niedziela, 31 sierpnia 2014

Rozdział 46: " Nie umiem bez was żyć. "

**** tydzień później ****

- O której macie ten wywiad? - Odezwałam się jedząc śniadanie. 
- O 11. Za godzinę. - Odpowiedział mi Zayn. 
- To może pojadę z wami? 
- A kto zostanie z Liam'em? - Zapytał Niall. 
- Ja chętnie zostanę. - Uśmiechnęła nie Perrie. 
- Ja też mogę. - Zaśmiała się Karola. 
- Dzięki wielkie. - Obdarowałam je promiennym uśmiechem. 
- To jak mamy jechać to pora się zbierać. - Powiedział Liam. 
- Fakt. - Wszyscy zaczęli się zbierać. Ja poszłam do pokoju aby jakoś ładnie się ubrać.
- Nie musisz się stroić. - W drzwiach pojawił się Blondyn. - We wszystkim ci ślicznie. - Delikatnie mnie pocałował. 
- Zawsze tak mówisz. 
- A co mam kłamać? Taka prawda. - Zaśmiał się a ja ruszyłam do łazienki.  Wzięłam prysznic. Zakręciłam włosy i zrobiłam mocniejszy makijaż. Ubrałam się w to:


Wyszłam z łazienki. 
- Będzie ci wygodnie w tych butach? - Wskazał palcem na wysokie lity n moich nogach. 
- Tak. Najwyżej będziesz mnie niósł. - Zaczęłam się śmiać. 
- Z pewnością. - Zaśmiał się. 
- Idziemy? 
- Tak. - Wyszliśmy. Pokoju powoli kierując się na dół. Tam chłopcy już na nas czekali. 
- Wow Roxy. Jakie buty. - Uśmiechał się Hazza. 
- Ładnie No nie? - Zaczęliśmy się śmiać. Po 10 minutach przyjechał po nas bus i zabrał nas na wywiad. 

**** oczami Nialla ****

Jechaliśmy busem na wywiad kiedy dostałem sms'a. 
 
Od: Holly

Uważaj na tego swojego dzieciaka. 

No teraz to się zdenerwowałem ale nie chciałem tego okazywać. Przecież Perrie i Karolina były z moim synkiem więc nic nie może się stać. Po chwili byliśmy już na miejscu. Dziennikarka zaprowadziła nas do pewnego pomieszczenia. Usiedliśmy i zaczął się wywiad. Po kilku pytaniach do całego zespołu dziennikarka przeszła do mnie. 
- Niall jak tam w roli ojca?
- Jest dobrze. Jakoś sobie radzę. - Uśmiechałem się. 
- Czy to prawda, że twój synek ma na imię Liam?
- Tak. Prawda. 
- A czy Liam będzie ojcem chrzestnym? - Zaśmiała się. 
- Tego jeszcze nie wiemy. 
- Szykuje się ślub?
- Nie myślimy o tym...
- Czemu?
- Jesteśmy jeszcze młodzi. - Tłumaczyłem się. 
- Rozumiem. Pokażesz dziecko mediom?
- Nie. Nie chcę aby moje dziecko było w jakiś sposób powiązane z tym światem. To co ja robię w żaden sposób nie będzie się odbijało na moim dziecku. 
- Czyli fanki nie mają na co liczyć?
- W jakim sensie?
- Jesteś zajęty?
- Tak. Niestety. Przykro mi dziewczyny ale znalazłem już swoją księżniczkę. - Spojrzałem na Roxy która się Zarumieniła. 
- Ok. Dzięki chłopcy za wywiad. Do zobaczenia. 
- Dzięki. - Odpowiedzieliśmy huralnie i wyszliśmy. 
- Moja księżniczka. - Pocałowałem Roxy. Po 30 minutach byliśmy w domu. Cicho otworzyłem drzwi. To co zobaczyłem przeraziło mnie. 

**** oczami Roxy ****

Niall otworzył drzwi. Usłyszałam przeraźliwy płacz ale nie dziecka...
Pobiegłam do salonu i zobaczyłam płaczącą Karole. 
- Co się stało? - Przytuliłam dziewczynę. Po chwili chłopcy byli już koło nas. 
- Roxy...- Mówiła przez płacz. 
- Tak?
- Liam...Holly...on jest w szpitalu. - Myślałam, że zawału dostanę. Momentalnie zbladłam. Widziałam jak Niall wybiega z domu. Pobiegłam za nim. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do szpitala. Wbiegaliśmy do budynku. 
- Przepraszam. Gdzie jest takie malutkie dziecko? Zostało niedawno tu przywiezione. 
- Ma na imię Liam? - Spojrzała na mnie Recepcjonistka. 
- Tak. 
- Sala 118. - Nic nie odpowiedzieliśmy tylko pognaliśmy do sali 118. Przed salą stała zapłakana Perrie. 
- Co się do cholery stało?! - Krzyknął do blondynki Nialler. - Miałyście go pilnować! - Krzyczał. 
- Holly przyszła razem z tym Martinem. Uderzyła go. - Dziewczyna wskazała palcem na maleńkie dziecko leżące na malutkim  łóżeczku. Po chwili przyszedł do nas lekarz. 
- Panie doktorze. Co się stało? - Pytałam przez płacz. 
- Proszę się uspokoić. Nic poważnego się nie stało. Dziecko będzie mogło dzisiaj wieczorem wrócić do domu. Spokojnie. Ma niewielkie obrażenia głowy oraz klatki piersiowej. - Powiedział lekarz. Nie słuchałam go dłużej tylko weszłam do sali. Usiadłam na krześle i złapałam za maleńką rączkę mojego synka. Holly tego pożałuje.  A ja muszę podjąć najważniejszą decyzję życia. Nie moge narażać dłużej Liasia. Wyszłam z sali i podeszłam do zmartwionego Horana. Chłopak chciał mnie przytulić jednak ja go odepchnęłam. 
- Niall. Musimy pogadać. - Pociągnęłam Blondyna za rękę i zaprowadzilam do szpitalnego bufetu. Usiedliśmy przy stoliku. 
- Więc? - Spojrzał na mnie z niepokojem. 
- Niall. Musimy się rozstać. Ja nir mogę dłużej narażać Liama. Proszę, Holly ma co chciała. Poddaje się. - Po moim policzku spłynęły łzy. Chłopak patrzył na mnie zszokowany. Nie odzywał się. Wstałam i wyszłam z bufetu. Ten pobiegł za mną. 
- Nie możesz tego zrobić. - Mówił przez potok łez. 
- Nie chcę ale muszę. Pamiętaj. Kocham cię. - Pocałowałam go delikatnie i odeszłam. On tam został. Wzięłam Liama i wypisałam go ze szpitala. Pojechałam do domu po rzeczy i pojechałam do jakiegoś hotelu. Po dwóch godzinach siedziałam na hotelowym łóżku z Liasiem na rękach. Płakałam. Widziałam jak na mój telefon przychodzi SMS. 

Od: Nialler

Skarbie. Kocham cię. Wróć do domu. Nie zabieraj mi Liasia. Kocham was. 

Nie odpisywałam. Nakarmiłam Liama i położyłam do łóżeczka. Wtedy przyszedł kolejny SMS. 

Od: Nialler 

Nie zabieraj mi małego. Jestem jego ojcem. Kocham was. 

Nie miałam siły już na nic. Niall dalej pisał. 

Od: Nialler 

Nie umiem bez was żyć. Proszę. Wróć do domu. Kocham cię. 

Czy go kocham? Bardzo go kocham ale tego już jest za wiele. Najważniejsze jest dobro dziecka. Jeżeli zostałbym z Niallem niewiadomo co by się stało a ja nie mogę na to pozwolić...

-------

Kolejny rozdział! Juz jutro początek roku szkolnego! Nie moge w to uwierzyć. Jak wakacje szybko zleciały...Do ktorej klasy idziecie? Ja do 1 gim. To do zobaczenia! Piszcie komentarze! 

Liebster Blogger Awards

Wielkie dzięki http://naughtylife1.blogspot.com/  za nominację!

Pytania z odpowiedziami:

1.Dlaczego zaczęłaś pisać?

Czytałam wiele rożnych blogów i chciałam stworzyć swoją historie.

2.Należysz do jakiś fandomów?

Tak. Directioners, Kwiatonators, Saszanators i Beliebers

3 Jaka jest twoja ulubiona piosenka?

To cały czas się zmienia ale na ten moment  One Direction - Moments


4. Z kąd czerpiesz inspiracje do nastęnych rozdziałów?

Mam wiele rożnych pomysłów. Niektóre czerpie z życia.

5.Czytasz inne blogi?

Tak, czytam.

6. Ile masz lat?

Uwaga! Dokładnie w tę środę 03.09 będę mieć 13 lat :D

7. Jak masz na imię?

Mam na imię Roxana :)

8. Jakie jest twoje hobby?

Bardzo lubię grać w siatkówkę i uczyć się angielskiego :)

9.Za co lubisz 1D?

Za to, że są prawdziwi, że sława ich nie zniszczyła. Oni wierzą w marzenia, dzięki nim ja też wierzę.

10. Lubisz szkołę?

Nie pod względem uczenia się ale lubie tam spotykać się z przyjaciółmi.

11. Ulubiona książka?

Zdecydowanie:

Niall Horan z Irlandii na podbój świata.



Poprostu Zakochałam się w tej książce. Wszystkim ją gorąco polecam.

Nominuję: 

http://imgonnaloveyoulikeiveneverbeenbroken1.blogspot.com/?m=1

PYTANIA DO NOMINOWANYCH :
1.Dlaczego zaczęłaś pisać?
2.Należysz do jakiś fandomów?
3 Jaka jest twoja ulubiona piosenka?
4. Z kąd czerpiesz inspiracje do nastęnych rozdziałów?
5.Czytasz inne blogi?
6. Ile masz lat?
7. Jak masz na imię?
8. Jakie jest twoje hobby?
9. Który z 1D jest twoim ulubieńcem?
10. Lubisz szkołę?
11. Jaki jest twój ulubiony przedmiot?



Do zobaczenia!



czwartek, 28 sierpnia 2014

Rozdział 45: '' Bo moje dziecko ma się wychowywać tutaj a nie na końcu świata. ''

**** następnego dnia rano ****

- Roxy. Kochanie. Wstawaj. - Obudził mnie znajomy głos. 
- Jeszcze chwilkę. - Odparłam i Naciągnęłam kołdrę na głowę. 
- Wstawaj teraz. Jest 5:15. - Powoli usiadłam na łóżku. - Jak się czujesz? - Spojrzał na mnie z troską Horan. 
- Dobrze. 
- Boli cię brzuch?
- Na szczęście nie. 
- To Wstawaj. 
- No dobra. - Zwlokłam się z łóżka. Odrazu pomaszerowałam do łazienki. Wzięłam cieplutki prysznic. Umyłam włosy. Wysuszyłam je, zrobiłam delikatny makijaż na codzień i ubrałam się w to:


Wyszłam z łazienki. 
- Ileż można siedzieć w łazience? - Zapytał Nialler karmiąc Liama. 
- No wiesz co. I tak to było krótko. - Cmoknęłam Horana w policzek. 
- Masz go. Teraz ja lecę się upiększyć. - Uśmiechnął się chłopak przekazując mi dziecko. Sam znikł za drzwiami łazienki. 
- Wracamy do domu mój mały Irlandczyku. - Powiedziałam do Liama po polsku. Chcę aby moje dziecko umiało płynnie mowić po polsku, ale wątpię, że kiedykolwiek wrócę do Polski na stałe. Raczej w Anglii jest moje miejsce. Wiadomo, tęsknię za przyjaciółmi, rodziną, ale w Londynie mam swoją małą rodzinkę. Można to tak nazwać. Moje rozmyślania przerwał dźwięk telefonu. Zerwałam się z łóżka. Jedną ręką odebrałam telefon. 
- Tak? - Powiedziałam do słuchawki. 
- O witaj Roxy. - Usłyszałam ciepły głos Maury. 
- Dzień dobry. - Uśmiechnęłam się pod nosem. 
- Słyszałam, że dzisiaj wyjeżdżajcie. 
- Tak. 
- Jaka szkoda. Mam nadzieje, że jeszcze mnie kiedyś odwiedzicie. 
- Napewno. O to się proszę nie martwić. 
- To dobrze. Roxy, słuchaj. Na górze jest taki gościnny pokój. Niall ci pokaże gdzie. Idź tam i otwórz komodę. W szafce jest prezent dla Liasia. Miałam go osobiście wam dać ale niestety nie ma mnie w domu. 
- Naprawdę nie trzeba było. 
- Trzeba było. Spokojnej podróży wam życzę. Pa. 
- Do widzenia. - Rozłączyłam się. W tej chwili z łazienki wyszedł Niebieskooki. 
- Z kim gadałaś? - Zapytał. 
- Z twoją mamą. Słuchaj, gdzie jest pokój gościnny?
- Jak wyjdziesz z naszego to po prawej stronie. - Wytłumaczył. Ja Włożyłam Liasia do łóżeczka i ruszyłam do pokoju gościnnego. 
- Chodź! - Zawołałam chłopaka. 
Dopadłam szafkę i wygrzebałam z niej wielką torbę z prezentem. 
- Co to jest? - Zdziwił się Blondyn. 
- Twoja mama mówiła, że to jest prezent dla Liama. - Chłopak delikatnie się uśmiechnął. W torebce były te rzeczy:






- Jakie śliczne. - Skomentowałam. 
- No. Postarała się. Chodź przebirzemy Liasia w coś. - Zaśmiał się Niebieskooki i pociągnął mnie za rękę do naszego pokoju. Wyciągnął z łóżeczka dziecko a ja delikatnie je przebrałam. 
- Jak słodko. - Uśmiechnęłam się biorąc dziecko na ręce. Mały był ubrany w to:

- Wygląda jak miś polarny. - Zaśmiał się chłopak. 
- Wygląda słodziutko. - Dałam Blondynowi dziecko na ręce.
- Żeby nas z tobą wpuścili do samolotu, drapieżco. - Mówił do dziecka. Ja tylko mimowolnie się śmiałam. Powrzucałam nasze rzeczy do walizki. Horan w tym czasie zabawiał Liasia. On jest świetnym ojcem. Po kilkunastu minutach postawiłam walizki obok szasy.
- Dobra, jesteśmy spakowani. - Uśmiechnęłam się triumfalnie. Spojrzałam na zegarek. - Jest 6:30. Pasowałoby już jechać na lotnisko. 
- Raczej. - Przytaknął mi chłopak i wsadził dziecko do nosidełka.
- A co z wózkiem? - Zapytałam po chwili Nialla.
- Tu zostaje. W Anglii kupimy nowy.
- A to chyba, że tak. - Zaśmiałam się. Wyszliśmy z domu. Niall pozamykał dom i zapakowaliśmy się do taksówki. Po godzinie dotarliśmy na lotnisko w Dublinie. Następnie czekaliśmy kolejne pół godziny na wejście do samolotu. W końcu to nastąpiło i spokojnie weszliśmy z dzieckiem na pokład samolotu. Stewardessy mówiły, że Liam wygląda przesłodko. Usiedliśmy na zarezerwowanych dla nas miejscach. Po chwili wzbijaliśmy się w powietrze.
- Niall?
- Hmm?
- Chciałabym aby Liaś umiał mówić po polsku.
- Czemu?
- To jest dla mnie ważne. Pochodzę z Polski. Kocham ten kraj, chciałabym aby moje dziecko umiało mówić po polsku.
- No ale jak ty to sobie wyobrażasz? Ja nie umiem kompletnie polskiego więc nawet w domu nie rozmawiamy po polsku. A tam w przedszkolu czy w szkole też będzie musiał mówić po angielsku.
- Nigdy nie myślałeś o tym, że może by tak mieszkać w Polsce?
- Jak to w Polsce?! Ja tu mam zespół, studio. Całe życie.
- Mieszkałabym z Liamem w Polsce a ty byś nas odwiedzał.
- Nigdy się na to nie zgodzę. - Chłopak odwrócił ode mnie wzrok. Widać było, że jest strasznie zdenerwowany.
- Czemu?
- Bo moje dziecko ma się wychowywać tutaj a nie na końcu świata. - Powiedział przez zęby.
- Nie denerwuj się. Tak tylko zapytałam. - Spojrzałam mu prosto w oczy.
- Nie chcę was stracić. - Przytulił mnie i pocałował w czoło. - Bo kiedyś prawie was straciłem. - Po jego policzku spłynęła łza.
- Niall, ty płaczesz?
- Nie. - Szybko wytarł policzek.
- Przecież widzę.
- Wydaje ci się. - Uśmiechnął się do mnie a ja nie chciałam dalej drążyć tego tematu.
- To jak z tym polskim? - Zmieniłam temat.
- Nie ma sprawy. Liaś na pewno będzie umiał mówić po polsku. Nauczysz go i może przy okazji nauczysz czegoś i mnie. - Uśmiechał się.
- Powiedz Kocham Cię. - Powiedziałam po polsku.
- Co?
- Powtórz. - Powiedziałam po angielsku. - Kocham Cię. - Tym razem wypowiedziałam to w swoim ojczystym języku.
- Kocham Cię. - Powiedział to trochę śmiesznie ale to nie ważne. Powiedział to po polsku. Natychmiastowo się w niego wtuliłam.
- Ja też cię kocham. - Powtórzyłam.



**** w Londynie ****

Samolot spokojnie wylądował. Po chwili byliśmy już w taksówce w drodze do domu.
- W końcu dom. - Uśmiechnął się Niebieskooki.
- Znowu trzeba kupić wszystkie rzeczy dla Liasia. - Pogładziłam po głowie śpiące dziecko. On jest taki grzeczny. Po dobrych 30 minutach staliśmy już pod drzwiami domu i dzwoniliśmy dzwonkiem. Otworzyła nam Pezz.
- Witajcie! - Ucieszyła się dziewczyna. Liam się obudził i się patrzył swoimi dużymi oczkami. Weszliśmy do domu i zaraz wszyscy przybiegli. Wyściskali nas.
- Ojej. A któż to? - Uśmiechała się Perrie biorąc Liasia na ręce. - Chodź do cioci. Śliczny jesteś. - Wszyscy zgromadzili się nad dzieckiem.
- Niall mogę cię na chwilę prosić? - Zwrócił się do Irlandczyka Hazza.
- Jasne. - Odeszli na chwilę na bok. Nie ważne, później dowiem się o co chodziło.
- I tak wujek Louis jest lepszy. - Śmiał się Lou biorąc Liasia od Perrie.
- Chciałbyś. - Spiorunowała go wzrokiem dziewczyna. Wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Po chwili dziecko trafiło do Payne'a.
- Hej Liaś. Ja też mam na imię Liam, wiesz? - Uśmiechał się do dziecka Liam trzymając go za rączkę.
- Zajmijcie się nim. Ja idę wnieść te walizki na górę. - Złapałam za walizki i powoli wtaskiwałam się po schodach. Nagle Niall przerwał mi tę czynność.
- Daj. Wezmę to. - Pomógł mi z rzeczami. Weszliśmy do pokoju a to co zobaczyłam powaliło mnie na kolana. Pokój był całkowicie odnowiony. Wyglądał o tak: 



 Stanęłam jak wryta. Niebieskooki odłożył walizki i objął mnie ramieniem.
- Podoba ci się? - Pocałował mnie.
- Jasne. Tylko gdzie mały będzie spał?
- Nic się nie martw. Chłopcy zaraz się tym zajmą. - Uśmiechnął się i pociągnął mnie za rękę. Wyszliśmy z pokoju i zeszliśmy po schodach na dół do salonu.
- Chłopcy! Zajmijcie się naszym pokojem! - Krzyknął na co wszyscy razem prześcigując się pobiegli na górę.
- A ty nie idziesz? - Spojrzałam na Blondyna.
- A mam iść?
- No raczej. Pomóż im.
- Okey. - Chłopak zawrócił i z prędkością światła pobiegł na górę. Ja ruszyłam w stronę Perrie i Karoli siedzących na kanapie. Karolka trzymała moje dziecko.
- Jaki ty jesteś śliczny. - Obie wpatrywały się w maluszka.
- Kurde, nie ma tu jak go nakarmić. - Usiadłam obok ich.
- Jest. Chłopcy specjalnie kupli mleko, butelki i podgrzewacz. - Uśmiechnęła się Pezz.
- Naprawdę? - Uśmiechnęłam się.
- Naprawdę. Pójdę zrobić. - Edwards ruszyła w stronę kuchni.
- Ale się dorobiłaś. - Spojrzała na mnie Kara. Po raz pierwszy od kilku miesięcy rozmawiam z kimś po polsku.
- Dzięki. A jak ci się układa z Harrym?
- Super. On jest świetnym chłopakiem.
- To dobrze. Pamiętaj, jakbyś miała jakiś problem to zawsze możesz ze mną pogadać. - Przytuliłam dziewczynę. 
- Dziękuję. - Uśmiechnęła się. W tej chwili Liam zaczął płakać.
- Już idzie ciocia. - Śmiała się Perrie. Usiadła, przejęła od Karoliny dziecko i zaczęła je karmić.
- Haha Liaś ma bardzo fajne ciocie. - Zaczęłyśmy się śmiać. - A gdzie El i Dani?
- Pojechały razem gdzieś. Nie wiemy dokładnie gdzie. - Wytłumaczyła Karolka. Nie wnikałam już bardziej. Po skończonym karmieniu tym razem Karolina zaczęła usypiać małego.
- Wy mnie we wszystkim wyręczycie. - Uśmiechałam się włączając telewizor.
- No raczej. Mamuśka musi odpocząć trochę.
- No zobaczymy czy takie chętne w nocy będziecie. - Wszystkie wybuchłyśmy śmiechem. W końcu Karoli udało się uśpić Liasia. Skorzystałyśmy z okazji, że chłopcy coś tam majstrują i razem oglądnęłyśmy jakieś romansidło. Po skończonym filmie przyszli chłopcy.
- Chodź kochanie. - Niall złapał mnie za rękę i zaciągnął do pokoju. Stanęłam w progu. Nie mogłam wydusić z siebie słowa. Niedaleko łóżka stało łóżeczko Liasia. Było śliczne:

Przy wyjściu na taras stał nowy wózek:
Niedaleko łóżeczka stał leżaczek:

Wszystko było takie śliczne. Niall pociągnął mnie do łazienki. Tam stała niebieska wanienka:





Następnie rzuciłam się Niallerowi na szyję.
- Strasznie cię kocham. - Rozpłakałam się. Chłopak mocno mnie przytulił.
- Ej, nie płacz kochanie. - Uśmiechnął się do mnie ocierając łzy z mojego policzka. Nic się już nie odezwałam tylko mocno się w niego wtuliłam.  - Chodźmy na dół. - Uśmiechnął się Nialler i objął mnie ramieniem. Zeszliśmy po schodach na dół.
- Płakałaś? - Spojrzał na mnie dziwnie Zayn.
- Tak...ze szczęścia.
- Ooo chodź tu do mnie. - Zayn rozłożył ręce. Podeszłam do niego i mocno przytuliłam.
- A ty chodź do wujka. - Uśmiechnął się Lou i wziął Liama na ręce. - A co to mam? - Chłopak zaczął machać dziecku przed nosem małym białym misiem. Liaś dostał go od babci. Wszyscy razem usiedliśmy na kanapie wpatrując się w telewizor.
- Myśleliście nad ślubem? - Wypalił Harry.
- Nie...- Odpowiedziałam niepewnie i spojrzałam na Nialla który miał na twarzy wielki uśmiech.
- Nie? - Zdziwił się Harry.
- Jeszcze nie. - Odpowiedział Nialler i namiętnie mnie pocałował.
- No macie dziecko, kochacie się...
- Dobra Hazza, hamuj. Daj im spokój. - Wkroczył do akcji dotąd milczący Liam.
- Okey. - Odparł zrezygnowanie Harold.
- Pomyślimy nad tym. - Szepnął mi słodko na ucho Niall. Ciekawe co on kombinuje...


___________________________________

Po dłuższej przerwie tadam! Macie 45! Żyrafa jak zwykle ciesz ryjca :* A wy miśki komentujcie!

niedziela, 24 sierpnia 2014

Rozdział 44: " Ja już nie daje rady. "

- Ale co mogło się stać? - Chłopak powoli usiadł na fotelu. 
- Nie wiem. Coś mi się nie podoba ta twoja Mia.
- Ona nigdy by nie zrobiła krzywdy żadnemu dziecku. 
- Mów sobie co chcesz. Ja wiem swoje. - Włożyłam dziecko do łóżeczka i ruszyłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, zmyłam makijaż i przebrałam się w piżamy. Wyszłam z łazienki. Niall siedział w tym samym miejscu w jakim go zostawiłam. - Ty nie idziesz się myć? - Zapytałam siadając na łóżku. 
- Idę. - Chłopak wstał i ruszył do łazienki. Wydać było, że jest zestresowany. Nie zamierzam tego tak zostawić. Jutro zadzwonie do tej całej Mii. W tym momencie z łazienki wyszedł Horan. 
- To co z tym zrobimy? - Zapytał zmartwiony kładąc się obok mnie. 
- Jutro do niej zadzwonie. Nie zostawię tego tak. - Niall westchnął. 
- Dobranoc kochanie. 
- Dobranoc. 


**** w nocy ****

Obudził mnie płacz dziecka. Muszę się do tego przyzwyczaić. Tak będzie, przez pewien okres czasu. 
- Nie Wstawaj. Ja pójdę. - Usłyszałam jedynie za plecami. Odwróciłam się. Niall stał z Liam'em na rękach i go uspokajał. To naprawdę jest anioł nie chłopak. 
- Dzięki. - Uśmiechnęłam się. 
- Nie ma sprawy. - Powiedział Niall. - Co ona ci zrobiła skarbie? - Zwrócił się do Liasia Nialler. - Nie dam ci zrobić krzywdy. - Przytulił go. Uśmiechnęłam się w duchu i zasnęłam. 

**** rano ****

Obudziłam się rano. Miałam straszną ochotę do życia. Wstałam z entuzjazmem. Zetknęłam jedynie na zegarek. Była 8:48. Nialla już w pokoju nie było. Liama także. Ruszyłam do łazienki. Wzięłam prysznic, zrobiłam prysznic i włosy upiełam w niedbałego koka. Ubrałam się w to:


Tak. Dzisiaj był ten dzień kiedy chciałam założyć sukienkę. Poprostu chciałam wyglądać dziewczęco. Zeszłam na dół. Niall krzątał się po kuchni a Liam leżał sobie w salonie. 
- Witaj skarbie. - Pocałowałam chłopaka.
- Ooo moja księżniczka wstała. - Cmoknął mnie w policzek. - Co moja księżniczka będzie jeść? 
- Zrobię sobie płatki. - Wyciągnęłam mleko, płatki i przygotowałam sobie śniadanko. Po zjedzeniu płatków poszłam do Liama go nakarmić.  Usiadłam na kanapie w salonie. Karmiłam go aż w pewnym momencie cała zawartość jego buźki wylądowała na mojej sukience. 
- Liam!! - Krzyknęłam chyba na cały dom. Dziecko się rozpłakało a z kuchni przybiegł Niall biorąc Liama na ręce.
- Co się tak na niego drzesz?! - Przytulał niemowlaka. 
- Patrz co zrobił!! - Wskazałam na moją sukienkę. 
- Daj spokój. To się wypierze. Nie krzycz na niego. 
- Dajcie wy mi wszyscy święty spokój! - Wybiegłam z salonu kierując się do pokoju. Wpadłam do łazienki i natychmiast przebrałam się w to:

Wyszłam z łazienki, usiadłam na łóżku i poprostu się Rozpłakałam. Czasami mam takie momenty słabości. Do pokoju wszedł Niall. 
- Skarbie. Co się dzieje? - Przykucnął przy mnie. 
- Ja już nie daje rady. - Wtuliłam się z płaczem w Blondyna. 
- Jestem tu. Pamiętaj. Ja zawsze ci pomogę. - Mocno mnie przytulił. 
- Dzięki. Muszę zadzwonić do tej twojej koleżanki od siedmiu boleści. 
- Okey. -Wzdychnął. Wybrałam numer do dziewczyny i zadzwoniłam. 
- Hej. - Usłyszałam radosny głos Mii. 
- Cześć. - Odpowiedziałam oschle. 
- Coś się stało?
- Mogłabyś przyjechać?
- Jasne. Jest 10. Będę za 15 minut. 
- Ok. Czekam. - Rozłączyłam się. 
- I jak? - Spojrzał na mnie Blondyn.
- Będzie za 15 minut. 
- I co jej powiesz? 
- Jeszcze nie wiem. - Zeszłam do salonu. Usiadłam przed telewizorem. Po kilkunastu minutach zadzwonił dzwonek do drzwi. Usłyszałam jak po schodach zbiega Nialler i otwiera drzwi. Wstała i poszłam do holu. 
- Hej. - Uśmiechała się Mia.
- Cześć. Wejdź. - Zaprosiłam ją ruchem ręki do środka. Weszła i usiadła na fotelu w salonie. 
- Chcielibyśmy z tobą porozmawiać. - Zaczął Horan. 
- Tak? - Spojrzała na nas niepewnie. Podeszłam do dziecka i rozpiełam delikatnie jego śpioszki. 
- Co to jest?! - Krzyknęłam pokazując jej siniaki. Liam zaczął płakać. 
- Ale ja nie wiem. - Poderwała się dziewczyna. 
- Co to jest się pytam?! - Niall zapiął ubranko dziecku i wziął na ręce uspokajając. 
- To nie ja! - Broniła się dziewczyna. 
- To co może ja sama uderzyłam swoje dziecko?!
- Nie wiem! - Krzyknęła i wybiegła
z domu. Ja usiadłam na kanapie i poprostu się Rozpłakałam. Nie miałam na nic siły. Chłopak zaniósł dziecko do góry i wrócił do mnie. Przytulił mnie i Wyszeptał:
- Ciii spokojnie. Jestem tutaj. 
- Niall. Ja się do niczego nie nadaję. 
- Nie mów tak. Jesteś cudowną dziewczyną i super mamą. - Pocałował mnie. 
- Ja sobie już nie radzę. - Wtuliłam się w Irlandczyka. Cudownie pachniał. 
- Nie mów tak. Zabraniam ci. - Pocałował mnie w policzek. - Chodź położysz się. Zrobię ci herbatę. - Uśmiechnął się i zaprowadził mnie do pokoju. Grzecznie położyłam się do łóżka. 

**** oczami Nialla ****

Zeszłam na dół. Odrazu złapałem za telefon i wybrałem numer do lotniska w Dublinie. 
- Dzień dobry, lotnisko w Dublinie, słucham?
- Chciałbym zarezerwować lot. 
- Kiedy i w jakie miejsce. 
- Na jutro. Do Londynu...
- Dobrze. Ile osób?
- 2 dorosłe i jedno dziecko. 
- Dziecko w jakim wieku? 
- Malutkie. Ma tydzień. 
- Dorze. Jaka klasa?
- Pierwszą klasą. 
- Dobrze dziękuje. Jutro lot o godzinie 8:10 rano. 
- Dziękuje. Do widzenia.
- Do widzenia. - Rozłączyłem się. Zrobiłem 2 herbaty i wróciłem do pokoju. 
- Proszę. - Podałem dziewczynie herbatę a sam usiadłem obok niej. 
- Dzięki - Uśmiechnęła  się do mnie blado. 
- Jutro wracamy do Londynu. 
- Dobrze. - Spojrzała na mnie wdzięcznie. W jednym momencie się zerwała i pobiegła do łazienki. 

**** oczami Roxy ****

Zerwałam się i pobiegłam do łazienki. Zrobiło mi się niedobrze. Wymiotowałam. Widziałam jak Niall stoi w progu łazienki. Podeszłam do umywalki i opłukałam usta. Niall podszedł do mnie i przytulił od tyłu. 
- Co się dzieje? - Szepnął mi do ucha. 
- Źle się czuje. - Odchyliłam głowę do tyłu i oparłam się o Blondyna. 
- Co cię boli? - Widziałam przerażenie w jego oczach i troskę. 
- Brzuch. - Wyszłam z łazienki i trzymając się za brzuch doszłam do łóżka i się położyłam. 


--------

Macie kolejny rozdział! W tym tak troche wieje nudą ale trudno. Masz Żyrafa to co chciałaś. Ciesz mordkę ;*

12 kom i daje next :)

sobota, 23 sierpnia 2014

Nowi bohaterowie!


Liam- Dziecko Nialla i Roxy. Urodzony 18 maja. 



Mia Evans - Ma 18 lat. Pochodzi z Mullingar w Irlandii. Pojawi się w 43 rozdziale. Zajmuje się opieką nad dziećmi.  Koleżanka Nialla. 

Rozdział 43: " Niall. Coś tu musiało się stać jak nas nie było... "

Leżeliśmy jeszcze chwilę na kocu wpatrując się w gwiazdy. W końcu ja usiadłam. Było mi zimno. Jest końcówka maja ale noce są zimne. Aż się wzdrygnęłam.
- Zimno ci? - Zapytał z troską Niall.
- Tak trochę. - Znowu się wzdrygnęłam.
- Trochę? - Irlandczyk ściągnął swoją bluzę i okrył mnie ją.
- Teraz tobie będzie zimno. - Spojrzałam na niego.
- Ja przeżyje. - Pocałował mnie.
- Kochany jesteś.
- Wiem. - Wyszczerzył się Niebieskooki.
- Późno już jest. Wracajmy.
- Ok. - Blondyn zabrał wszystko do torby i ruszyliśmy w stronę samochodu.
- Nie zimno ci? - Chłopak był w bluzce z krótkim rękawem.
- Zimno.
- To masz. - Chciałam dać mu jego bejsbolówkę. Wziął ją do ręki i znowu mnie ją okrył.
- Księżniczki są ważniejsze niż ja. - Zarumieniłam się. - Słodko wyglądasz jak się rumienisz. - Uśmiechał się. W końcu doszliśmy do auta i Wsiedliśmy. Niall odpalił silnik. Po kilku minutach byliśmy już w drodze do domu.
- Zawsze chciałem mieć synka o imieniu Liam. - Zagadał Horan.
- Liam. Śliczne imię. - Odpowiedziałam. Przez kolejne 40 minut podróży siedzieliśmy w całkowitej ciszy. W końcu dojechaliśmy do domu. Po cichu weszliśmy do domu. Jednak zaraz po otworzeniu drzwi usłyszeliśmy przeraźliwy płacz dziecka.
- Co tam się dzieje? - Spojrzałam z niepokojem na Nialla. Razem z chłopakiem poszliśmy do góry. Przekroczyliśmy próg pokoju. Po pokoju kręciła się Maura z Liasiem na rękach. Niall odrazu przejął od niej dziecko.
- Dobrze, że jesteście. Płacze już od godziny. Jest północ. Gdzie wyście byli?!
- Mamo. - Spojrzał na nią Niall przytulając dziecko.
- Może jest głodny? - Powiedziałam.
- Idę po butelkę. - Powiedziała Maura i wyszła.
- Ciii. - Uspokajał dziecko Horan. - Spokojnie. Ciii.
- Matko. - Opadłam bezwładnie na łóżko. Po paru minutach do pokoju wpadła Maura z butelką w ręce.
- Masz. - Wręczyła Niallerowi butelkę. Blondyn usiadł na fotelu i zaczął karmić dziecko. Płacz ustał.
- Ja się idę umyć a ty go nakarm. - Niall kiwnął twierdząco głową. Poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, zmyłam makijaż i ubrałam się w piżamę. Wyszłam z łazienki. Nialler chodził po pokoju klepiąc dziecko po pleckach.
- Daj mi go. Idź się umyj.
- Okey. - Irlandczyk przekazał mi Liama i zniknął za drzwiami łazienki.
- Kochanie moje. Śpij już. - Dziecko nie przestawało płakać. - Ciii. Śpij Skarbie. Ciii. - Uspokajałam go. Na marne. Wtedy z łazienki wyszedł Nialler i przejął ode mnie Liasia.
- Jest już tatuś. Śpij Liaś. Śpij. - Liam momentalnie przestał płakać. Niebieskooki jeszcze chwilę go ponosił. W końcu dziecko zasnęło. Blondyn włożył go do łóżeczka.
- Jesteś niesamowity. - Staliśmy oboje wpatrując się w śpiące niemowlę.
- Kochanie, jestem Niall Horan. Chodź. Połóż się. - Niall pociągnął mnie za rękę do łóżka. Grzecznie położyłam się i Przykryłam kołderką.
- Dobranoc. - Szepnęłam.
 - Dobranoc skarbie. - Rownież szepnął Niall.

**** 2 w nocy ****

Usłyszałam płacz dziecka. Odwróciłam się, Niall spał jak zabity. Szurchnęłam chłopaka.
- Co się dzieje? - Wymamrotał zaspany.
- Niall. Liaś płacze. Idź do niego.
- Co?
- Idź do dziecka.
- Aaa. - Chłopak wstał, zapalił lampkę i podszedł do łóżeczka. Wziął Liama na ręce. I usiadł obok mnie na łóżku.
- Idę po butelkę. - Już miałam wstać ale Niall mi przerwał.
- Roxy? Czemu go nie karmisz normalnie?
- Jestem za młoda. Nie chcę później wyglądać jak potwór.
- Nie będziesz. - Uśmiechnął się zaspany Irlandczyk.
- Jednak wolę butelkę. - Wyszłam z pokoju i poszłam do kuchni po butelkę. Zagotowałam mleko i wróciłam do pokoju. Zamknęłam drzwi i usiadłam obok Nialla na łóżku.
- Daj go. - Przejęłam od chłopaka dziecko i zaczęłam go karmić.
- I wyobraź sobie, że tak będzie co noc. - Niebieskooki położył się i okrył kołdrą.
- Masakra. - Stwierdziłam.
- Ale i tak go kochasz No nie?
- No jasne. Kocham go. - Pocałowałam Liasia w czoło. Skończyłam go karmić i położyłam go w łóżeczku. Sama wróciłam do łóżka.
- To dobranoc. - Niall przytulił mnie od tyłu.
- Dobranoc. - Szepnęłam. W momencie zasnęłam.


**** następnego dnia rano ****

Obudziłam się rano. Odrazu spojrzałam na zegarek. Widniała na nim godzina 9:15. Nialla obok mnie nie było. Liama też w łóżeczku nie było. Zeszłam na dół. W kuchni ujrzałam Blondyna robiącego śniadanie.
- Hej. - Podeszłam do niego u namiętnie Pocałowałam.
- O cześć. - Uśmiechnął się.
- Gdzie Liaś?
- Tam. - Chłopak wskazał na rozłożoną kanapę w salonie. Liaś miał tam rozłożony kocyk i leżał sobie na nim. Dobrze, że tu kuchnia jest otwarta na salon. Niall cały czas miał oko na małego.
- Gdzie twoja mama? - Zapytałam biorąc łyk herbaty.
- Pojechała do swojej siostry na tydzien. Mamy wolną chatę. - Odwrócił się Niebieskooki zabawnie poruszając brwiami.
- Ooo No to może coś tam ten...
- Mam nadzieje. - Cmoknął mnie chłopak. - Co ci zrobić na śniadanie?
- Naleśniki. - Uśmiechnęłam się.
- Już się robi. - Zaśmiał się Nialler wyciągając patelnie. Ja w tym czasie poszłam do Liama.
- Hej misiu. - Położyłam się obok dziecka. Ten tylko delikatnie odwrócił głowę w moją stronę. - Jak się spało? - Pocałowałam go w czoło.
- Pewnie jesteś głodny. - Ruszyłam do kuchni po butelkę. Zaparzyłam jak zwykle mleko i wróciłam do dziecka. Wzięłam je na ręce i zaczęłam karmić.
- Ooo jak dużo jemy. - Mówiłam do niego słodko. Po karmieniu położyłam go z powrotem na kocyk.
- Roxy! Śniadanie!
- Idę. - Powiedziałam i poszłam do kuchni. Gdy weszłam do kuchni ujrzałam górę naleśników stojących na stole. Zaczęłam zajadać.
- To przez tydzień nigdzie sami nie wyjdziemy.
- Wyjdziemy.
- Ale jak? - Spojrzałam dziwnie na chłopaka.
- Mam tu taką koleżankę. Ma na imię Mia. Przyjaźnimy się jeszcze od czasów sprzed X- Factor'a. Ona kocha dzieci. Napewno chętnie zajmie się małym.
- Aaa Noto ok.
- Zaraz do niej zadzwonie czy by z nim nie została dzisiaj tak od 19. Może być?
- Jasne.
- To ja dzwonię. - Niebieskooki wykonał telefon. - Powiedziała, że chętnie się nim zajmie. - Uśmiechnął się kończąc rozmowę.
- To super. Ja idę się ogarnąć. Pilnuj go.
- Pilnuję. - Wstałam i poszłam po schodach do łazienki. Wzięłam jak co ranka prysznic, zrobiłam lekki make up i ubrałam się w to:


Następnie wyszłam z łazienki i skierowałam się na dół. Odrazu poszłam do salonu. Usiadłam wygodnie na kanapie włączając telewizor. Na szczęście w salonie były dwie sofy. Jedna rozłożona gdzie leżał Liaś i druga na ktorej siedziałam ja. Po chwili Niall do mnie dołączył.
- Co oglądasz? - Zapytał siadając obok mnie.
- Tak w sumie to nic nie ma ciekawego. - Podsumowałam.
- To pogapimy się razem z te bzdury. - Stwierdził chłopak a ja się w niego Wtuliłam. Po pół godzinie Liam zaczął płakać.
- Co mu jest? - Zapytał zdziwiony Nialler. - Przecież przed chwilą jadł.
- Może trzeba go przewinąć. - Wzięłam niemowlę na ręce i już miałam iść do pokoju ale Blondyn mnie zatrzymał.
- Daj go. Ja to zrobię. - Chłopak przejął ode mnie dziecko i poszedł na górę.
- Anioł, nie chłopak. - Stwierdziłam. Wróciłam do oglądania telewizji. Niall coś długo nie wracał. Postanowiłam, że sprawdzę co sie dzieje. Wyszłam po schodach na górę. Otworzyłam drzwi i ujrzałam coś pięknego.
Na łóżku siedział Niall z Liam'em na rękach. Irlandczyk zabawiał go misiem. To było przesłodkie.
- I jak? Przewinąłeś go? - Zapytałam siadając obok chłopaka.
- Tak. - Uśmiechnął się. - Poradziliśmy sobie. Prawda? - Zwrócił się do dziecka. Ja tylko cicho się zaśmiałam.
- Która godzina? - Zwróciłam się do chłopaka.
- 11:20.
- Wiesz co. Daj go. Pójdę z nim na spacer.
- Ok. Tylko go ubiorę. - Nialler zaczął ubierać Liasia. Ja w tym czasie Zeszłam na dół i wyciągnęłam wózek. Po chwili Niall był obok mnie razem z ubranym dzieckiem.
- Ładny kupiłeś ten wózek. - Uśmiechnęłam się wkładając małego do wózka.
- No wiem wiem. - Roześmiał się Horan. Wózek był naprawdę bardzo fajny. Wyglądał o tak:


- Dobra. Ja idę. - Okryłam Liama miękkim kocykiem i Cmoknęłam Nialla w policzek.
- Pa.
- Pa. - Powiedziałam i wyszłam. Nie znałam tu okolic ale wiedziałam przynajmniej gdzie jest park. Skierowałam się w jego stronę. Po drodze obserwowałam ludzi. Po chwili kilka dziewczyn do mnie podbiegło.
- Hej. Czy to ty jesteś dziewczyną Nialla Horana? - Zapytała jedna z nich.
- Tak to ja. - Odparłam z uśmiechem.
- Mogłybyśmy zrobić sobie z tobą zdjęcie?
- Jasne. - Ustawiłam się do zdjecia z każdą z dziewczynek.
- To jest wasze dziecko? - Zapytała kolejna dziewczyna.
- Tak.
- Ooo jakie słodkie. - Spojrzały do wózka. Akurat Liaś spał.
- Jak ma na imię?
- Liam. - Odpowiedziałam z uśmiechem.
- Haha jak Liam Payne. - Zaczęłyśmy się śmiać.
- Dokładnie. - Uśmiechałam się. - Wiecie co. Ja już muszę iść.
- Możemy się z tobą przejść. - Wszystkie błagalnie na mnie Spojrzały.
- No dobra. Chodźcie. - One tylko po cichu powiedziały "hura" aby nie obudzić dziecka. Udałyśmy się spokojnie w stronę parku.


**** oczami Nialla ****

Siedziałem na kanapie w salonie. Nagle usłyszałem dzwoniący telefon. Odebrałem. Był to Harry.
- Siema Niall.
- Cześć.
- Jak tam?
- Dobrze. Roxy już urodziła.
- Naprawdę?!
- Naprawdę.
- Kiedy?!
- 3 dni temu.
- To czemu nie zadzwoniłeś?!
- Sorry. Nie miałem do tego głowy.
- Dobra. Kiedy wracacie?
 - Myślę, że gdzieś za tydzień. Zostalibyśmy dłużej ale my mamy chyba umówione wywiady tak?
- No tak.
- Podałbyś mi dokładne daty?
- Jasne. To tak. Pierwszy mamy 30 maja. Kolejny jest 3 czerwca. Dalej 7 czerwca i kolejny 9. Później 11,12,13 mamy studio od 10-16. I 15,16 mamy cały dzień w studiu bo od 9-18.
- O matko.
- No a później od 17 czerwca do 2 września mamy wolne.
- To chociaż tyle dobrego. A jak z trasą?
- Trasą? Trasę mamy od 10 września do 16 grudnia. Na święta mamy wolne.
- Aha... A gdzie ta trasa?
- Europa.
- Aaaa...A poźniej?
- Mam tu napisane, że od 6 stycznia do 15 maja mamy trasę.
- Gdzie?
- Azja noi Stany.
- Dobra, dzięki.
- Nie ma sprawy.
- To do zobaczenia.
- Pa. - Powiedział Harry a ja się rozłączyłem. Akurat wtedy do domu wróciła Roxy. Pomogłem jej z wózkiem. Dziewczyna rozebrała Liama i poszła na górę. Ja poszedłem do kuchni zrobić herbatę.

**** oczami Roxy ****

Wyszłam z Liasiem na górę. Niall zaproponował, że zrobi nam herbatę. Otworzyłam drzwi i wkroczyłam do pokoju. Położyłam dziecko do łóżeczka a sama wzięłam laptopa i zaczęłam przeglądać Facebook'a, Twitter'a, Tumbler'a i inne portale. W końcu do pokoju przyszedł Niall.
- I jak było na spacerze? - Pytał chłopak wręczając mi kubek z herbatą.
- Dobrze. Spotkałam kilka twoich fanek. Porobiłam sobie z nimi zdjęcia. Pospacerowały ze mną.
- Ooo to fajnie.
- A ty co robiłeś? - Nie spuszczałam wzroku z laptopa
- Harry dzwonił.
- Ooo co chciał?
- Pytał jak tam u nas i kiedy wracamy.
- No właśnie, kiedy wracamy?
- Za tydzień?
- Ok. Coś jeszcze chciał?
- On nic ale ja pytałem się jak mamy ułożone wywiady i studio.
- I jak macie? - Spojrzałam na chłopaka.
- Pierwszy mamy 30 maja. Kolejny jest 3 czerwca. Dalej 7 czerwca i kolejny 9. Później 11,12,13 mamy studio od 10-16. I 15,16 mamy cały dzień w studiu bo od 9-18.
- Wow to ciężko macie.
- No, ale później aż do 2 września mamy wolne.
- To fajnie. Wybierzemy się gdzieś na wakacje. 17 przyleci moja mama z Niemiec i zajmie się Liamem.
- Do kiedy?
- Spokojnie do końca wakacji.
- No to opiekę mamy z głowy.
- Yhym.
- Na wakacje jedziemy z chłopcami czy gdzieś we dwójkę?
- Z chłopcami.
- Serio? - Chłopak dziwnie się na mnie popatrzył.
- Taak. Z nimi jest świetnie. - Uśmiechnęłam się.
- Jak sobie chcesz. - Niall odwrócił wzrok ode mnie.
- No ale razem też możemy. - Podeszłam do chłopaka i namiętnie pocałowałam siadając mu na kolanach.
- Razem Paryż?
- Cudownie.
- Tydzień?
- W sam raz. - Po raz kolejny go pocałowałam.
- To się cieszę. - Uśmiechnął się i cmoknął mnie w policzek. - Jest 14. Zaraz będziesz musiała go nakarmić. - I w tym momencie Liam zaczął płakać.
- Albo i teraz. - Uśmiechnęłam się i ruszyłam w stronę drzwi. Zeszłam po schodach, zaparzyłam mleko i wróciłam do pokoju. - Masz. Karm go. - Wręczyłam chłopakowi butelkę. Ten tylko się uśmiechnął i zaczął go karmić. - Do twarzy ci z dzieckiem.
- No wiem. - Zaśmiał się. - On jest taki delikatny. - Blondyn karmił dziecko i trzymał go za rączkę. - Nie wierzę, że jestem ojcem.
- To uwierz. - Podeszłam do Horana i go pocałowałam.
- Ciężko uwierzyć. - Uśmiechnął się do mnie. 
- Ja idę się przygotować. - Szepnęłam mu na ucho i znikłam za drzwiami łazienki. Wzięłam ciepły prysznic. Umyłam włosy, Wysuszyłam i wyprostowałam. Zrobiłam jasny makijaż i ubrałam się w to:


Następnie wyszłam z łazienki. 
- Wow. - Tyle tylko wydusił z siebie chłopak. 
- Daj go. Teraz ty śmigaj do łazienki, za półtorej godziny będzie Mia. 
- Idę. - Nialler przekazał mi dziecko i powędrował do łazienki. 
- Zostaliśmy razem. - Uśmiechnęłam się do maluszka. - Moje misie. - Przytuliłam go i Pocałowałam w policzek. - A co to ja tu mam. - Machałam malutkim misiem z uśmiechem. Następnie położyłam dziecko na łóżku, sama położyłam się obok niego. Chwilę tak leżeliśmy. W końcu z łazienki wyszedł Niall. 
- Jak skarbie? - Obkręcił się. 
- Cudownie. - Wstałam z łóżka i Pocałowałam go. - Połóż się obok niego, żeby zasnął. Idę po herbatę. - Chłopak kiwnął głową i położył się obok maluszka. 
Zeszłam na dół, zrobiłam herbatę i z powrotem powędrowałam do pokoju. Znowu zastałam ten sam cudowny widok. Irlandczyk leżał i trzymał za rączkę Liama który spał. 

Starałam się być cicho. Podałam Niebieskookiemu kubek z herbatą. W ciszy wybiliśmy herbatę aby nie obudzić dziecka. W pewnym momencie w domu rozległ się dźwięk dzwonka. Liaś zaczął przeraźliwie płakać. 
- Cholera. - Powiedział Niall pod nosem. - Zajmij się nim. Ja otworze. - Chłopak zerwał się z łóżka. Podeszłam do dziecka, wzięłam je na ręce i próbowałam uspokoić. 
- Ciii. Śpij Liaś. Śpij. - Dziecko umilkło a do pokoju wkroczył Niall wraz z niską brunetką. 
- Hej. Jestem Mia. - Podała mi rękę. 
- Roxana. Miło mi cię poznać. 
- To jest zapewne ten słodziak którym mam się dzisiaj zająć tak?
- Tak. To jest Liam. - Dałam jej na ręce śpiące dziecko.  
- My lecimy. Będziemy koło północy. Pa. - Powiedział Niall. 
Wyszliśmy z domu kierując się do samochodu. Zapowiada się cudowny wieczór...

**** koło północy ****

Wieczór był cudowny. Zjadłam z Niallem kolacje w szykownej restauracji. Był taki romantyczny. Wsiedliśmy do samochodu i udaliśmy się z powrotem do domu. Po przekroczeniu progu zdjeliśmy buty i po cichutku udaliśmy się do pokoju. Po otworzeniu drzwi zobaczyłam Mie chodzącą po pokoju z Liam'em na rękach. 
- Jesteście. - Uśmiechnęła się do nas. - Nie płacze ale też nie chce zasnąć. - Przekazała Horanowi dziecko. - Ja się zmywam. Jak coś to dzwońcie. Pa. - Wzięła torebkę i wyszła. 
- Czemu nie chcesz spać. Późno jest skarbie. - Mówił Niall do Liama. 
- On przecież nawet nie jest przebrany w piżamki. - Przewrociłam oczami i wzięłam od Blondyna dziecko. Położyłam je na łóżku i zaczęłam przebierać. Zobaczyłam coś co o mało nie zwaliło mnie z nóg.  - Niall?
- Hmm?
- Chodź tu. - Chłopak podszedł do mnie. 
- Co to do cholery jest? - Wskazałam na siniaki na rączce i nóżce dziecka. 
- Siniaki. - Niall momentalnie zbladł. 
- On ich nie miał. - Skończyłam przebierać dziecko. Wzięłam je na ręce i powoli kołysałam.  - Niall. Coś tu musiało się stać jak nas nie było...


----------------

Kolejny rozdział! W końcówce coś zaczyna się dziać! Jak będzie 8 komentarzy to wstawie następny :) 

piątek, 22 sierpnia 2014

Rozdział 42: " Do każdego dziecka powinna być dołączona instrukcja obsługi. "

**** 2 miesiące później ****

Otworzyłam jedno oko. Jednak promienie słońca nie pozwalały mi się do końca obudzić. Walczyłam przez chwilę z powiekami aż w końcu wygrałam tą walkę. Spojrzałam na zegarek. Była godzina 8:13. Ostatnio dość wcześnie wstaje. Nie wiem dlaczego. Nie mam pojęcia. Nie ociągając się wstałam ruszyłam do łazienki. Jak zwykle wzięłam prysznic. Zrobiłam lekki makijaż i ubrałam się w jasne ubrania. Odrazu po wyjściu z łazienki udałam się do wyjścia z pokoju. Nialler oczywiście smacznie spał, jak zwykle. Zeszłam po schodach ma dół. Skierowałam się do kuchni. Tam była już mama Nialla oraz Denise karmiąca butelką Theo. Od tych dwóch miesięcy Greg i Denise mieszkają razem z nami u mamy Nialla.
- Hej wszystkim. - Uśmiechnęłam się.
- Hej. - Odpowiedziały równocześnie. Zaparzyłam sobie herbatę i usiadłam przy stole. Chwilę z nimi pogadałam aż w końcu do kuchni wkroczył mój śpioch, Nialler.
- Cześć. - Przwitał się wchodząc.
- Hej. - Odpowiedziałyśmy huralnie.
- Hej skarbie. - Szepnął mi na ucho całując w policzek. Wraz z kubkiem herbaty przysiadł się do nas.
- Jakie plany na dzisiaj? - Zapytała Denise.
- Nie mamy żadnych planów. - Odpowiedział Horan spoglądając w moją stronę na co ja kiwnęłam głową. Niebieskooki wziął od Blondynki dziecko i słodko go przytulał. Po chwili udał się do pokoju położyć Theo i wrócił do nas.
- Będziesz dobrym ojcem. - Uśmiechała się Deni.
- Napewno. - Odpowiedziałam i gwałtownie podniosłam się z krzesła.  Przeszedł mnie przeszywający ból. Znieruchomiałam. Blondyn odrazu to zauważył.
- Roxy. Wszystko w porządku? - Podszedł do mnie.
- Tak. - Odpowiedziałam ale zaraz po tym syknęłam z bólu łapiąc się za brzuch. To nie możliwe, że to już. Termin mam dopiero na za 10 dni.
- Roxy. Jedziemy do szpitala. Chodź powoli. - Chłopak zgarnął kluczyki do samochodu i poszliśmy. Niall cały czas lekko mnie asekurował.

**** oczami Nialla ****

Myślałem, że zawału dostanę. Wsiedliśmy do auta i udaliśmy się do szpitala. Widać było po Roxy, że ból z każdą minutą narastał. Było mi jej tak żal. Po dojechaniu do szpitala, musiałem ją wnieść do środka bo sama nie była w stanie iść. Lekarz zabrał ją na sale operacyjną. Miała mieć robione cesarskie cięcie. Lekarz kazał mi poczekać na korytarzu. Chodziłem tam i z powrotem. W pewnym momencie do szpitala wbiegła moja mama i Denise.
- I co z nią? Urodziła? - Pytała Denise.
- Nie. Dalej ją operują. - Wtedy z sali operacyjnej wybiegła pielęgniarka.
- Przepraszam. Co z moją dziewczyną?! - Zapytałem się jej.
- Nie teraz. - Odpowiedziała i pobiegła. Czułem, że coś było nie tak. W końcu wróciła wraz z drugim lekarzem ale dalej nic nie chcieli mi powiedzieć. - Ja tu chyba zaraz oszaleję. - Pomyślałem.
- Czemu to tak długo trwa? - Pytała moja mama.
- Coś jest nie tak. - Denerwowałem się.
- Spokojnie Niall. Wszystko będzie dobrze. - Uspokajała mnie Denise. Wtedy z sali wyszedł lekarz.
- I co z moją dziewczyną? - Dopytywałem się lekarza.
- Jest wszystko w porządku. Ma pan syna. - Uśmiechnął się. Ja tylko się zaśmiałam. Moja mama wraz z Denise zaczęły mnie przytulać.
- Mogę do niej wejść? - Zwróciłem się do lekarza.
- Tak. Tylko proszę nie siedzieć za długo. - Już nic mu nie odpowiedziałem tylko przekroczyłem próg sali. Ujrzałem dziewczynę leżąca na łóżku.
- Hej kochanie. - Zwróciłem się do niej z uśmiechem.
- Hej. - Odpowiedziała mi z uśmiechem.
- Jak się czujesz? - Usiadłem na krześle obok łóżka.
- Jest dobrze. A jak Liaś?
- Jest z nim wszystko w porządku. - Do sali wkroczył lekarz.
- Witam. Jak się pani czuje.
- Jest ok.
- To się cieszę. Jeżeli wszystko będzie dobrze to będzie pani mogła opuścić szpital za dwa dni.
- Dobrze.
- Zaraz pielęgniarka przyniesie pani dziecko. - Powiedział lekarz i wyszedł z sali a zaraz po nim wkroczyła pielęgniarka z dzieckiem na rękach. Przekazała dziecko Roxy i wyszła bez słowa.
- Jaki jesteś śliczny. - Zachwycała się dziewczyna.
- Mówiłem. Uroda po tatusiu. - Oboje zaczęliśmy się śmiać. Przejąłem od niej dziecko. Liam był taki delikatny. Słodkie dziecko. Przytuliłem go. Nigdy nie czułem niczego lepszego niż to co czułem w tej chwili.


****  2 dni później ****

**** oczami Roxy ****

Dzisiaj wychodzę ze szpitala. Bardzo się cieszę, że Liaś jest już z nami. Niall jest taki czuły i opiekuńczy. Jest świetnym ojcem.W tym momencie do sali wszedł Niall z dzieckiem na rękach.
- Hej kochanie. - Podszedł do mnie i mnie pocałował.
- Hej. - Odpowiedziałam z uśmiechem. Byłam już ubrana więc nie traciliśmy czasu, jednak przed nami było wyzwanie. Jak ubrać tak małe dziecko?
- Do każdego dziecka powinna być dołączona instrukcja obsługi. - Palnął Nialler a ja zaczęłam się śmiać. Ja kompletnie nie umiałam ubrać Liasia ale kiedy Nialler przejął stery poszło to nam szybciutko. Nie wiem skąd on wie jak obsługiwać takie dziecko. Włożyliśmy Liama do nosidełka i udaliśmy się do recepcji po wypis. Po 15 minutach byliśmy już w domu. Maura, Denise oraz Greg ciepło nas przywitali. Byłam zmęczona, Nialler o tym wiedział więc sprawnie ominęliśmy towarzystwo i poszliśmy do siebie. Wyciągnęłam dziecko z nosidełka i położyłam na łóżku.
- Nie wiem jak my sobie poradzimy. - Śmiałam się.
- Jakoś musimy. - Niall podszedł to tego optymistycznie.
- Daj mi ten kocyk. - Wskazałam na kocyk leżący na fotelu. Niebieskooki posłusznie wykonał moje polecenie. Przebrałam Liasia w inne ubranka i owinęłam kocykiem. Następnie wręczyłam Irlandczykowi dziecko.
- Masz go i czekaj. - Poszłam po schodach do kuchni. Zaparzyłam mleko, przelałam do butelki i wróciłam do pokoju. - Masz to i go nakarm. - Uśmiechnęłam się i wręczyłam Niall'owi butelkę z mlekiem. Ten tylko spojrzał na mnie przestraszony. - Nie bój się. - Dodałam otuchy chłopakowi. Niall usiadł na fotelu, na rękach trzymał Liama i go karmił. Wyglądał tak słodko.
- Kochani!! - Usłyszeliśmy krzyk mamy Nialla. Horan wsadził małego do łóżeczka i razem zeszliśmy na dół. W przedpokoju stała Denise z Gregiem. Denise trzymała na rękach małego Theo. Obok nich stały walizki.
- Moi drodzy, Denise i Greg już wyjeżdżają. - Uśmiechała się Maura po czym ich przytuliła.
- Dzięki za wszystko. - Szepłam na ucho Denise i ją przytuliłam.
- Nie ma za co. Trzymaj się. - Szepnął Greg i mocno mnie przytulił. Nialler również się z nimi pożegnał. Po chwili, odjechali.
- No to zostajemy razem. - Uśmiechnęła się Maura.
- Na to wygląda. - Wyszczerzył się Niall. - Mamo, zostaniesz dzisiaj tak od 20 z Liamem? Chcieliśmy gdzieś razem wyjść. - Powiedział Horan a ja tylko pytająco spojrzałam na niego. Ten się uśmiechnął.
- Jasne, nie ma problemu. Chętnie z nim zostanę. - Usłyszałam głos Maury dobiegający z kuchni.
- Dzięki! - Krzyknął Niall i pociągnął mnie za rękę. Poszliśmy do naszego pokoju.
- A my gdzie się wybieramy? - Przybliżyłam się do Nialla.
- Niespodzianka. - Szepnął mi do ucha i lekko pocałował.
- Uwielbiam twoje niespodzianki.
-  A ja uwielbiam ciebie. - Horan zaczął mnie całować po szyi. Ja tylko momentami się śmiałam.
- Niall, Liam tu jest. - Wskazałam na dziecko leżące w łóżeczku. Liaś słodko się na nas patrzył niebieskimi oczkami.
- Tak Liaś. Kocham mamusię. - Zaśmiał się Niall.
- Oj ty głupku. - Chciałam wyrwać się z uścisku Nialla ale nie dało się.
-Co powiedziałaś?
-Głupku - zaczął mnie gilgotać. 
-Co?
-Głupku, przestań!
-Co powiedziałaś?
-Że cię kocham. 
-Nie słyszałem?
-Kocham cię bardzo. 
-Tak właśnie myślałem.  - Pocałował mnie - Jesteś moim aniołem. - Powiedział całując mnie w czoło. Podeszłam do łóżeczka i wyciągnęłam dziecko. Był taki nieporadny. Miał dopiero 2 dni.
- Patrz jaki tatuś jest niegrzeczny. - Mówiłam do dziecka.
- Dzięki. - Odezwał się Niall.
- Hah no co? Prawdę mówię. - Usiadłam z dzieckiem na fotelu. Dałam mu smoczka i po prostu mu się przyglądałam.
- Słodko razem wyglądacie. - Skomplementował mnie Niall. Nic nie odpowiedziałam tylko uśmiechnęłam się.
- O której mamy wyjść? - Zwróciłam się do chłopaka.
- O 20.
- A jest?
- 18.
- Muszę zacząć się przygotowywać. Zajmij się nim. - Wręczyłam chłopakowi dziecko.
- Teraz tatuś się tobą zajmie. - Mówił Niall do Liama. Ja zniknęłam za drzwiami łazienki. Wzięłam ciepły prysznic, zrobiłam mocny ale jasny makijaż. Pomalowałam moje długie paznokcie i ubrałam się w to:


Wyszłam z łazienki. Zobaczyłam Nialla leżącego na boku na łóżku. Obok niego leżał Liaś. Dziecko słodko spało a chłopak trzymał je za rączkę. Duża dłoń chłopaka trzymała malutką rączkę dziecka. Wyglądało to przesłodko. Musiałam zachowywać się cicho aby nie obudzić Liasia. Dałam tylko znak Niebieskookiemu aby poszedł do łazienki. Ten wstał i udał się w wyznaczone przeze mnie miejsce. Ja usiadłam na fotelu, wzięłam laptopa i zaczęłam przeglądać Facebook'a. Co chwilę spoglądałam w stronę dziecka. Liam spał. Był mega grzecznym dzieckiem. W końcu z łazienki wyszedł Niall. Był ubrany w to:

- I jak? - Pokazał swój aparat na ząbkach.
- Masz świetny gust. - Podeszłam do niego i lekko pocałowałam.
- Idziemy?
- Idziemy. - Poszliśmy po schodach na dół.
- Mamo!! Liam jest u nas w pokoju! Idź do niego! - Krzyknął Horan.
- Dobrze, już idę! - Usłyszeliśmy i wyszliśmy. Niall otworzył mi drzwi do samochodu, wsiadłam. Ten obszedł samochód dookoła wsiadł i ruszyliśmy. Droga minęła nam w zupełnej ciszy. Po niecałej godzinie byliśmy na miejscu. Przynajmniej tak mi się wydawało.
- Chodź. - Chłopak złapał mnie za rękę. Było zupełnie ciemno. - Tylko patrz pod nogi. - Zaśmiał się. - W końcu doszliśmy. - Niespodzianka! - Krzyknął Irlandczyk i przytulił mnie od tyłu. Zamurowało mnie. Na trawie był rozłożony koc, koszyczek z jedzeniem i świece. Razem usiedliśmy na kocu. Coś tam zjedliśmy. Położyłam się na plecach patrząc w gwiazdy. Niall zrobił to samo.
- Kocham cię. - Złapał mnie za rękę.
- Ja ciebie też. - Uśmiechnęłam się i zatopiłam się w gwiazdach.
_______________________________________

Witajcie! Dzisiaj kolejny rozdział! Pisałam go cały dzień. Mam nadzieję, że wam się podoba. Piszcie w komentarzach swoje opinie!

10 komentarzy-------> kolejny rozdział <3

czwartek, 21 sierpnia 2014

Rozdział 41: " Ta ślicznotka mnie kocha! "

**** następnego dnia rano ****

Otworzyłam leniwie oczy. Promyki słońca raziły mnie po oczach. Ledwo co spojrzałam na zegarek który stał na szafce. Widniała na nim godzina 7:30. Wiedziałam, że już nie zasnę. Skoro się obudziłam to wstałam, zabrałam swoje rzeczy i poszłam do łazienki. Wzięłam dłuższy prysznic. Ubrałam się w przygotowane wcześniej ubrania i zrobiłam jasny, lekki makijaż. Włosy związałam w kucyka. Wyszłam z łazienki. Nialler jeszcze spał. Nie dziwie mu się, w końcu była dopiero 8 rano. Zeszłam cicho po schodach. Już miałam kierować się do kuchni ale znajomy głos przerwał mi tą czynność.
- Roxy. Pozwól tutaj. - O matko. Maura wypowiedziała te słowa w taki sposób, że czułam się jakbym była małą dziewczynką która coś przeskrobała. Wykonałam jej polecenie. Odetchnęłam z ulgą, gdy zobaczyłam Maurę, Denise oraz Greg'a siedzących na kanapie. Wszyscy wstali a ja się przywitałam.
- A gdzie Theo? - Zapytałam po przywitaniu się.
- Theo śpi w pokoju gościnnym. Tam ma łóżeczko i całą resztę. - Wytłumaczyła Denise.
- Aaa to rozumiem. Kiedy przyjechaliście?
- Jakąś godzinę temu. - Uśmiechnął się Greg.
- Niall jeszcze pewnie śpi. - Zaśmiała się Maura.
- Tak, Nialler jeszcze śpi. W końcu jest dość wcześnie.
- To czemu ty nie śpisz? - Zapytał Greg.
- Ja jak się obudzę to drugi raz nie zasnę. - Wszyscy zaczęli się śmiać.
- Zaraz wracam. - Odpowiedziałam i ruszyłam po schodach w stronę mojego i Niallera pokoju. Otworzyłam drzwi. Chłopak już nie spał.
- Hej skarbie. - Przywitałam Blondyna ciepłym głosem.
- Cześć. Czemu nie śpisz?
- Obudziłam się i już nie mogłam zasnąć. - Odpowiedziałam siadając na łóżku.
- Zostawiłaś mnie. - Spojrzał na mnie z żalem Blondyn.
- Musiałam. - Cmoknęłam go w policzek. - Mam dla ciebie niespodziankę.
- Jaką? - Niebieskooki uniósł jedną brew do góry.
- Denise i Greg przyjechali godzinę temu.
- A Theo?
- Theo też jest ale śpi. - Niall rozpromienił się.
- To ja idę się ubrać. Zrobię dzisiaj wyjątek i o 8:30 będę gotowy do życia. - Zaśmiał się chłopak czule mnie całując. Zniknął za drzwiami łazienki.Nie chciało mi się nic robić więc położyłam się na łóżku. Nawet się nie obejrzałam a Niebieskooki był już obok mnie. Razem zeszliśmy po schodach. Niall gdy zobaczył Grega i Denise wystrzelił jak z armaty. Mocno przytulił Grega i Denise. Wszyscy razem zjedliśmy śniadanie. Po śniadaniu Niall z Gregiem gdzieś znikli. Ja usiadłam razem z Denise na huśtawce ogrodowej. Była godzina 10 a i tak słońce dobrze grzało. 
- Jak tam u was? - Zagadała Denise. 
- Jest dobrze. 
- Słyszałam, że jakiś wypadek miałaś. Coś poważnego? 
- Nic nie wiem. Byłam w śpiączce. - Nie chciałam utrzymywać kontaktu wzrokowego.
- Jeśli nie chcesz gadać na ten temat. To ja to zrozumiem. - Uśmiechnęła się do mnie pociesznie. 

**** oczami Nialla ****

Po skończonym śniadaniu udałem się do parku razem z Gregiem. 
- Niall.  Słyszałem, że Roxana miała jakiś wypadek. To prawda?
- Kto ci to powiedział?
- W internecie była masa informacji. 
- Prawda. 
- Co się stało? - Spojrzał na mnie zmartwionym wzrokiem. 
- Potrącił ją samochód. 
- Coś poważnego?
- Niby nic ale wiesz. Ona jest w ciąży. To jeszcze skomplikowało sprawę. Przez dwa miesiące była w śpiączce. Przeleciałem do niej aż ze Stanów. Odwołaliśmy trasę koncertową. 
- Ty to ją musisz naprawdę kochać. 
- Bardzo ją kocham. - Uśmiechnąłem się. 
- Jakie macie plany? Ile jeszcze w Irlandii posiedzicie?
- Chcemy aby dziecko urodziło się tutaj. A później wrócimy do Londynu. 
- Aaa czyli te wszystkie pierdoły trzeba tu kupić?
- Tak. 
- To wybierzemy się do sklepu jutro czy coś. 
- Ok. Nie ma sprawy. Dzięki. 
- Nie ma za co. A teraz chodź do domu. Poznasz swojego bratanka. 
- Jasne. - Wróciliśmy do domu. Roxy razem z Denise siedziały na huśtawce w ogrodzie. Zawołaliśmy je. Następnie cichutko weszliśmy do pokoju w którym spał Theo. Dziecko już nie spało. 
- Ojej. Jaki ty jesteś śliczny.  - Uśmiechała się Roxy biorąc dziecko na ręce. 
- Ale wujek i tak jest lepszy od cioci. - Przechwyciłem od niej dziecko. Jeszcze chwilę się pozachwycaliśmy aż w końcu Denise miała nakarmić Theo więc my zostawiliśmy ich w spokoju. W ciszy razem z Roxy udaliśmy się do naszego pokoju. 
- Jaki on jest słodki. - Zachwycała się dzieckiem dziewczyna. - A co jak nasze dziecko nie będzie takie słodkie? 
- Będzie. Jeśli to naprawdę ja jestem ojcem to będzie. Patrz jak Theo wdał się w wujka. - Oboje się roześmialiśmy. 
- Z pewnością. 


  **** oczami Roxy ****

Śmialiśmy się bez opamiętania. 
- Jutro jadę z Denise do jakieś małej galerii. Musimy kupić ubranka dla Liama. 
- To się dobrze składa bo ja z Gregiem jedziemy po łóżeczko i te inne rzeczy. 
- Tylko wybierz jakieś ładne. 
- Nie wierzysz w mój gust?
- Wierzę. - Roześmiałam się. W gruncie rzeczy to Niall ma naprawdę dobry gust. Dzisiaj był ubrany w to:

Naprawdę mi się taki styl podoba. 
- Chodź. Zabieram cię. - Chłopak pociągnął mnie za rękę. Razem wyszliśmy z domu i kierowaliśmy się chyba do parku. Doszliśmy do fontanny. 
- Co to jest?
- Fontanna. - Roześmiał się chłopak. 
- No to to wiem. Ale poco mnie tu przyprowadziłeś? 
- Jak byłem mały to tu zawsze się bawiłem. Raz Greg wepchnął mnie do tej fontanny. Woda była lodowata.  - Niebieskooki aż się wzdrygnął. 
- Haha dobrze ci tak. - Nabijałam się z niego.
- Dobrze mi tak? - Chłopak wziął mnie na ręcę i trzymał tak nad tą fontanną. 
- Kocham cię. - Szepłam mu do ucha.
- Nie słyszę. 
- Kocham cię. - Powtórzyłam głośniej. 
- Coś mówiłaś?
- Kocham cię! - Wykrzyczałam. Chłopak natychmiast mnie puścił i zaczął uciekać krzycząc:
- Ta ślicznotka mnie kocha! - Ludzie dziwnie się na nas patrzyli. Cały Nialler. 

----------------------

Hej. Co tam u was? U mnie jakos jest. Słabo, weny brak ale myśle, że w najbliższych rozdzialach coś fajnego wymyślę. Papa 😘

wtorek, 19 sierpnia 2014

Rozdział 40: '' Dla mojej księżniczki zrobię wszystko. ''

**** w Irlandii ****

- Witajcie kochani. - Przywitała nas mama Niallera.
-Hej mamo. - Blondyn rzucił jej się na szyję.
- Niall. Bo mnie udusisz. - Śmiała się kobieta. - Cześć Roxy. - Przytuliła mnie mocno.
- Dzień dobry. - Uśmiechałam się.
- Denise i Greg przyjadą jutro. Bardzo się cieszą, że przyjechaliście.
- A Denise już urodziła? - Zapytał Niall wnosząc walizki na górę.
- Tak. Niecały miesiąc temu.
- Oo to mam bratanka. - Uśmiechał się Niall.
- Na to wygląda. Chodźcie do salonu. Co będziemy tak w przedpokoju stać. - Wraz z Niallem ruszyłam za Maurą. Usiedliśmy na kanapie w salonie.
- To jak? Na ile przyjechaliście?
- Myślę, że tak do maja. Albo dłużej. - Powiedział Niall.
- Kiedy dziecko się urodzi?
- Termin mam na 28 maja.
- To jak to sobie wyobrażacie. Wracacie przed 28 do Londynu?
- Nie wiemy do końca. Może dziecko urodzi się w Irlandii. - Uśmiechał się dumnie Horan.
- Jak chcecie. Ja tu sobie z wami miło pomieszkać. Pokój Niallera jest duży więc wszystkie rzeczy dla dziecka jest gdzie dać. Nie ma problemu. A ty Niall. Kiedy zaczynasz wywiady i te inne rzeczy?
- Teoretycznie we wakacje. Kilka wywiadów mamy umówione w czerwcu. Nagrywanie solówek mam ma koniec czerwca. Później lipiec i sierpień mamy wolne. A od września aż do świąt mamy trasę. - Opowiadał Blondyn.
- Na wakacje pojedziecie z dzieckiem?
- Najprawdopodobniej nie. Liam zostanie z moją mamą w Niemczech.  - Uśmiechnęłam się.
- Może też zostać ze mną. Nie ma problemu.
- Dobrze wiedzieć. - Zaśmiał się Niall.
- A ty Roxy słyszałam, że miałaś jakiś wypadek...- Zobaczyłam, że momentalnie z twarzy Nialla znika uśmiech.
- Tak. Miałam, ale ja nic z tego nie wiem. Byłam w śpiączce. - Spojrzałam kątem oka na Niebieskookiego.
- To jakiś poważniejszy wypadek? - Maura nie dawała za wygraną.
- Tak...- Dokończyłam.
- A co się stało?
- Mamo! Daj spokój! - Krzyknął Niall. Wstał i poszedł po schodach na górę.
- A jemu co? - Zwróciła się do mnie kobieta.
- Nie wiem. Pójdę do niego. - Wstałam i ruszyłam po schodach na górę. Otwierając drzwi zobaczyłam Niebieskookiego siedzącego bezczynnie na łóżku. Gapił się w podłogę. Po cichu usiadłam obok niego.
- Niall. Co się stało? - Powiedziałam szeptem do chłopaka.
- Nic.
- Przecież widzę.
- Po prostu nie lubię gadać na temat tego wypadku.
- Dlaczego?
- To był trudny okres dla mnie. - Spojrzał na mnie. Dopiero teraz poczułam jak mu było ciężko.
- Opowiesz mi o tym?
- Dostałem telefon od Perrie, że jesteś w szpitalu. Nie zastanawiałem się tylko rzuciłem wszystko i pojechałem do ciebie. Byłaś w śpiączce. Codziennie do ciebie przychodziłem. Nie było jasne czy przeżyjesz. To był istny koszmar. - Po policzku chłopaka spłynęła łza ale szybko ją wytarł. - Dużo mówiłem do ciebie. Pewnego dnia lekarz postawił mi ultimatum. Musiałem wybrać. Albo ty albo Liam. Nie mogłem wybrać. Bo nie umiem bez was żyć. Na szczęście wszystko się uspokoiło i mam was obu. - Chłopak objął mnie ramieniem i pocałował w czoło.
- Matko, nie wiedziałam.
- Bardzo cię kocham. - Irlandczyk spojrzał na mnie przekrwionymi oczami.
- Też cię kocham. - Pocałowałam delikatnie chłopaka.
- Chodź. - Wstał i pociągnął mnie za rękę. Nic się nie odzywałam tylko poszłam  za nim. Niebieskooki zaciągnął mnie na sam koniec ogrodu. Nie wiedziałam w ogóle o co chodzi.
- Iiii? - Przeciągnęłam.
- Patrz! Maliny! - Ucieszył się jak dziecko podchodząc do krzewu.
- Niall. Ile ty masz lat? - Uśmiechnęłam się.
- 2. A tak w sumie to 2 i pół. - Zaczęliśmy się śmiać. - Zbieraj te maliny. Zaraz wracam. - Chłopak pobiegł w stronę domu. Obróciłam się aby zobaczyć ogród w całej okazałości. Był przepiękny. Dużo kwiatów, krzewów. Strasznie mi się podobało. Bardzo bym chciała mieć kiedyś taki ogród, taki dom. Dom był cudowny jednym słowem. Wyglądał on o tak:

Niall mówił mi, że tu się wychował ale około rok temu odnowili ten dom. Moje rozmyślenia przerwał mi Blondyn.
- Nad czym tak myślisz? - Uśmiechnął się. W ręce trzymał miseczkę i zbierał maliny.
- Chciałabym mieć kiedyś taki dom. - Widziałam, że na jego twarzy już widnieje triumfalny usmiech.
- Będziemy mieć milion razy ładniejszy. - Chłopak postawił miskę na ziemi i podszedł do mnie powoli.
- I taki ogród.
- Co tylko sobie zapragniesz. Dla mojej księżniczki zrobię wszystko. - Niebieskooki delikatnie mnie pocałował.
- Dobra, dobra. A teraz to zabieraj się za zbieranie, bo maliny same się nie pozbierają. - Wyrwałam się z uścisku Blondyna. Ten tylko delikatnie się uśmiechnął i dołączył do zbierania. Po zerwaniu chyba wszystkich malin jakie mogły być czas nadszedł na powrót do domu. Do domu weszliśmy przez szklane drzwi werandy. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to piękny naścienny zegar. Widniała na nim godzina 17. Przekazałam Niall'owi miseczkę, ten poszedł zanieść maliny mamie. Maura miała robić dzisiaj ciasto z malinami. Następnie razem z Niallem udałam się do niego do pokoju. Usiadłam na łóżku i zaczęłam się rozglądać.
- Nad czym znowu tak myślisz? - Uśmiechnął się chłopak, siadając obok mnie.
- Gdzie by tu dać łóżeczko i te inne pierdoły. - Pokój Horanka był wielki, więc z brakiem miejsca nie było problemu. Jego pokój wyglądał o tak:

- Przestawi się fotel i będzie ok. - Stwierdził Niall.
- Ale kiedy my to wszystko kupimy? -  Spojrzałam na niego.
- Greg nam to kupi. Nie mogę się doczekać jutrzejszego dnia.
- A to dlaczego?
- Już jutro zobaczę pierwszy raz mojego malutkiego bratanka.
- Aaaa. No może się czegoś nauczysz. Jak obsługiwać takie małe dziecko. Przyda ci się.
- Na pewno.Niall Horan ojcem. Jak to dumnie brzmi - Uśmiechnął się Nialler.
- Roxy! Niall! Kolacja! - Usłyszeliśmy wołanie pani Maury.
- Chodź. - Zwróciłam się do Blondyna. Zeszliśmy po schodach i usiedliśmy przy stole. Mama Nialla przygotowała pyszną kolację. Zajadaliśmy się ciepłą kolacją aż Niall przerwał ciszę.
- Ty widziałaś już Theo? - Niall zwrócił się do Maury.
- Tak. Tydzień temu byłam u nich.
-  I jak?
- No jak to z małym dzieckiem. Trzeba się zajmować. Płacze i w ogóle ale do życia wnosi dużo radości. Więc kochani, w waszym życiu zajdzie ogromna zmiana.
- Wiemy. - W końcu się odezwałam.
- Wy w ogóle chcecie tego dziecka? - No to teraz dowaliła.
- Mamo. - Niall spiorunował ją wzrokiem.
- No co? Czyli to dziecko to wpadka? - Wolałam się nie odzywać.
- A co ja mam 15 lat, żeby wpadki zaliczać? - Bronił się Horan. - Doskonale wiedziałem co może się stać.
- Czyli ty od początku chciałeś mieć dziecko w wieku 20 lat? - Wytrzeszczyła oczy Maura.
- Nie. Nie chciałem. Nie chciałem mieć teraz dziecka. - Nie mogłam uwierzyć w to on mówi. On wcale nie chce tego dziecka. Gwałtowanie wstałam od stołu i pognałam do pokoju. Usłyszałam jedynie jak Niall zwraca się ironicznie do matki:
- Dzięki mamo. - Słyszałam, że wstał od stołu i pobiegł za mną. Wpadłam do pokoju i usiadłam na łóżku. Po chwili pojawił się przy mnie Niebieskooki.
- Roxy, to nie tak...- Przykucnął przy mnie.
- A jak?! - Krzyknęłam przez płacz.
- Kocham cię. Nie myślałem, że będę ojcem tak wcześnie ale jak jesteś w ciąży to się bardzo cieszę. Kocham ciebie i kocham to dziecko. Jesteście dla mnie najważniejsi.
- To co. Nie byłeś świadomy tego, że jak się ze mną prześpisz to mogę zajść w ciążę?!
- Byłem. Kocham was.
- Pewnie twoja mama i ty w łącznie myślicie, że zniszczyłam szanownemu panu Horan'owi życie jakimś bachorem.
- Roxy! - Chłopak podniósł głos. - Nikt nigdy tak nie pomyślał! Kocham was. - Horan namiętnie mnie pocałował. Nie mogłam oprzeć się tym malinowym ustom. Co jak co ale całował świetnie. Całowaliśmy się jeszcze przez chwilę. W końcu oderwaliśmy się od siebie.
- Kocham cię. - Szepnął.
- Ja ciebie też. - Po raz kolejny zatopiliśmy się w szczerych pocałunkach.

___________________________________

Siemka! Mamy 40 rozdział! Nie wierzę, że jest tego aż tyle. Wczoraj minęły 4 miesiące od kąd założyłam tego bloga. Za niedługo będzie pół roku! Tak się cieszę! Jeszcze tak niedawno pisałam, że Roxy i Karolina idą na spotkanie z One Direction i w ogóle a teraz Roxy będzie mieć dziecko z Nialler'kiem i takie awww *__*
8 komentarzy~~~~~~~~~~~~~> Następny rozdział!


poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Rozdział 39: '' Naprawdę nie wiem kto to mógł być. ''

**** miesiąc później ****

Moje życie bardzo się zmieniło. Z Roxy jest już bardzo dobrze. Lekarz tydzień temu postanowił ją wybudzić. Wszystko i z moją księżniczką i z moim księciem jest w porządku. Matko, jak ja się cieszę. Kupiłem mojej kochanej sok pomarańczowy w sklepie i właśnie do niej idę. Chłopcy odwołali trasę koncertową i przenieśli na następny rok. Wszyscy są już w Londynie. Wszedłem po cichu do sali. Roxy akurat spała. Nie chciałem jej budzić.  Spokojnie postawiłem sok na szafce obok łóżka a sam usiadłem na krześle. Jutro mój skarbek wychodzi ze szpitala. Nie może się przemęczać ale pojutrze lecimy do Irlandii gdzie spędzimy najbliższe dwa miesiące. Tam spokojnie sobie odpoczniemy. Jest jeszcze możliwość, że nasze dziecko urodzi się właśnie w Irlandii. W moim pokoju w Mullingar postawimy śliczne łóżeczko dla naszego małego księcia. Jednak na stałe będziemy mieszkać w Londynie. Narazie to wszystko to są tylko plany.  Starałem się być jak najciszej jednak Roxy się obudziła.
- Hej misiu. - Zwróciłem się do niej słodko.
- Cześć kochanie. - Uśmiechnęła się lekko.
- Już jutro wracasz do domu. - Pocałowałem ją w usta.
- W końcu. Niall?
- Tak?
- Myślałeś i naszym wyjeździe do Irlandii?
- Tak.
- I jak to sobie wyobrażasz? Ja chętnie bym tam pojechała. Odpoczęła.
- Jutro wychodzisz ze szpitala więc cię nie będę męczyć, ale po jutrze możemy tam pojechać. Zarezerwuje jakiś samolot i polecimy.
- A co z dzieckiem?
- Teź nad tym myślałem i zadzwoniłem już do Grega. On do mojego pokoju w Mullingar wstawi łóżeczko i najpotrzebniejsze rzeczy dla dziecka kupi.
- Ooo jaki on jest kochany.
- A ty myślałaś o tym? Dziecko ma się urodzić w Irlandii czy w Anglii?
- Dokładnie nie wiem ale jak już tam pojedziemy to możemy zostać na dłużej. I mogę urodzić w Irlandii. Będę mieć wtedy dwóch uroczych Irlandczyków.
- Zgadzam się. - Usmiechnąłem się i pocałowałem dziewczynę. W policzek. - Jak narazie mam dla ciebie przepyszny sok. - Nalałem dziewczynie napoju do szklanki.
- Dziękuje. Jesteś taki kochany.  - Pocałowała mnie. Dla takich momentów się żyje...

**** następnego dnia ****

**** z perspektywy Roxy ***

Już dzisiaj jest ten dzień. To dzisiaj po 2 miesiącach spędzonych w szpitalu wracam do domu. Niall jest taki opiekuńczy w stosunku do mnie. Lepszego chłopaka nie mogłam sobie wymarzyć.
- Witaj misiaczku. - Niebieskooki wszedł do pomieszczenia.
- Hej. - Wstałam z łóżka, podeszłam do niego i namiętnie Pocałowałam.
- Ulala. Cóż to za zmiana. - Ręce położył mi w talii.
- Stęskniłam się. - Mocno Wtuliłam się w chłopaka.
- Jedziemy do domu? - Zapytał optymistycznie Nialler.
- Jedziemy. - Horan wziął do ręki torbę a drugą złapał mnie za rękę i wyszliśmy ze szpitala. Wsiadłam do samochodu a Niall najpierw włożył torbę do bagażnika a później sam usiadł na miejscu kierowcy.  Odpalił silnik i ruszyliśmy. Po 10 minutach byliśmy w domu. Wyszłam z samochodu, Nialler wziął torbę. Weszliśmy do domu. Nikogo nie było. Powoli wchodziłam głębiej. Nagle jak się wystraszyłam. Wszyscy wyskoczyli wołając ''niespodzianka!''. Louis mocno mnie przytulił.
- Tęskniłem. - Wyszeptał.
- Ja też Lou.
- Teraz jesteś naszym słonikiem. - Zaśmiał się Zayn.
- No dzięki. - Uśmiechnęłam się.
- Sorry chłopcy ale my teraz idziemy odpoczywać. - Przerwał Niall. Pociągnął mnie za rękę i poszliśmy do pokoju. W końcu mogłam usiąść na swoim łóżku. Niall usiadł  obok mnie i dał mi buziaka w policzek.
- Połóż się. Napewno zmęczona jesteś. - Posłał mi delikatny uśmiech.
- Nie jestem zmęczona.
- To w takim razie pomóż mi się spakować bo jutro wyjeżdżamy.
- No dobra. - Zaczęłam wsadzać rzeczy do walizki. Spakowałam suszarkę do włosów, prostownice, lokówkę. W końcu w szafie natknęłam się na dziecięce ubranka które kupiłam przed wypadkiem. Uśmiechnęłam się sama do siebie.
- Niall. Patrz jakie słodkie. - Pokazałam chłopakowi ubranka.
- Jakie malutkie. - Uśmiechnął się słodko. Wróciłam do poprzedniej czynności czyli do pakowania. Po skończonym pakowaniu postawiliśmy walizki obok szafy i udaliśmy się po schodach na dół, do salonu. Usiadłam obok chłopców. Zaraz, zaraz. Kogoś mi tu brakuje...
- Gdzie są Perrie, Karolina, Danielle i Eleanor? - Wymieniłam poszczególne imiona.
- Perrie i Karolina pojechały do SPA na dwa tygodnie. - Wytłumaczył Zayn.
- Danielle pojechała na jakieś zawody. Jest tancerką. Ale ona pojechała na nie już jakieś 3 miesiące temu i wraca za tydzień. - Powiedział Liam.
- No a Eleanor.  Pojechała do mamy.- Uzupełnił Lou.
- Czyli zostałaś sama z nami. - Harry poruszał zabawnie brwiami. Wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
- To co? Jak stare dobre małżeństwo oglądamy film? - Uśmiechnął się Zayn.
- Taak!- Krzyknęliśmy jednocześnie. Zayn wyruszył w poszukiwaniu jakiegoś dobrego filmu. Zapewne horroru.
- Chłopcy? Możemy chociaż raz w życiu nie oglądać horroru?
- Niestety twoja propozycja została odrzucona. - Zaśmiał się Lou.
- Bardzo śmieszne. - Zrobiłam groźną minę.
- Czego się boisz? Przecież twój obrońca jest z tobą. - Wypalił Harold. A Niall uśmiechnął się zwycięsko obejmując mnie ramieniem. Zaczęliśmy oglądać film. Nawet nie był taki straszny jak mi się wydawało. Po skończonym filmie wszyscy rozeszli się do swoich pokoi. Zostałam tylko ja i Nialler. Położyłam się na kanapie, trzymając głowę na jego kolanach. Patrzyłam na niego od dołu.
- Od dołu nie jesteś taki interesujący.- Przerwałam ciszę. Chłopak spojrzał na mnie i delikatnie pocałował.
- A teraz?
- Też nie. - Uśmiechnęłam się słodko. Chłopak znowu mnie pocałował tym razem dłużej.
- A teraz?
- Hmmm...Lepiej ale to dalej nie to. - Chłopak w końcu tak namiętnie mnie pocałował, że myślałam, że się tam rozpłynę.
- Lepiej? - Spojrzał na mnie znacząco.
- Hmmm...Chyba nie. - Niebieskooki podniósł mnie. Swoje nogi oplotłam wokół jego pasa. Irlandczyk dalej mnie całował. Nie przestawał. Niósł mnie tak, całując, po schodach aż do pokoju. Usiadł na łóżku, ja siedziałam mu na kolanach. Dalej się całowaliśmy.
- Jak to jest całować słonia? - Zapytałam w chwili przerwy w pocałunkach.
- Tego nie da się opisać. - Blondyn zaczął całować mnie po szyi. Wiedziałam do czego by doszło gdybym nie przerwała.
- Niall. Dość. Nie mogę. - Wstałam z jego kolan i nerwowo poprawiłam spodnie.
- Na pewno? - Spojrzał na mnie wzrokiem szczeniaczka.
- Innym razem. - Uśmiechnęłam się pociesznie.
- Jak tam chcesz. - Niall wstał i wyszedł z pokoju. Słyszałam jedynie skrzypienie schodów, co oznaczało, że mój skarb zszedł na dół. Usiadłam na łóżku. Wszystko zepsułam. Ale ja naprawdę nie mogłam. Nie czuje się dobrze w swoim ciele. Zapewne gdybym nie była w ciąży to bym się tak nie zachowywała. Nie chcę go zranić, ale powinien zrozumieć, że ja po prostu nie mam na takie rzeczy ochoty. Wstałam z łóżka i wyszłam z pokoju kierując się w stronę salonu. Ujrzałam Niallera, który siedział na kanapie tępo wpatrując się w kreskówki. Cicho usiadłam obok niego.
- Jesteś na mnie zły? - Zapytałam niepenie.
- Nie czemu? - Nawet nie odwrócił wzroku od tego durnego telewizora.
- Tak wyszedłeś...Teraz nie chcesz ze mną gadać... - Blondyn jak na zawołanie wyłączył telewizor i spojrzał na mnie.
- Jeśli już nic do mnie nie czujesz to po prostu mi to powiedz. - Widziałam jak jego tęczówki z koloru błękitnego przybrały szarą, smutną barwę.
- Niall. Kocham cię. Czy dla ciebie to, że nie chcę się z tobą przespać oznacza tylko jedno? Że cię nie kocham? - Chłopak nic nie odpowiedział tylko dalej wpatrywał się prosto w moje oczy. - Nialler, ja nie czuję się teraz dobrze w swoim ciele. Przepraszam, jeżeli ci to przeszkadza. - Wstałam z kanapy i już miałam wyjść z pokoju, ale Irlandczyk złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie czule całując.
- Kocham cię. - Wyszeptał mi do ucha.
- Ja ciebie też. - Uśmiechnęłam się delikatnie.


**** następnego dnia na lotnisku ****

Czułam, że moje powieki robią się ciężkie.
- Śpiochu! Nie śpij. Zaraz musimy iść do odprawy. - Usłyszałam głos Nialla na co jakby oprzytomniałam.
- Nie śpię.
- Właśnie widzę. - Chłopak lekko się zaśmiał. Ruszyliśmy do odprawy. Przejście przez brami przeszło nam sprawnie. Po kilkunastu minutach już wraz z samolotem wzbijaliśmy się w powietrze. Mi się juz nie chciało spać. Za to Horan'owi się trochę przysypiało. Nie chciałam go budzić, wyglądał tak słodko. U stewardessy zamówiłam sobie sok i siedziałam tak spoglądając na chmury za oknem. Wyobrażałam sobie przyszłość. Ja kompletnie nie wiem jak to teraz będzie. Jestem w siódmym miesiącu ciąży. Do Irlandii lecimy na około dwa miesiące. Wtedy będę w dziewiątym. Nie wiem czy przed urodzeniem dziecka wrócimy do Anglii. Najprawdopodobniej dziecko urodzi się w Irlandii. Na szczęście Niall ma wielki pokój więc najpotrzebniejsze rzeczy dla dziecka tam pomieścimy. Później jak dziecko będzie miało miesiąc może dwa to wrócimy do Anglii. Chłopcy przecież też mają nagrywanie płyty. Wywiady. To wszystko zaczyna się w lipcu. Teraz jest marzec. Jak to wszystko szybko zleciało. Jeszcze tak niedawno byłam wraz ze wszystkimi na wakacjach w Bułgarii. Po wakacjach czeka mnie jeszcze rozprawa sądowa . W końcu spotkam się z tym który potrącił mnie te dwa miesiące temu na pasach. Szczerze? Ja nikogo nie podejrzewam. To mógł być każdy Anglik, obcokrajowiec. Uciekł z miejsca wypadku, dlaczego? Jestem w ciąży. Bał się kary, odpowiedzialności za taki wypadek. Naprawdę nie wiem kto to mógł być.

____________________________

Przybywam do was! Jak zwykle rozdzialik krótki ale mam nadzieję, że jak zwykle mi to wybaczycie :D Rozdział krótki ale mam nadzieje, że waszych komentarzy nie będzie mało! Mam do was prośbę. W komentarzu opiszcie mi jak trafiliście na mojego bloga i tak ze dwa przykłady co wam się w nim podoba a co nie. Zróbcie to dla mnie! Pozdrawiam :)