpowiedziałam na co chłopak się roześmiał. Film się zaczął. Był przerażający. Horan cały czas się uśmiechał i trzymał mnie za rękę. Nie wiem jak on wytrzymuję oglądając takie filmy. W końcu przyszła upragniona przeze mnie chwila, film się skończył i na ekranie pojawiły się napisy końcowe. Wyszliśmy z sali kinowej i z powrotem szliśmy alejkami Galerii.
- Nie było tak źle. - Uśmiechał się chłopak.
- Było tragicznie. - Spojrzałam na Blondyna przerażonym wzrokiem. Ten po raz kolejny zaczął się śmiać. Wyszliśmy z budynku kierując się do samochodu. Droga powrotna minęła nam w kompletnej ciszy. Po powrocie w salonie zastaliśmy wszystkich.
- Zaopiekujcie się moją księżniczką. Będę za dwie godziny. - Chłopak cmoknął mnie w usta, ja nie zdążyłam nic powiedzieć po ten zniknął za drzwiami domu.
- To w takim razie, jesteś zmuszona przebywać w naszym towarzystwie. - Szczerzył się Harold klepiąc miejsce na kanapie obok siebie. Skorzystałam z propozycji Harrego.
- Jak wygląda wasza trasa koncertowa? - Zwróciłam się do Liama, Harrego, Zayna i Louisa.
- Dajemy koncerty jeden po drugim. Jest na strasznie ciężko. Od razu po koncercie biegniemy do busa i jedziemy w kolejne miejsce gdzie następnego dnia mamy koncert. I tak jest przez około pół roku, zależy ile trwa trasa. - Wytłumaczył Liam.
- Ostatnia trwała 10 miesięcy. - Wzdychnął Lou.
- O matko. - Odezwałam się.
- Zmieńmy temat. - Odezwał się Harold.
- Właśnie. Jak będzie miało na imię wasze dziecko? - Spojrzał na mnie Zayn.
- Powiem wam ale nie śmiejcie się. - Zarumieniłam się.
- Spoko. - Odpowiedzieli huralnie.
- Będzie to chłopiec i nazwiemy go z Niallem, Liam. - Szczerzyłam się. W sekundzie wszystkie oczy zostały skierowane na Payn'a.
- Co się na mnie tak patrzycie. Ładne imię. - Uśmiechał się Liam.
- Cudowne Li. Cudowne. - Stwierdził Harry.
- A kto będzie chrzestnym? - Zapytał Zayn.
- Nie wiem. Nie myśleliśmy nad tym.
- Nie myśleliście nad tym bo już wiecie. To będę ja. - Odezwał się Zayn.
- No chyba raczej nie. Wiadomo, że to mnie wybiorą bo to ja najlepiej zajmuję się dziećmi. - Zwrócił się do Zayn'a Louis.
- Nie prawda. To będę ja! - Krzyknął Harry. Tylko Liam się nie kłócił, no jasne przecież to nasz Daddy Direction.
- Chłopcy, nie kłóćcie się. - Próbowałam załagodzić sytuację ale oni nie przestawali. - Przestańcie! - Krzyknęłam na co wszyscy umilkli.
- Spokojnie. Nie denerwuj się tak. - Zwrócił się do mnie Zayn. Wtedy usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Do pokoju wparował mój Irlandczyk.
- Wiem. Na pewno fajnie wam się rozmawiało ale teraz wam ją porywam. Spojrzałam zaskoczona na Horana który w sekundzie wziął mnie ręce i zaniósł do auta stojącego przed domem.
- Gdzie mnie zabierasz? - Zwróciłam się do Niebieskookiego który usiadł na miejscu kierowcy.
- Niespodzianka.
- No powiedz! - Założyłam ręce.
- Nie.- Uśmiechnął się Niall odpalając samochód i zapinając pasy.
- Dlaczego?
- Bo księżniczkom się nie psuje niespodzianek. - Spojrzał na mnie.
- Niall, patrz na drogę. - Zwróciłam się do chłopaka jednak ten dalej głęboko wpatrywał się w moje oczy. - Powiedziałam patrz na drogę! - Teraz już krzyknęłam.
- Spokojnie. Kochanie, nie wierzysz w moje zdolności manualne? - Tym razem już mnie posłuchał i zaczął wpatrywać się przed siebie.
- Wierzę ale jakoś zawsze lepiej uważać. - Spojrzałam na niego zabójczym wzrokiem. Reszta drogi minęła nam w zupełnej ciszy. Na polu było już ciemno bo była bodajże 21. W końcu byliśmy na miejscu, bynajmniej mi się tak wydawało.
- Wysiadaj. - Odparł Niebieskooki gasząc auto i otwierając drzwi. Posłusznie wykonałam jego polecenie. Irlandczyk złapał mnie za rękę i zaczął gdzieś prowadzić. Zupełnie nie wiedziałam gdzie jestem ponieważ było za ciemno abym mogła coś zobaczyć.
- Nialler, gdzie jesteśmy?
- Zaraz zobaczysz. - Szliśmy jeszcze tak z 5 minut i w końcu dostrzegłam małą górkę. Wyszliśmy pod nią a na jej szczycie był rozłożony mały kocyk ze świeczkami, truskawkami i bitą śmietaną. Zamarłam z wrażenia. Widziałam, że na Nialla twarzy pojawił się uśmiech. Usiedliśmy razem na kocu.
- Jak tu ślicznie. - Wydusiłam z siebie kładąc się na plecach i wpatrując w gwiazdy.
- To dla ciebie. - Niall również położył się na plecach. Leżeliśmy razem w ciszy wpatrując się w gwiazdy. - Kochanie, ja jutro wyjeżdżam, ale nie zapominaj o tym, że kocham cię ponad życie. - Chłopak przekręcił głowę tak, że jego oczy wpatrywały się w moje. Nic nie odpowiedziałam. On przybliżył się do mnie i delikatnie pocałował.
- Kocham cię ponad życie. - Powtórzył.
--------------------------------------------------------------
Mamy już 33 rozdział! Nie wiem jak udało mi się go napisać...Powiem jedno...Było bardzo ciężko. Kompletnie nie mam ostatnio weny. Bardzo was proszę o komentarze to naprawdę mi pomaga! Nawet głupia kropka w komentarzu a ja już wiem, że mam dla kogo pisać.
poniedziałek, 11 sierpnia 2014
Dziękuje
Dzisiaj rano na moim blogu wybiło 5.000 wyświetleń.
Jestem pod wrażeniem, że jest ich aż tyle. Mogę wam obiecać, że jeżeli będzie 10.000 to będzie rozdanie! Jak narazie, jestem wam bardzo wdzięczna za taką liczbę! Dzięki!
piątek, 8 sierpnia 2014
Rozdział 32: " Gdzie mi uciekasz? Nie uciekaj mi. "
- Wiem. - Uśmiechnęłam się blado.
- Chodźmy na spacer. - Zaproponował.
- Fajny pomysł. Tylko się przebiorę. Tu jest zimniej niż w Irlandii. - Poszłam do łazienki i ubrałam się w to:
- Możemy iść. - Zagadałam wychodząc z łazienki. Za rękę zeszliśmy po schodach. - Mamo, idziemy na spacer! - Krzyknęłam na odchodne. Szliśmy prosto wzdłuż ulicy. W końcu doszliśmy do małego rynku po którym spacerowaliśmy za rękę bez celu.
- Cieszysz się? - Zagadałam do chłopaka. Słabo widziałam jego twarz. Było ciemno a latarnie nie dawały odpowiednio duzo światła n
- Z czego?
- Z życia ogólnie.
- Tak. Mam wspaniałą dziewczynę. Będę miał dziecko. Mam super przyjaciół, rodzinę. Czego chcieć więcej? - Uśmiechnął się do mnie. - Jak wyjadę w trasę w niedziele to Perrie zostanie z tobą do czasu kiedy nie przyjedziesz do mnie.
- Po co?
- Będzie cię pilnować. - Wyszczerzył się. - Zresztą, sama chciała.
- Chodźmy tam! - Wskazałam palcem na małą kawiarenkę. Kupiłam tam sobie ice-tea a Niall kawę mrożoną. Spacerowaliśmy wzdłuż rzeki. Nialler prawie do niej wpadł razem z tą jego kawą.
- Haha dobrze ci tak. - Wystawiłam mu język.
- Dobrze mi tak? A co ty na to powiesz? - Niebieskooki postawił kawę na chodniku, wziął mnie na ręce i chciał wrzucić do rzeki. Po wielu krzykach mnie puścił. Ja chciałam odbiec ale ten szybko złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.
- Gdzie mi uciekasz? Nie uciekaj mi. - Pocałował mnie.
- Wracajmy już. Jutro będzie ciężki dzień. - Uśmiechnęłam się szyderczo.
- Dlaczego?
- Zamierzam przeciągnąć cię po wszystkich sklepach w Düsseldorf'ie. - Chłopak doznał szoku. Ja tylko go Pocałowałam delikatnie na co wyraźne humor mu się polepszył. - Żartuje. Jutro robimy sobię lazy day (leniwy dzień).
- No mam nadzieję. Spędzimy cały dzień przed telewizorem.
- No pewnie. - Szliśmy w stronę domu. W końcu doszliśmy do białego domu z czerwonym dachem. Weszliśmy cichutko, ściągnęliśmy buty w przedpokoju i udaliśmy się do siebie. Mama najwyraźniej już spała bo nikogo w kuchni ani w salonie nie było. Napewno jest zmęczona całym dniem. Jeszcze ta informacja. Za dużo jak na jeden dzień. Po wejściu do pokoju odrazu bez słowa poszłam do łazienki. Wzięłam ciepły prysznic i przebrałam się w piżamkę. Po mnie do łazienki wszedł Niall. Ja wtedy zadzwoniłam do Karoliny.
- Oo Roxy. W końcu dzwonisz. Jak tam?
- U nas dobrze. Jesteśmy teraz u mojej mamy w Niemczech. A co u was?
- U nas jak zwykle kupa śmiechu. Z nimi nie może być nudno. Kiedy wracacie do nas?
- Po jutrze mamy lot do Londynu.
- Oo już się nie mogę doczekać. Tylko niestety w niedziele chłopcy wyjeżdżają. Roxy nie gniewaj się Le ja jadę z nimi.
- Nie gniewam się. Ja zostaje przez miesiąc w Londynie a później do was dołączę.
- Super. Ale będziesz sama w Anglii siedzieć?
- Nie. Perrie zostaje ze mną. - Wtedy z łazienki wyszedł Blondyn. - Dobra Kara, muszę kończyć. Pogadamy jak wrócę. Pa.
- Pa. - Rozłączyłam się. Nialler położył się na łóżku i poklepał miejsce obok niego. Ja bez wahania je zajęłam. Przykryłam się kołdrą.
- Dobranoc skarbie. - Przytulił mnie Niall.
- Dobranoc Nialler. Dobranoc. - Zasnęłam w jego objęciach.
**** rano ****
Otworzyłam oczy ale po chwili znowu je zamknęłam.
- Kochanie. Widzę, że nie śpisz. Wstawaj. - Odezwał się znajomy głos.
- Horan. Daj mi spokój. - Naciągnęłam kołdrę na głowę.
- Wstawaj. Dzisiaj nasz lazy day.
- No właśnie. Leniwy dzień a mi się nie chce wstawać. - Marudziłam.
- Dobra. Ja ide się ubrać ale jak wrócę to wstajesz.
- Może. - Chłopak zniknął za drzwiami łazienki. Miałam chwilkę jeszcze na sen. Zamknęłam oczy ale nie zdążyłam nawet zasnąć po ktoś zerwał ze mnie kołdrę.
- Wstawaj! - Wydarł się, że aż prawie ogłuchłam.
- Okey. - Odpowiedziałam i ruszyłam do łazienki. Ogarnęłam się i ubrałam się w to:
Wyszłam z łazienki.
- To od czego zaczynamy nasz leniwy dzień? Naleśniki? - Zaproponował Horan.
- Tak. - Zeszliśmy razem na dół. Mama siedziała na kanapie w salonie.
- Hej. Już nie śpicie? - Zapytała zdziwiona patrząc na nas.
- Nie. Dzisiaj mamy leniwy dzień. -Uśmiechnęłam się. - Cały dzień przed telewizorem. - Oznajmiłam.
- Zrobić wam śniadanie?
- Nie. My sobie sami poradzimy. - Uśmiechał się Irlandczyk. Weszliśmy do kuchni i zaczęliśmy robić naleśniki. Po 15 minutach na stole leżała sterta naleśnikow.
- Maaamooo!! Zrobiliśmy naleśniki! - Krzyczałam. Po chwili w kuchni pojawiła się moja rodzicielka. Zaczęliśmy wszyscy razem jeść.
- Jak tam wam się mieszka razem? - Zapytała w końcu moja mama. Cóż, kiedyś w końcu musiała.
- Bardzo się cieszymy, że mieszkamy razem. - Odpowiedział Horan.
- W sumie to mieszkamy w 10 osób. - Uśmiechnęłam się do rodzicielki.
- Wow to sporo was tam jest. To skoro jest was tam tak dużo to kto zmywa naczynia?
- Zmywarka. - Wypalił Niall ma co zaczęliśmy się śmiać. Jak on coś powie. Po zjedzeniu naleśnikow udałam się wraz z moim chłopakiem przed telewizor.
- Ja idę coś załatwić! Będę za kilka godzin. Bawcie się dobrze! Pa! - Krzyknęła na odchode mama i zanim ja zdołałam jej odpowiedzieć. Już jej w domu nie było.
- Zostaliśmy sami. - Poruszał brwiami Blondyn.
- Tak. - Odparłam wgapiając się tępo w telewizor.
- Zupełnie sami. - Niall zaczął mnie delikatnie całować po szyi.
- Niall. - Upomniałam chłopaka ale ten nie przestawał. - Nialler. - Postanowiłam upomnieć go po raz drugi ale to teź poszło na marne. - Horan ja tu zaraz oszaleje. Możesz przestać?! - Podniosłam głos.
- Napewno? - Niall zaprzestał całowania mnie i spojrzał mi w oczy.
- Napewno. - Pocałowałam go aby nie wyjść na jędze. Wróciliśmy to oglądania. Położyłam się na kanapie kładąc głowę na kolanach Niebieskookiego.
- Niall?
- Hmm? - Chłopak dał znak, że mnie słucha.
- Trudno mi będzie się z tobą rozstać. - Obróciłam głowę tak, że widziałam Niallera od dołu.
- To tylko miesiąc. - Pocałował mnie. - A po za tym. Nie zostajesz sama. Napewno z Perrie będziesz się świetnie bawić.
- W to nie watpię. - Zaśmiałam się cicho.
- Ej tylko mi żadnego faceta nie wyrywaj. - Blondyn pogroził zabawnie palcem.
- No coś ty. Z takim brzuchem to nikt nie będzie mnie chciał. - Położyłam rękę na wystającym troszkę brzuchu.
- A dla mnie jesteś najpiękniejsza. - Chłopak pocałował mnie delikatnie w nos. Wróciliśmy do oglądania bezsensownego programu. Po kilkudziesięciu minutach wpatrywania się w jakieś dziecinne kreskówki postanowiliśmy oglądnąć film. Jak zawsze Niall wybrał horror a ja jak zawsze wtulałam się w niego przy każdej scenie. Po skończonym filmie znowu powróciliśmy do oglądania bezsensownych kreskówek. Nawet się nie obejrzeliśmy a już była 19.
- Niall. Trzeba się iść spakować. Jutro nie będzie czasu.
- Nie chce mi się. - Protestował Blondyn.
- A o której jutro mamy samolot?
- 8 rano.
- O matko. Czemu ty to zawsze rezerwujesz tak wcześnie?
- Żeby mieć z tobą cały jutrzejszy dzień.
- Ale będziemy mieli jeszcze sobotę.
- Niestety nie. Wyjeżdżamy w sobotę o 11
- Co?! - Gwałtownie się podniosłam.
- Spokojnie. Nie denerwuj się. - Chłopak próbował mnie uspokoić.
- Jak mam być spokojna skoro mam cię zostawić?! - Bez wahania Wtuliłam się w chłopaka.
- Skarbie. Jutro spędzimy wspaniały dzień. A ten kolejny miesiąc minie tak szybko, że nawet się nie obejrzysz a już będę przy tobie.
- Nie chcę cię zostawiać. - Po moim policzku spłynęła łza.
- Ja też nie chcę. Strasznie tego nie chcę ale muszę...
___________________
- Za 5 minut będziemy podchodzić do lądowania. - Usłyszałam komunikat dobiegający z głośników. Przez małe okienko widziałam już Londyn. Nie padało ale też słońce nie świeciło. Po wylądowaniu zamówiliśmy taksówkę która miała nas zawieźć do domu. Po krótkim oczekiwaniu na taksówkę byliśmy już w drodzę do domu. Ja dalej nie mogłam uwierzyć, że już jutro będę musiała go pożegnać. Do tej pory spędzałam z nim każdą chwilę. Nie wyobrażam sobie poranka bez niego, śniadania bez niego. Dnia spędzonego bez niego i zasypiania wieczorem bez niego. To co kiedyś wydawało mi się nierealne teraz jest na porządku dziennym i nie wiem jak kiedyś mogłam żyć bez jego osoby. Potrzebuję go, potrzebuję go bardziej niż kiedykolwiek.
€&€&&@&€
Przepraszam, że taki krótki ale ostatnio kompletnie nie mam weny. Nie wiem co pisać. Pozatym jest bardzo mało komentarzy na blogu. Nie dodam kolejnego rozdziału jeżeli pod tym nie będzie przynajmniej 4 komentarzy. Komentarze mi naprawdę pomagają bo wtedy wiem, że ktoś czyta te moje wypociny. Dobra narka!
wtorek, 5 sierpnia 2014
Rozdział 31: " Nie wiem. Ale wiem, że cię nie zostawię... "
- Będziecie mieli chłopca. - Uśmiechnął się facet w białym kitlu.
Spojrzałam na Niallera. Patrzył się na mnie zwycięsko.
- Koniec badania?
- Tak. - Wstałam z łóżka lekarskiego. Odebrałam kolejny druczek od lekarza i razem z Niallem wyszliśmy z gabinetu. Tam na krześle siedziała Denise.
- I jak? Wszystko w porządku? Co powiedział lekarz. - Poderwała się z krzesła na nasz widok.
- Wszysko jest w porządku. Będziemy mieli synka. - Podałam Blondynce zdjęcie USG.
- Jedźmy już do domu. Zaraz musimy wyjeżdżać na lotnisko a przecież nawet nie jesteśmy spakowani. - Przypomniał Niall. Udaliśmy się do czarnego Range Rover'a i po niedługim czasie byliśmy już w domu. Odrazu ruszyliśmy po schodach w stronę pokoju mojego Irlandczyka. Sprawnie się spakowaliśmy. Była godzina 13:45. Mamy jeszcze 15 minut do wyjazdu. Usiadłam zrezygnowana na łóżku.
- Coś się stało? - Zapytał Niall który przerwał swoje ekscytujące zajęcie czyli bawienie się telefonem.
- Nie nic...
- No powiedz. - Niall z pozycji leżącej usiadł.
- Jestem zmęczona ogólnie. Cały czas jakieś podróże. - Spojrzałam na Niebieskookiego.
- Przepraszam. To moja wina. Ciągle ciągam cię po rożnych miejscach...
- Nie Niall. To nie twoja wina. - Przerwałam chłopakowi. - Dzisiaj będziemy w Niemczech. Mamy środę. Kiedy wyjeżdżajcie w trasę?
- W niedziele.
- Noto dzisiaj tam przylecimy a w piątek wrócimy do Londynu. Będziemy mieć całą sobotę dla siebie.
- Okey. - Przytulił mnie.
- A teraz zbierajta się. Jedziemy na lotnisko. - Pociągnęłam chłopaka za rękę. Po woli zeszliśmy z bagażami po schodach. Tam stała już mama Nialla, Denise i uśmiechnięty Greg.
- Noto czas się pożegnać. - Zobaczyłam, że po policzku Maury spłynęła łza.
- Mamo. Ty płaczesz? Nie płacz. - Nialler rzucił jej się na szyje.
- Za niedługo tu wrócimy. - Obiecałam. Pożegnaliśmy się ze wszystkimi. Razem z Gregiem udaliśmy się do auta. Brat mojego Irlandczyka miał nas odwieźć do Dublina. Po 10 minutach byliśmy już w drodze na lotnisko. Głuchą ciszę przerwał Greg.
- To jak? Będę wujkiem? - Uśmiechnął się.
- Na to wygląda dopowiedział Blondyn łapiąc mnie z rękę.
- Będę miał bratanka czy bratanicę?
- Bratanka. - Rozpromieniłam się.
- To jak ten książę będzie miał na imię?
- Myśleliśmy nad imieniem Liam ale do końca nie wiemy. - Uprzedził mnie Niall. - Może ty masz jakieś propozycje imion?
- Hmm konkretnie to nie wiem. Nie myśleliście żeby nadać dziecku polskie imię? Ty Roxana chyba jesteś z Polski tak?
- Tak. Jakoś nie za bardzo myśleliśmy o opcji polskiego imienia ale jak tak to bardzo mi się podoba imię Damian.
- No widzisz. Też bardzo ładne. - Uśmiechał się Greg.
- A ty Niall jak byś chciał?
- Bardzo mi się podoba imię Liam.
- Tylko tyle? - Zdziwił się Greg.
- Tak. Zawsze chciałem synka który będzie miał tak na imię. - Uśmiechał się Nialler pokazując swój aparat na ząbkach.
- A dziewczynkę? - Tym razem to ja zadałam pytanie.
- Lucy albo Perrie. Julia też mi się podoba.
- Greg. A twoje dziecko jak będzie miało na imię? - Zwróciłam się do bruneta za kierownicą.
- Moje? Theo.
- Ooo jak słodko. - Rozpromienił się Blondyn.
- Dobra. Skończymy temat dzieci. - Uśmiechnęłam się. Reszta drogi minęła nam bardzo miło. Przegadaliśmy całą drogę. W większości to Greg opowiadał o czasach kiedy Nialler był mały. Zabawnie miał te historie. Gdy dotarliśmy na lotnisko oczywiście pożegnaliśmy się z Gregiem i pognaliśmy do terminalu. Odczekaliśmy tam około godziny i dopiero przeszliśmy przez bramki. Po 20 minutach byliśmy już na pokładzie odrzutowca.
**** w Niemczech ****
Po wyjściu z samolotu ujrzałam piękny Düsseldorf. Moi rodzice naprawdę mają gust i wiedzieli gdzie należy się przeprowadzić. Razem z Niallerem i walizkami ruszyłam do terminalu. Zobaczyłam tam moją rodzicielkę. Kobieta podbiegła do nas i mocno mnie przytuliła.
- Cześć mamo. Tęskniłam. - Nie chciałam jej puścić. Poczułam, że po moim policzku spływa łza.
- Nie płacz skarbie. Ja też Tęskniłam. - Oderwalam się od mamy. Ta przytuliła mojego chłopaka. - Chodźcie do samochodu. - Wzięła ode mnie jedną torbę i udaliśmy się do samochodu. Droga minęła nam w całkowitej ciszy. Po przyjedźcie do domu mama zaprowadziła nas do pokoju w którym mieliśmy spędzić 2 dni.
- Jak będziecie czegoś potrzebować to ja jestem na dole. - Uśmiechnęła się przyjaźnie po czym zamknęła drzwi.
- Ładnie tu jest. - Uśmiechnął się Horan i powoli przybliżał się do mnie.
- Potwierdzam. - Niall był coraz bliżej.
- Wiesz co? - Był bardzo blisko.
- Hm? - Był jeszcze bliżej.
- Kocham cię. - Delikatnie pocałował mnie w usta. Ja oddałam pocałunek.
- Ja cię też. - Tym razem to ja go Pocałowałam. - To idziemy jej powiedzieć? - Gwałtownie się odsunęłam.
- Uważasz, że toodpowiedni moment? - Spojrzał na mnie pytająco.
- Tak. - Pociągnęłam chłopaka za rękę. - Maaamooo! - Wołałam schodząc.
- Jestem w kuchni! - Razem z Niallerem udałam się do kuchni.
- Coś się stało? - Zapytała rodzicielka.
- Tak...to znaczy nie...- Poprawiłam się.
- To znaczy?
- Nic się nie stało ale mamy ci coś do przekazania. - Mina mamy zrobiła się poważna.
- Mówcie prosto z mostu.
- Będzie pani babcią. - Wypalił Irlandczyk. Widziałam jak mama powoli siada na krześle. Była przerażona, widziałam to w jej oczach.
- Jak wy sobie to teraz wyobrażacie?-Powiedziała całkiem spokojnie.
- Nie zostawię jej. Będziemy razem. - Niall objął mnie ramieniem.
- Przecież ty masz karierę a ty masz dopiero 18 lat.
- Mamo. Wszystko będzie dobrze. My się kochamy. - Wtuliłam się w rodzicielkę
- Muszę to wszystko na spokojnie przemyśleć. Idźcie do siebie. - W ciszy udaliśmy się na górę. Po wejściu do pokoju powoli usiadłam na łóżku, Niall zrobił to samo.
- Jak myślisz. Co ona zrobi? - Zwróciłam się do Nialla nie patrząc na niego.
- Nie wiem. Ale wiem, że cię nie zostawię...
$££$££$££$
poniedziałek, 4 sierpnia 2014
Rozdział 30: " Ja dopiero mogę zacząć cię dekoncentrować. "
Na oczach wszystkich widziałam zdziwienie. Było ponad 200 osób. Z tłumu wyszła Maura. Podeszła do mnie i mocno mnie przytuliła. W oczach miała łzy. Wtedy wszyscy zaczęli klaskać.
- Nic się nie martw. Poradzimy sobie. - Wykrztusiła przez łzy. Ja też się popłakałam.
- Będziecie mi tu teraz płakać? - Szczerzył się Niall. Najpierw przytulił mnie a później swoją mamę. Następnie każdy podchodził do mnie i do Niallera i składał gratulacje. Było nam bardzo miło, że wszyscy to tak dobrze przyjęli. Na weselu bawiliśmy się w najlepsze.
- Skarbie. Jest 3 nas ranem. Jedziemy do domu? - Zapytał z troską Horan.
- A możesz jechać? Wypiłeś coś?
- Trochę wina i kieliszek wódki. Ale przysięgam, jestem trzeźwy. - Niall położył rękę na sercu.
- No nie wiem.
- Naprawdę. - Pocałował mnie. Nie śmierdziało od niego alkoholem.
- No powiedzmy, że ci wierzę. - Wyszliśmy z sali weselnej kierując się do auta na parkingu. Droga minęła nam w zupełnej ciszy. Byłam wykończona tańcem. Niall na rękach zaniósł mnie z samochodu do pokoju. Wzięłam szybki prysznic i przebrałam się w piżamę. Gdy tylko wyszłam z łazienki, odrazu wskoczyłam pod kołdrę i w sekundzie zasnęłam.
**** następnego dnia rano ****
Otworzyłam oczy spałam plecami do Niallera więc obróciłam się. Chłopak słodko spał. Postanowiłam tym razem go nie budzić. Wstałam z łóżka i na palcach poszłam do łazienki. Zrobiłam podstawowe czynności życiowe takie jak wzięcie prysznica, ogarnięcie fryzury i makijażu. Nie chciałam się za bardzo malować. Wole lekkie. I codzienne makijaże. Z walizki wygrzebałam kilka fajnych ciuchów. Ubrałam się w to:
Kocham tą bluzkę od Nialla. Strasznie mi się podoba. Wyszłam z łazienki. Chłopak jeszcze spał. Wyszłam z pokoju i cichutko skierowałam się na dół. Schodząc po schodach dostrzegłem mamę Nialla siedząca w pokoju ma fotelu. Zauważyła mnie.
- Oo Roxy. Już nie śpisz. Nie skradaj się tak tylko chodź. - Machnęła na mnie ręką.
- Dzień dobry. Myślałam, że wszyscy śpią. - Odparłam podchodząc do niej i przytulając.
- Nie...ja jestem takim rannym ptaszkiem.
- Widać. - Uśmiechnęłam się przyjacielsko.
- Roxana. Ja nic o tobie nie wiem. Opowiesz mi coś?
- Oczywiście. - Odpowiedziałam z uśmiechem i zaczęłam historię mojego życia. Opowiedziałam jej jak się z Niallem poznaliśmy i wogóle. Bardzo ją ta historia rozśmieszyła. Fakt, do dramatycznych nie należy. Akurat kiedy skończyłam mój monolog po schodach kroczył Niall. Był w samych bokserkach. Widząc jego klatę aż dech mi zaparło.
- Hej skarbie. Cześć mamo. - Zwrócił się do nas a mnie pocałował.
- Widziałaś mamo jaką ma koszulkę? - Wskazał palcem na moją bluzkę.
- Ooo wcześniej nie zauważyłam. Faktycznie. Śliczna. - Uśmiechała się Maura. - Ja idę do siebie do pokoju. Bądźcie grzeczni. - Mama Nialla udała się po schodach na górę.
- Jak się spało? - Niall usiadł obok mnie na kanapie.
- Dobrze. Nialler, o której mamy samolot do Niemiec?
- O 17. Czyli stąd musimy wyjechać koło 14:30 aby na 16 być w Dublinie.
- Oo to wcześnie. Trzeba się ze wszystkimi pożegnać. - Odpowiedziałam włączając telewizje.
- No pasowałoby.
- Patrz. Jakiś film. Oglądamy?
- Jasne. - Niall objął mnie ramieniem.
Wogóle nie potrafiłam skupić się na filmie. Cały czas kątem oka patrzyłam na klatę Horana.
- Niall. Dekoncentrujesz mnie.
- Ja dopiero mogę zacząć cię dekoncentrować. - Irlandczyk zaczął składać na mojej szyi delikatne pocałunki. Teraz to już wogóle nie mogłam się na niczym skupić. Śmiałam się jak głupia.
- Niall. Twoja mama jest w domu. - Odparłam przez śmiech.
- Noto co. - Chłopak nie przestawał mnie całować.
- Noi to, że masz przestać. - Próbowałam odepchnąć chłopaka.
- No skarbie. - Ten dalej był jak przylepa.
- Koniec. - Wyrwałam się z objęć Niebieskookiego. Wyszłam z pokoju.
- Wredna jesteś wiesz?! - Krzyknął jeszcze.
- Też cię kocham! - Krzyknęłam na odchodne. Powedrowałam po schodach na górę. Postanowiłam, że zadzwonie do mamy. Wybrałam numer rodzicielki i już po chwili można było słyszeć sygnał w telefonie.
- Hej Roxy. Miło, że dzwonisz. - Powitała mnie ciepło.
- Cześć mamo. Będziemy jeszcze dzisiaj u was.
- Co?! Jak to?!
- No tak. Teraz jestem z Niallem w Irlandii u jego rodziców bo wczoraj odbył się ślub jego brata. A dzisiaj przylatujemy do was. Mamy wam coś do przekazania. To nie dostawa na telefon.
- No dobrze. Będzie nam bardzo miło was zobaczyć.
- Podasz adres?
- Skarbie. Przyjadę po was na lotnisko. O której będziecie?
- Samolot mamy o 17 więc około 18:30 powinniśmy być.
- A do jakiego miasta przylatujecie?
- Do Düsseldorf. A wy gdzie mieszkanie?
- No właśnie w Düsseldorf.
- Oo to świetnie się składa. - W tym momencie Niall wszedł do pokoju. - No mamo. Muszę kończyć. To do zobaczenia.
- No pa pa.
- Pa. - Skończyłam rozmowę z rodzicielką.
- Z kim gadałaś? - Zapytał Niall siadając na łóżku.
- Z mamą. Przyjedzie po nas na lotnisko w Niemczech.
- Oo to miło z jej strony. - Spojrzał na mnie.
- Też mi się tak wydaje...- W momencie zrobiło mi się ciemno przed oczami. Odruchowo oparłam się o szafkę stojącą za mną.
- Kochanie. Wszystko Okey? - Zapytał zmartwiony chłopak łapiąc mnie za ręce.
- Tak...to znaczy nie. Słabo mi tak jakoś. - Złapałam się ręki Blondyna.
- Usiądź sobie. - Posadził mnie ka łóżku. - Ja lecę po wodę. Zaraz wracam. - Usłyszałam jak wybiega z pokoju. Po chwili wrócił ale była z nim rownież Denise.
- Roxana. Dobrze się czujesz? - Zapytała Dani siadają obok mnie. Niall przykucnął przede mną wręczając mi do ręki szklankę z wodą. Powoli oddzyskiwałam świadomość. Widziałam już wszystko normalnie.
- Tak. Jest już dobrze.
- Nie powinnaś tego bagatelizować. Musisz iść do lekarza. Zwłaszcza, że jesteś w ciąży...
- Wiem. Wybiorę się do lekarza. - Znowu zrobiło mi się słabo. Dobrze, że siedziałam bo jestem pewna, że gdybym stała to już bym leżała gdzieś na podłodze.
- Niall. Jedziemy z nią do lekarza. - Usłyszałam głos Denise. Poczułam,
że ktoś mnie podnosi. Zapewne był to mój Irlandczyk. Zanim się obejrzałam, byłam już w samochodzie. Jakby przez mgłę słyszałam jak Deni nawiguje Nialla gdzie ma jechać. Po krótkim czasie byliśmy już pod szpitalem. Widziałam już wszystko z normalną ostrością. Nialler wziął mnie na ręce. Ja nawet nie protestowałam. Wniósł mnie do wielkiego holu, zapewne szpitalnego. Za nami szła zmartwiona Denise.
- Przepraszam. - Blondynka zwróciła się do przechodzącego akurat lekarza.
- Tak?
- Jej zrobiło się słabo. Ona jest w ciąży. - Wskazała na mnie. Nialler natomiast patrzył na lekarza błagającym wzrokiem.
- Dobrze. Proszę z mną. - Lekarz zaprowadził nas do sali gdzie Niall położył mnie na łóżku. Lekarz poświecił mi latarką w oczy.
- Kręci się pani w głowie?
- Nie. Teraz już nie.
- Dobrze. A coś jeszcze panią boli?
- Nie. Nic.
- Dobrze. W którym jest pani miesiącu ciąży?
- W 3.
- Proszę poczekać. Pójdę po ginekologa. On panią zbada. - Lekarz wyszedł zostawiając mnie samą z martwiącym się chłopakiem i Denise.
- Ja wyjdę na korytarz. - Ogłosiła Deni po czym wyszła.
- I jak skarbie? Już lepiej? - Zapytał Niall łapiąc mnie za rękę.
- Tak. Nie potrzebnie tu przyjeżdżaliśmy. - Przwróciłam oczami.
- Potrzebnie. - Wtedy do sali wkroczył lekarz.
- Witam. Ja jestem ginekologiem. Pozwoli pani, że przeprowadzę teraz badanie USG. Ten pan ma zostać?- Wskazał na Blondyna.
- Ja jestem jej chłopakiem. - Odezwał się Irlandczyk.
- Dobrze. - Lekarz zaczął przeprowadzać badanie.
- Z dzieckiem jest wszystko w porządku. Tu jest głowa a tu rączki i nóżki. - Wskazał na monitor. Odwróciłam wzrok aby zobaczyć Niallera. Oczywiście Niebieskooki uśmiechał się. - Znają państwo już płeć dziecka?
- Nie...- Odpowiedziałam.
- A chcecie? - Lekarz spojrzał na Nialla.
- Tak. - Odpowiedzieliśmy jednocześnie.
- Będziecie mieli...
€&€&&€&&&&€
Siemka! Rozdział zakończony w nietypowym momencie. Jak myślicie? Chłopiec czy dziewczynka? Piszcie w komentarzach. Następny rozdział dodam jak będą przynajmniej 2 komematarze.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
KOMENTARZE MI NAPRAWDĘ POMAGAJĄ! Napisz chociaż kropkę w komentarzu. Cokolwiek!
sobota, 2 sierpnia 2014
Rozdział 29: " Dla Nialla jesteś ważniejsza niż kariera. "
- Roxy. Jesteśmy w Dublinie. - Szturchał mnie Nialler. Ja tylko przeciągnęłam się ziewając. - Ty zawsze przesypiasz całą drogę. - Uśmiechał się.
- Wiem. Od dziecka tak mam. - Odwzajemniłam uśmiech. Wstaliśmy z miejsc i wyszliśmy z samolotu. Niebo było dość pochmurne jak na lato. Udaliśmy się busem do hali. Tam czekał na nas już brat Nialla, Greg.
- Cześć. - Przywitał się. Tryskał energią, chociaż była 6:30.
- Hej. - Pomachałam mu wesoło.
- Cześć braciszku. - Przytulił Niallera. - To pewnie jest twoja dziewczyna, tak?
- Tak. - Niall dał mi buziaka w policzek.
- Noto witam w rodzinie Horanów. - Podał mi rękę. - Chodźcie za mną. Auto stoi na parkingu. Bedziemy jechać około 1,5h. - Greg wziął od nas część bagaży. Ja z Niallem zabraliśmy resztę. Niebieskooki sprzeczał się ze mną, że nie mogę nosić ciężkich rzeczy ale ja mu tłumaczyłam, że Greg zacznie coś podejrzewać a jak narazie nie będziemy psuć mu uroczystości. Po dość długiej drodze. Samochód stanął na podjeździe nie dużego domku.
- Tutaj się wychowałem. - Uśmiechnął się Niall wychodząc z samochodu. Ja też wsiadłam. W progu domu stała uśmiechnięta pani. Wnioskuję, że była to mama Niallera.
Niebieskooki wraz z Gregiem wnieśli bagaże do domu.
- Witaj mamo. - Niall mocno przytulił starszą kobietę.
- Cześć Niall! Miło cię widzieć.
- Mamo, to jest moja dziewczyna. Roxy. Roxy, to jest moja mama Maura. - Kobieta przytuliła mnie.
- Bardzo mi miło panią poznać. - Uśmiechałam się.
- Mi też miło. Napewno jesteś wyjątkowa skoro zawładnęłaś sercem mojego syna.
- No jest wyjątkowa i to bardzo. - Wtrącił Niall wnosząc walizki po schodach.
- Roxy! Chodź! - Usłyszałam głos mojego chłopaka. Wyszłam po schodach i skierowałam się do pokoju na przeciwko. - To jest mój pokój. - Niall obkręcił się.
- Ładnie tu masz. - Stwierdziłam siadając na łóżku.
- Wiem. Kocham wracać w to miejsce. Ono daje mi tyle dobrej energi. Aż chce się żyć.
- Ja też uwielbiam spędzać czas w domu.
- A ja uwielbiam ciebie. - Nialler mnie czule pocałował po czym przytulił.
- Niall! Roxy! Zejdźcie proszę na dół! - Usłyszeliśmy głos pani Maury. Posłusznie wykonaliśmy polecenie. Ma dole wraz z mamą mojego Irlandczyka stała młoda kobieta. Niall gdy ją zobaczył to wystrzelił jak torpeda rzucając jej się na szyje.
- Denise!! Jak miło cię widzieć.
- Tak Niall. Ja też się cieszę, że cię widzę.
- Denise. To jest moja dziewczyna Roxana. Roxy poznaj, to jest przyszła żona mojego brata, Denise.
- Hej. - Uśmiechnięta blondynka podała mi rękę.
- Hej. - Mój wzrok skierował się na jej brzuch. Była w ciąży.
- Chodź. Przejdziemy się. Lepiej się poznamy. - Zaproponowała Denise.
- Okey. - Ubrałam buty i wyszłam wraz z Deni z domu. Chodziłyśmy jakimś parkiem.
- Więc. Jesteś dziewczyną naszego słodkiego Niallerka.
- Tak. - Odparłam z uśmiechem.
- Kiedy się poznaliście?
- Historia jest dosyć zabawna. Na spotkaniu One Direction z fanami potrącił mnie rower a Niall pomógł mi wstać. - Obie się zaśmiałyśmy.
- Jesteś ich fanką?
- Nie do końca. Byłam tam z koleżanką która jest ich fanką. - Wytłumaczyłam blondynce. - Jesteś w ciąży? - Zapytałam niepewnie.
- Tak. 5 miesiąc.
- Nie boisz się?
- Czego mam się bać? - Popatrzyła na mnie z zaciekawieniem.
- Jak będzie wyglądało twoje życie po urodzeniu dziecka.
- Dziecko to jest najlepsza rzecz jaka w życiu może się człowiekowi przytrafić. - Uśmiechnęła się do mnie. - Zrozumiesz jak sama będziesz w ciąży. - Przecież ja już jestem w ciąży. - Denise...
- Tak? - Objęła mnie ramieniem.
- Mogę ci coś powiedzieć?
- Jasne.
- Nikomu nie wygadasz?
- Nie. Obiecuje.
- Jestem w ciąży. - Widać było, że Denise jest w szoku.
- Niall wie?
- Wie. Cieszy się. - Uśmiechnęłam się ale po moim policzku spłynęła pojedyncza łza.
- Ej. Nie płacz. Skoro się cieszy to w czym problem?
- Nie wiem jak to wszystkim przekazać. Wogóle nie wiem czy sobie poradzę. Przecież Nialler ma zespół. Trasy koncertowe.
- Niall napewno cię nie zostawi. Bardzo dobrze znam tego chłopaka. Nie jest tym typem który zrobi dziecko i cię zostawi. On jest naprawdę odpowiedzialny a ma dopiero 20 lat. - Przytuliłam się do Denise. - A mamie Nialla przekażecie to na spokojnie. Ja też z Gregiem musiałam jej to jakoś powiedzieć.
- Ale ja mam dopiero 18 lat a on 20. Co jak pani Maura pomyśli, że zniszczylam jej synowi życie. Karierę?
- Dla Nialla jesteś ważniejsza niż kariera. Maurę znam dobrze. Bedzię się cieszyć waszym szczęściem. Strasznie przeżywała to jak była dziewczyna Niallera go zdradziła. Ona chce jego szczęścia a teraz Niall jest szczęśliwy. To widać. - Pocieszała mnie.
- Tak myślisz?
- Ja nie myślę. Ja to wiem. - Po raz kolejny mnie przytuliła. - Wracajmy. Napewno jesteś zmęczona po podróży. - Udałyśmy się do domu.
- Jesteśmy! - Krzyknęłam. Odrazu przy nas pojawił się Niall i Greg.
- Chodź do pokoju. Musisz odpocząć. - Chłopak siłą zaciągnął mnie do pomieszczenia. - Idź się przebierz. Czekam tutaj. Tam masz łazienkę. - Wskazał palcem na drzwi koloru białego.
- Okey. Czekaj. - Poszłam do łazienki. Przebrałam się w piżamę i wróciłam do Niebieskookiego.
- Połóż się. Ja idę zrobię ci herbatę. Zaraz wracam. - Chłopak dał mi buziaka w policzek po czym wyszedł. On jest cudowny. Strasznie go kocham jednak martwię się czy sobie poradzimy. Od dłuższego czasu nie dostaję gróźb od Holly. Mam nadzieje, że to koniec problemów związanych z nią. Moje przemyślenia przerwał nie Niall a jego mama Maura.
- Cześć kochanie. - Przywitała mnie ciepło siadając na łóżku. - Mam do ciebię prośbę.
- Tak proszę pani?
- Nie mów do mnie na pani. Dla ciebie jestem Maura. - Przytuliła mnie. Tutaj wszyscy są dla mnie tacy mili.
- O hej mamo. - Do pokoju wszedł Blondyn.
- To ja nie będę wam przeszkadzać. - Kobieta wyszła z pokoju.
- Proszę. - Chłopak podał mi kubek z herbatą.
- Dziękuje. Jesteś kochany. - Odpowiedziałam biorąc łyk herbaty.
- Nie dziękuj. - Cmoknął mnie w policzek. Odstawiłam herbatę na szafkę. Niall położył się obok mnie. Przyciągnął mnie do siebie. Moje powieki zaczęły robić się ciężkie. Zasnęłam.
**** W dniu ślubu ****
- Denise! Denise! Chodź tutaj! Muszę cię umalować. - Od rana same przymiarki. Jest godzina 12 o 14 zaczyna się uroczystość w kościele. Później jest wesele. To na weselu mamy powiedzieć wszystkim o ciąży. Nialler oczywiście był w garniturze. Był taki przystojny:
- Ślicznie wyglądasz. Jak zwykle. - Nialler przytulił mnie od tyłu. Staliśmy razem przed lustrem.
- Razem nam jakoś lepiej niż osobno.
- Potwierdzam.
- Tylko patrz jaka jestem gruba. - Stanęłam bokiem. Brzuszek był lekko wypukły ale nie rzucał się tak bardzo w oczy.
- Nie jesteś gruba. Jesteś piękna. - Niall obrócił mnie. Staliśmy na przeciwko siebie wpatrując się sobie w oczy. - Kocham cię. - Pocałował mnie. - Bardzo cię kocham. - Znowu złożył pocałunek na much ustach.
- Ja też cię kocham. - Pocałowałam go. - Ale teraz musimy już iść. - Wymknełam się Niallerowi z objęć. Pociagnęłam go za rękę i zeszliśmy na dół. Wszyscy już na nas czekali.
- Noo jesteście. Roxy, Niall. Pojedziecie z nami a Denise i Greg pojadą osobno.
- Mamo. My pojedziemy moim autem. - Uśmiechnął się Niall.
- Aaa zapomniałam. No dobrze to do zobaczenia w kościele. - Wyszliśmy z domu kierując się do czarnego Range Rover'a. Zapowiadał się ciekawy dzień.
**** na weselu ****
- To kiedy im mówimy? - Niall wyglądał na bardzo zestresowanego. Siedzieliśmy na wysokich stołkach barowych w sali weselnej.
- Chyba zaraz. To najlepszy moment.
Później będą pić alkohol a ja nie i oni się zorientują, że coś jest nie tak.
- Dobra to mówmy. - Uśmiechnął się do mnie pociesznie ale ja wiedziałam, że tak naprawdę boi się rekacji rodziny. - Uwaga! Chciałbym coś wam przekazać. - Zaczął przez mikrofon. Wszyscy obecni ma sali popatrzyli na niego z zaciekawieniem. Horan złapał mnie za rękę i ciągnął dalej...- Roxy jest w ciąży, będziemy mieli dziecko...
¥$££$££$£¥¥££
Kolejne flaczki z olejem ale teraz zacznie się coś dziać. Jak myślicie. Jaka będzie reakcja rodzina Nialla na wiadomość o ciąży Roxy? Piszcie w komentarzach. Szczególne pozdrowienia dla Żyrafy :)
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
piątek, 1 sierpnia 2014
Rozdział 28: " Musisz się przyzwyczaić, że media śledzą każdy twój krok. "
Zeszliśmy na dół aby zjeść śniadanie. Muszę iść dzisiaj na zakupy bo kompletnie nie mam się w co ubrać na ślub brata Nialla.
- Hej. - Powitałam Perrie siedząca przy stoliku.
- Hej. - Odpowiedziała zastanym głosem.
- Nialler. Zrób nam herbatę. - Zwróciłam się do Niebieskookiego. Ten tylko przytaknął. - Słuchaj Perrie. Poszłabyś dzisiaj ze mną do galerii? Muszę sobie coś kupić.
- Jasne. Nie ma problemu, w sumie to ja też powinnam zrobić małe zakupy.
- To co 14?
- Okey. - Cmoknęłam Perrie w policzek. Wtedy ma stole wylądowały nasze herbaty.
- Włala. - Powiedział Niall stawiając herbaty na stole.
- Dzięki. - Odpowiedziałyśmy jednocześnie.
- Nie. Tak nie będzie. - Wskazał na policzki. Perrie dała mi buziaka w policzek. Ja też zamierzałam dać gdyby nie to, że Blondyn szybko przekręcił głowę i wyszło na to, że Pocałowałam go w usta. Zaczęliśmy się śmiać. W pewnym momencie poczułam jakąś ciecz na mojej głowie. Gdy się obruciłam zobaczyłam uchachanego Harolda.
- Obiecałem, że cię zgładze. - Śmiał się.
- No ale nie w taki sposób! To mój trik!
- Wybacz. - Odprał wychodząc z kuchni.
- Matko. - Powiedziałam zwracając się w stronę Perrie i Nialla.
- Nasz Harold zawsze dotrzymuje słowa. - Szczerzył się Nialler.
- Właśnie widzę. Dobra ja idę się przebrać bo jak widać jestem cała mokra. - Ostatnie dwa słowa Wykrzyczalam specjalnie aby Harry je usłyszał. Wyszłam z kuchni i poszłam w kierunku pokoju. Weszłam do łazienki która znajdowała się w pokoju. Wzięłam szybko prysznic. Wysuszyłam włosy, zrobiłam lekki makijaż. W pewnym momencie drzwi od łazienki się otworzyły. Trochę się przestraszyłam bo byłam w samej bieliźnie. Na szczęście był to mój chłopak. Z powrotem zajęłam się przygotowywaniem.
- Mmmm ślicznie ci w tej bieliźnie. - Niall przytulił mnie od tyłu. Staliśmy tak przez chwilę wpatrując się w nasze odbicie w lustrze. W końcu wykaraskałam się z objęć chłopaka. Stanęłam bokiem do lustra.
- Patrz. - Widać było już brzuch. Narazie był mały.
- Noo. Zaraz będe tu słonia miał. - Skarciłam Horana wzrokiem. Ten tylko się uśmiechał i wyszedł z łazienki. Ze względu na powiększający się brzuszek wybrałam raczej luźną bluzkę. Niekoniecznie wszyscy muszą wiedzieć o mojej ciąży. Ubrałam się w to:
Wyszłam z łazienki. Rzuciłam się na łóżko i w czasie kiedy Nialler był w łazience zaczęłam przeglądać rożne portale o gwiazdach. Tam tylko huczał jeden temat. Jego nagłówek, zwalił mnie z nóg. Zaczęłam czytać artykuł.
CZYŻBY PRZYSTOJNY IDOL NASTOLATEK NIALL HORAN BĘDZIE OJCEM?
Jak wiadomo w najbliższych dniach całe One Direction wróciło z upragnionych wakacji. Kilka dni po powrocie do Londynu miała miejsce ciekawa sytuacja. Reporterzy nakryli Nialla Horana (20l.) kiedy wychodził wraz ze swoją dziewczyna z gabinetu lekarskiego. Przystojny Niall trzymał w ręce druczek. Podejrzewamy, że mogło być to zdjęcie USG. Czyżby idol nastolatek będzie ojcem?
Zamurowało mnie, gdy to czytałam. Na dole artykułu było zdjęcie. Byliśmy na nim my. Nie wiem kiedy zrobili nam to zdjecie. Żadnych reporterów przed gabinetem lekarskim nie było. Wtedy z łazienki wyszedł Nialler.
- Niall patrz. - Pokazałam mi telefon. Widać było u chłopaka zaciekawienie. Czytał uważnie każdą linijkę.
- Jasna cholera. - Wywnioskował siadając na łóżku.
- Teraz cały świat się o tym dowie. - Byłam przerażona.
- Ignoruj to. Znajdą sobie inny temat.
- Watpię. - Nie było mi do śmiechu. Wtedy zadzwonił telefon Nialla.
- To Paul. O matko. - Chłopak był równie przerażony co ja.
**** oczami Nialla ****
-Tak? - Powiedziałem nie pewnie do słuchawki spoglądając na Roxy.
- Horan! Co to mają być za plotki w internecie?! - Wydarł się mój menager.
- Paul. To nie plotki. To prawda.
- Co?! Będziesz ojcem?!
- Tak. Proszę cię nie bądź zły. Ja jestem dorosły. - Próbowałem załagodzić sytuacje.
- To ci zniszczy karierę!
- Nie. Niczego mi nie zniszczy obiecuje.
- Trzymam cię za słowo. - Rozłączył się.
**** oczami Roxy ****
- I jak? - Zapytałam niepewnie widząc, że Nialler już nie rozmawia przez telefon.
- Pokrzyczał i przestał. Nie przejmuj się. - Blondyn mnie przytulił.
- Dobrze. Idź się ogarnąć. Czekam w salonie. - Chłopak poszedł do łazienki. Natomiast ja Zeszłam po schodach do salonu.
- Perrie. Możemy iść teraz do galerii? - Zwróciłam się do blondynki.
- Jasne. Idę tylko po torebkę i możemy jechać. - Odparła ucieszona i pobiegła na górę. W tym czasie po schodach zbiegał rownież Nialler.
- Zawiozę was. - Cmoknął mnie w usta.
- Dzięki. - Uśmiechnęłam się.
- Możemy już jechać! - Wykrzyczała Edwards.
- Nialler nas zawozi. - Wskazałam palcem na uśmiechniętego Blondyna. We trójkę ruszyliśmy do samochodu. Po 15 minutach jazdy Nialler wysadził nas pod galerią. Odrazu ruszyłam z Perrie na podbój sklepów. Chodziłyśmy dobre kilka godzin po ogromnym centrum handlowym nie mogąc nic znaleźć. W końcu w mojej torebce rozbrzmiał się dzwonek telefonu. To Niall dzwonił.
- Hej skarbie.
- Cześć. - Przywitałam chłopaka.
- Przyjechać już po was?
- Tak. Chyba tak. Nic nie możemy tu fajnego znaleźć.
- Dobra to będe za 20 minut.
- Ok...albo nie. Nie przyjeżdżaj. Zakochałam się.
- Co?! W kim?! - Nie zdążyłam nic chłopakowi odpowiedzieć bo Rozłączyłam się.
- Perrie patrz jaka piękna sukienka! - Krzyknęłam z zachwytu!
- No śliczna! A do tego te buty. I ta torebka! - Edwards wskazała palcem na czarne szpilki i mała torebeczkę. - Musisz to kupić! - Bez zastanowienia zgarnęłam sukienkę z wieszaka. Do tego dobrałam odpowiedni rozmiar czarnych szpilek i torebkę. Zapłaciłyśmy i wyszłyśmy.
- Roxy...
- Tak?
- Widziałam te plotki w internecie.
- No trudno ich nie zauważyć. - Przewrociłam oczami.
- Musisz się przyzwyczaić, że media śledzą każdy twój krok.
- Wiem. Bardzo dobrze to wiem. - Uśmiechnęłam się mimowolnie. - Chodź. Wracamy do domu. - Wyszłyśmy z galerii i udałyśmy się w kierunku domu. Postanowiłyśmy przejść się pieszo ponieważ jest ładna pogoda a z galerii do domu nie mamy daleko. Po niedługim czasie byłyśmy już w domu.
- Czemu nie dzwoniłyście? Przyjechałbym po was. - Zagadał Niall.
- Wolałyśmy się przejść. - Ubiegła mnie z odpowiedzią Perrie.
- Która godzina tak wogóle? - Zapytałam.
- 18. Długo chodziłyście po tych sklepach. - Odpowiedział Niall.
- Wiem. Jestem wykończona. - Rzuciłam się na sofę.
- Hej wszystkim. - Wparował do pokoju Lou.
- Hej. - Odpowiedzieliśmy.
- A co ty taka przybita?
- Zmęczona jestem.
- A co maraton nowojorski przebiegłaś? - Zażartował Lou.
- Nie. Aż tak to nie ale przeszłam całą galerię.
- Ooo to współczuje. Znam tem ból.
- Znasz ten ból? - Odparłam z uśmiechem tuląc się do Niallera.
- Tak. Kiedyś Eleanor przetargała mnie po chyba wszystkich sklepach w Londynie. Koszmar. - Przewrócił oczami zdegustowany Louis.
- Dobra. Koniec tych pogaduszek. Zabieram ją. - Niall wziął mnie na ręce i zabrał na górę do pokoju.
- Idziesz spać. - Rozkazał Irlandczyk.
- Co?! Wiesz która jest godzina.
- Wiem, ale jutro samolot mamy o 5 rano dla twojej wiadomości.
- Jak to? Miał być o 14.
- Niestety. Zmiana planów.
**** w samolocie ****
Nie wierzę, że Niall zarezerwował bilety na samolot o 5. Musiałam wstać o 3 nad ranem!
- Nie powinnaś tyle podróżować. - Przerwał ciszę Blondyn.
- Wiem. Ale to dopiero 3 miesiąc. Matko. Już brzuch zaczyna być widoczny.
- No troszkę, szczerze powiedziawszy. - Uśmiechnął się Nialler pokazując aparat na zębach.
- Heh. Później będzie tylko gorzej.
- Chyba tylko lepiej chciałaś powiedzieć. Roxy...
- Hmm? - Dałam znak, że go słucham.
- 20 Września wylatujemy w trasę. - Zawalił mi się świat.
- Co?! Na ile?
- Na pół roku. - Nie mogłam w to uwierzyć. Rozpłakałam się.
- Ej. Tylko mi tu nie płacz. - Pocieszał mnie chłopak. Ale to i tak nic nie dawało. Płakałam. Strasznie płakałam. Pół roku bez mojego skarba?! Ja tego nie przeżyje.
- Niall. Ja muszę jechać z tobą. - Wykrzyusiłam.
- Skarbie. Trasa to wieczne podróże. Co 2 dni jesteśmy w innym państwie. A ty masz w Londynie swojego lekarza. Teraz dziecko jest najważniejsze.
- Proszę. - Przytuliłam się do niego.
- Zróbmy tak. Miesiąc trwa nasza trasa w Ameryce Południowej. Pózniej lecimy do Stanów. Jak będziemy w Stanach to do nasz dołączysz. Dobrze? - Niall spojrzał na mnie swoimi błękitnymi oczami.
- Dobrze. - Wtuliłam się w chłopaka i momentalnie zasnęłam.
&@&€&&&&@
Znowu flaki z olejem ale obiecuje, że w tak około 32-33 rozdziale zacznie się coś dziać! Mam nawet plan co. Zapraszam do komentowania!
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Subskrybuj:
Posty (Atom)












