**** w Irlandii ****
- Witajcie kochani. - Przywitała nas mama Niallera.
-Hej mamo. - Blondyn rzucił jej się na szyję.
- Niall. Bo mnie udusisz. - Śmiała się kobieta. - Cześć Roxy. - Przytuliła mnie mocno.
- Dzień dobry. - Uśmiechałam się.
- Denise i Greg przyjadą jutro. Bardzo się cieszą, że przyjechaliście.
- A Denise już urodziła? - Zapytał Niall wnosząc walizki na górę.
- Tak. Niecały miesiąc temu.
- Oo to mam bratanka. - Uśmiechał się Niall.
- Na to wygląda. Chodźcie do salonu. Co będziemy tak w przedpokoju stać.
- Wraz z Niallem ruszyłam za Maurą. Usiedliśmy na kanapie w salonie.
- To jak? Na ile przyjechaliście?
- Myślę, że tak do maja. Albo dłużej. - Powiedział Niall.
- Kiedy dziecko się urodzi?
- Termin mam na 28 maja.
- To jak to sobie wyobrażacie. Wracacie przed 28 do Londynu?
- Nie wiemy do końca. Może dziecko urodzi się w Irlandii. - Uśmiechał się dumnie Horan.
- Jak chcecie. Ja tu sobie z wami miło pomieszkać. Pokój Niallera jest
duży więc wszystkie rzeczy dla dziecka jest gdzie dać. Nie ma problemu. A
ty Niall. Kiedy zaczynasz wywiady i te inne rzeczy?
- Teoretycznie we wakacje. Kilka wywiadów mamy umówione w czerwcu.
Nagrywanie solówek mam ma koniec czerwca. Później lipiec i sierpień mamy
wolne. A od września aż do świąt mamy trasę. - Opowiadał Blondyn.
- Na wakacje pojedziecie z dzieckiem?
- Najprawdopodobniej nie. Liam zostanie z moją mamą w Niemczech. - Uśmiechnęłam się.
- Może też zostać ze mną. Nie ma problemu.
- Dobrze wiedzieć. - Zaśmiał się Niall.
- A ty Roxy słyszałam, że miałaś jakiś wypadek...- Zobaczyłam, że momentalnie z twarzy Nialla znika uśmiech.
- Tak. Miałam, ale ja nic z tego nie wiem. Byłam w śpiączce. - Spojrzałam kątem oka na Niebieskookiego.
- To jakiś poważniejszy wypadek? - Maura nie dawała za wygraną.
- Tak...- Dokończyłam.
- A co się stało?
- Mamo! Daj spokój! - Krzyknął Niall. Wstał i poszedł po schodach na górę.
- A jemu co? - Zwróciła się do mnie kobieta.
- Nie wiem. Pójdę do niego. - Wstałam i ruszyłam po schodach na górę.
Otwierając drzwi zobaczyłam Niebieskookiego siedzącego bezczynnie na
łóżku. Gapił się w podłogę. Po cichu usiadłam obok niego.
- Niall. Co się stało? - Powiedziałam szeptem do chłopaka.
- Nic.
- Przecież widzę.
- Po prostu nie lubię gadać na temat tego wypadku.
- Dlaczego?
- To był trudny okres dla mnie. - Spojrzał na mnie. Dopiero teraz poczułam jak mu było ciężko.
- Opowiesz mi o tym?
- Dostałem telefon od Perrie, że jesteś w szpitalu. Nie zastanawiałem
się tylko rzuciłem wszystko i pojechałem do ciebie. Byłaś w śpiączce.
Codziennie do ciebie przychodziłem. Nie było jasne czy przeżyjesz. To
był istny koszmar. - Po policzku chłopaka spłynęła łza ale szybko ją
wytarł. - Dużo mówiłem do ciebie. Pewnego dnia lekarz postawił mi
ultimatum. Musiałem wybrać. Albo ty albo Liam. Nie mogłem wybrać. Bo nie
umiem bez was żyć. Na szczęście wszystko się uspokoiło i mam was obu. -
Chłopak objął mnie ramieniem i pocałował w czoło.
- Matko, nie wiedziałam.
- Bardzo cię kocham. - Irlandczyk spojrzał na mnie przekrwionymi oczami.
- Też cię kocham. - Pocałowałam delikatnie chłopaka.
- Chodź. - Wstał i pociągnął mnie za rękę. Nic się nie odzywałam tylko poszłam za nim. Niebieskooki zaciągnął mnie na sam koniec ogrodu. Nie wiedziałam w ogóle o co chodzi.
- Iiii? - Przeciągnęłam.
- Patrz! Maliny! - Ucieszył się jak dziecko podchodząc do krzewu.
- Niall. Ile ty masz lat? - Uśmiechnęłam się.
- 2. A tak w sumie to 2 i pół. - Zaczęliśmy się śmiać. - Zbieraj te maliny. Zaraz wracam. - Chłopak pobiegł w stronę domu. Obróciłam się aby zobaczyć ogród w całej okazałości. Był przepiękny. Dużo kwiatów, krzewów. Strasznie mi się podobało. Bardzo bym chciała mieć kiedyś taki ogród, taki dom. Dom był cudowny jednym słowem. Wyglądał on o tak:
Niall mówił mi, że tu się wychował ale około rok temu odnowili ten dom. Moje rozmyślenia przerwał mi Blondyn.
- Nad czym tak myślisz? - Uśmiechnął się. W ręce trzymał miseczkę i zbierał maliny.
- Chciałabym mieć kiedyś taki dom. - Widziałam, że na jego twarzy już widnieje triumfalny usmiech.
- Będziemy mieć milion razy ładniejszy. - Chłopak postawił miskę na ziemi i podszedł do mnie powoli.
- I taki ogród.
- Co tylko sobie zapragniesz. Dla mojej księżniczki zrobię wszystko. - Niebieskooki delikatnie mnie pocałował.
- Dobra, dobra. A teraz to zabieraj się za zbieranie, bo maliny same się nie pozbierają. - Wyrwałam się z uścisku Blondyna. Ten tylko delikatnie się uśmiechnął i dołączył do zbierania. Po zerwaniu chyba wszystkich malin jakie mogły być czas nadszedł na powrót do domu. Do domu weszliśmy przez szklane drzwi werandy. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to piękny naścienny zegar. Widniała na nim godzina 17. Przekazałam Niall'owi miseczkę, ten poszedł zanieść maliny mamie. Maura miała robić dzisiaj ciasto z malinami. Następnie razem z Niallem udałam się do niego do pokoju. Usiadłam na łóżku i zaczęłam się rozglądać.
- Nad czym znowu tak myślisz? - Uśmiechnął się chłopak, siadając obok mnie.
- Gdzie by tu dać łóżeczko i te inne pierdoły. - Pokój Horanka był wielki, więc z brakiem miejsca nie było problemu. Jego pokój wyglądał o tak:
- Przestawi się fotel i będzie ok. - Stwierdził Niall.
- Ale kiedy my to wszystko kupimy? - Spojrzałam na niego.
- Greg nam to kupi. Nie mogę się doczekać jutrzejszego dnia.
- A to dlaczego?
- Już jutro zobaczę pierwszy raz mojego malutkiego bratanka.
- Aaaa. No może się czegoś nauczysz. Jak obsługiwać takie małe dziecko. Przyda ci się.
- Na pewno.Niall Horan ojcem. Jak to dumnie brzmi - Uśmiechnął się Nialler.
- Roxy! Niall! Kolacja! - Usłyszeliśmy wołanie pani Maury.
- Chodź. - Zwróciłam się do Blondyna. Zeszliśmy po schodach i usiedliśmy przy stole. Mama Nialla przygotowała pyszną kolację. Zajadaliśmy się ciepłą kolacją aż Niall przerwał ciszę.
- Ty widziałaś już Theo? - Niall zwrócił się do Maury.
- Tak. Tydzień temu byłam u nich.
- I jak?
- No jak to z małym dzieckiem. Trzeba się zajmować. Płacze i w ogóle ale do życia wnosi dużo radości. Więc kochani, w waszym życiu zajdzie ogromna zmiana.
- Wiemy. - W końcu się odezwałam.
- Wy w ogóle chcecie tego dziecka? - No to teraz dowaliła.
- Mamo. - Niall spiorunował ją wzrokiem.
- No co? Czyli to dziecko to wpadka? - Wolałam się nie odzywać.
- A co ja mam 15 lat, żeby wpadki zaliczać? - Bronił się Horan. - Doskonale wiedziałem co może się stać.
- Czyli ty od początku chciałeś mieć dziecko w wieku 20 lat? - Wytrzeszczyła oczy Maura.
- Nie. Nie chciałem. Nie chciałem mieć teraz dziecka. - Nie mogłam uwierzyć w to on mówi. On wcale nie chce tego dziecka. Gwałtowanie wstałam od stołu i pognałam do pokoju. Usłyszałam jedynie jak Niall zwraca się ironicznie do matki:
- Dzięki mamo. - Słyszałam, że wstał od stołu i pobiegł za mną. Wpadłam do pokoju i usiadłam na łóżku. Po chwili pojawił się przy mnie Niebieskooki.
- Roxy, to nie tak...- Przykucnął przy mnie.
- A jak?! - Krzyknęłam przez płacz.
- Kocham cię. Nie myślałem, że będę ojcem tak wcześnie ale jak jesteś w ciąży to się bardzo cieszę. Kocham ciebie i kocham to dziecko. Jesteście dla mnie najważniejsi.
- To co. Nie byłeś świadomy tego, że jak się ze mną prześpisz to mogę zajść w ciążę?!
- Byłem. Kocham was.
- Pewnie twoja mama i ty w łącznie myślicie, że zniszczyłam szanownemu panu Horan'owi życie jakimś bachorem.
- Roxy! - Chłopak podniósł głos. - Nikt nigdy tak nie pomyślał! Kocham was. - Horan namiętnie mnie pocałował. Nie mogłam oprzeć się tym malinowym ustom. Co jak co ale całował świetnie. Całowaliśmy się jeszcze przez chwilę. W końcu oderwaliśmy się od siebie.
- Kocham cię. - Szepnął.
- Ja ciebie też. - Po raz kolejny zatopiliśmy się w szczerych pocałunkach.
___________________________________
Siemka! Mamy 40 rozdział! Nie wierzę, że jest tego aż tyle. Wczoraj minęły 4 miesiące od kąd założyłam tego bloga. Za niedługo będzie pół roku! Tak się cieszę! Jeszcze tak niedawno pisałam, że Roxy i Karolina idą na spotkanie z One Direction i w ogóle a teraz Roxy będzie mieć dziecko z Nialler'kiem i takie awww *__*
8 komentarzy~~~~~~~~~~~~~> Następny rozdział!
wtorek, 19 sierpnia 2014
poniedziałek, 18 sierpnia 2014
Rozdział 39: '' Naprawdę nie wiem kto to mógł być. ''
**** miesiąc później ****
Moje życie bardzo się zmieniło. Z Roxy jest już bardzo dobrze. Lekarz tydzień temu postanowił ją wybudzić. Wszystko i z moją księżniczką i z moim księciem jest w porządku. Matko, jak ja się cieszę. Kupiłem mojej kochanej sok pomarańczowy w sklepie i właśnie do niej idę. Chłopcy odwołali trasę koncertową i przenieśli na następny rok. Wszyscy są już w Londynie. Wszedłem po cichu do sali. Roxy akurat spała. Nie chciałem jej budzić. Spokojnie postawiłem sok na szafce obok łóżka a sam usiadłem na krześle. Jutro mój skarbek wychodzi ze szpitala. Nie może się przemęczać ale pojutrze lecimy do Irlandii gdzie spędzimy najbliższe dwa miesiące. Tam spokojnie sobie odpoczniemy. Jest jeszcze możliwość, że nasze dziecko urodzi się właśnie w Irlandii. W moim pokoju w Mullingar postawimy śliczne łóżeczko dla naszego małego księcia. Jednak na stałe będziemy mieszkać w Londynie. Narazie to wszystko to są tylko plany. Starałem się być jak najciszej jednak Roxy się obudziła.
- Hej misiu. - Zwróciłem się do niej słodko.
- Cześć kochanie. - Uśmiechnęła się lekko.
- Już jutro wracasz do domu. - Pocałowałem ją w usta.
- W końcu. Niall?
- Tak?
- Myślałeś i naszym wyjeździe do Irlandii?
- Tak.
- I jak to sobie wyobrażasz? Ja chętnie bym tam pojechała. Odpoczęła.
- Jutro wychodzisz ze szpitala więc cię nie będę męczyć, ale po jutrze możemy tam pojechać. Zarezerwuje jakiś samolot i polecimy.
- A co z dzieckiem?
- Teź nad tym myślałem i zadzwoniłem już do Grega. On do mojego pokoju w Mullingar wstawi łóżeczko i najpotrzebniejsze rzeczy dla dziecka kupi.
- Ooo jaki on jest kochany.
- A ty myślałaś o tym? Dziecko ma się urodzić w Irlandii czy w Anglii?
- Dokładnie nie wiem ale jak już tam pojedziemy to możemy zostać na dłużej. I mogę urodzić w Irlandii. Będę mieć wtedy dwóch uroczych Irlandczyków.
- Zgadzam się. - Usmiechnąłem się i pocałowałem dziewczynę. W policzek. - Jak narazie mam dla ciebie przepyszny sok. - Nalałem dziewczynie napoju do szklanki.
- Dziękuje. Jesteś taki kochany. - Pocałowała mnie. Dla takich momentów się żyje...
**** następnego dnia ****
**** z perspektywy Roxy ***
Już dzisiaj jest ten dzień. To dzisiaj po 2 miesiącach spędzonych w szpitalu wracam do domu. Niall jest taki opiekuńczy w stosunku do mnie. Lepszego chłopaka nie mogłam sobie wymarzyć.
- Witaj misiaczku. - Niebieskooki wszedł do pomieszczenia.
- Hej. - Wstałam z łóżka, podeszłam do niego i namiętnie Pocałowałam.
- Ulala. Cóż to za zmiana. - Ręce położył mi w talii.
- Stęskniłam się. - Mocno Wtuliłam się w chłopaka.
- Jedziemy do domu? - Zapytał optymistycznie Nialler.
- Jedziemy. - Horan wziął do ręki torbę a drugą złapał mnie za rękę i wyszliśmy ze szpitala. Wsiadłam do samochodu a Niall najpierw włożył torbę do bagażnika a później sam usiadł na miejscu kierowcy. Odpalił silnik i ruszyliśmy. Po 10 minutach byliśmy w domu. Wyszłam z samochodu, Nialler wziął torbę. Weszliśmy do domu. Nikogo nie było. Powoli wchodziłam głębiej. Nagle jak się wystraszyłam. Wszyscy wyskoczyli wołając ''niespodzianka!''. Louis mocno mnie przytulił.
- Tęskniłem. - Wyszeptał.
- Ja też Lou.
- Teraz jesteś naszym słonikiem. - Zaśmiał się Zayn.
- No dzięki. - Uśmiechnęłam się.
- Sorry chłopcy ale my teraz idziemy odpoczywać. - Przerwał Niall. Pociągnął mnie za rękę i poszliśmy do pokoju. W końcu mogłam usiąść na swoim łóżku. Niall usiadł obok mnie i dał mi buziaka w policzek.
- Połóż się. Napewno zmęczona jesteś. - Posłał mi delikatny uśmiech.
- Nie jestem zmęczona.
- To w takim razie pomóż mi się spakować bo jutro wyjeżdżamy.
- No dobra. - Zaczęłam wsadzać rzeczy do walizki. Spakowałam suszarkę do włosów, prostownice, lokówkę. W końcu w szafie natknęłam się na dziecięce ubranka które kupiłam przed wypadkiem. Uśmiechnęłam się sama do siebie.
- Niall. Patrz jakie słodkie. - Pokazałam chłopakowi ubranka.
- Jakie malutkie. - Uśmiechnął się słodko. Wróciłam do poprzedniej czynności czyli do pakowania. Po skończonym pakowaniu postawiliśmy walizki obok szafy i udaliśmy się po schodach na dół, do salonu. Usiadłam obok chłopców. Zaraz, zaraz. Kogoś mi tu brakuje...
- Gdzie są Perrie, Karolina, Danielle i Eleanor? - Wymieniłam poszczególne imiona.
- Perrie i Karolina pojechały do SPA na dwa tygodnie. - Wytłumaczył Zayn.
- Danielle pojechała na jakieś zawody. Jest tancerką. Ale ona pojechała na nie już jakieś 3 miesiące temu i wraca za tydzień. - Powiedział Liam.
- No a Eleanor. Pojechała do mamy.- Uzupełnił Lou.
- Czyli zostałaś sama z nami. - Harry poruszał zabawnie brwiami. Wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
- To co? Jak stare dobre małżeństwo oglądamy film? - Uśmiechnął się Zayn.
- Taak!- Krzyknęliśmy jednocześnie. Zayn wyruszył w poszukiwaniu jakiegoś dobrego filmu. Zapewne horroru.
- Chłopcy? Możemy chociaż raz w życiu nie oglądać horroru?
- Niestety twoja propozycja została odrzucona. - Zaśmiał się Lou.
- Bardzo śmieszne. - Zrobiłam groźną minę.
- Czego się boisz? Przecież twój obrońca jest z tobą. - Wypalił Harold. A Niall uśmiechnął się zwycięsko obejmując mnie ramieniem. Zaczęliśmy oglądać film. Nawet nie był taki straszny jak mi się wydawało. Po skończonym filmie wszyscy rozeszli się do swoich pokoi. Zostałam tylko ja i Nialler. Położyłam się na kanapie, trzymając głowę na jego kolanach. Patrzyłam na niego od dołu.
- Od dołu nie jesteś taki interesujący.- Przerwałam ciszę. Chłopak spojrzał na mnie i delikatnie pocałował.
- A teraz?
- Też nie. - Uśmiechnęłam się słodko. Chłopak znowu mnie pocałował tym razem dłużej.
- A teraz?
- Hmmm...Lepiej ale to dalej nie to. - Chłopak w końcu tak namiętnie mnie pocałował, że myślałam, że się tam rozpłynę.
- Lepiej? - Spojrzał na mnie znacząco.
- Hmmm...Chyba nie. - Niebieskooki podniósł mnie. Swoje nogi oplotłam wokół jego pasa. Irlandczyk dalej mnie całował. Nie przestawał. Niósł mnie tak, całując, po schodach aż do pokoju. Usiadł na łóżku, ja siedziałam mu na kolanach. Dalej się całowaliśmy.
- Jak to jest całować słonia? - Zapytałam w chwili przerwy w pocałunkach.
- Tego nie da się opisać. - Blondyn zaczął całować mnie po szyi. Wiedziałam do czego by doszło gdybym nie przerwała.
- Niall. Dość. Nie mogę. - Wstałam z jego kolan i nerwowo poprawiłam spodnie.
- Na pewno? - Spojrzał na mnie wzrokiem szczeniaczka.
- Innym razem. - Uśmiechnęłam się pociesznie.
- Jak tam chcesz. - Niall wstał i wyszedł z pokoju. Słyszałam jedynie skrzypienie schodów, co oznaczało, że mój skarb zszedł na dół. Usiadłam na łóżku. Wszystko zepsułam. Ale ja naprawdę nie mogłam. Nie czuje się dobrze w swoim ciele. Zapewne gdybym nie była w ciąży to bym się tak nie zachowywała. Nie chcę go zranić, ale powinien zrozumieć, że ja po prostu nie mam na takie rzeczy ochoty. Wstałam z łóżka i wyszłam z pokoju kierując się w stronę salonu. Ujrzałam Niallera, który siedział na kanapie tępo wpatrując się w kreskówki. Cicho usiadłam obok niego.
- Jesteś na mnie zły? - Zapytałam niepenie.
- Nie czemu? - Nawet nie odwrócił wzroku od tego durnego telewizora.
- Tak wyszedłeś...Teraz nie chcesz ze mną gadać... - Blondyn jak na zawołanie wyłączył telewizor i spojrzał na mnie.
- Jeśli już nic do mnie nie czujesz to po prostu mi to powiedz. - Widziałam jak jego tęczówki z koloru błękitnego przybrały szarą, smutną barwę.
- Niall. Kocham cię. Czy dla ciebie to, że nie chcę się z tobą przespać oznacza tylko jedno? Że cię nie kocham? - Chłopak nic nie odpowiedział tylko dalej wpatrywał się prosto w moje oczy. - Nialler, ja nie czuję się teraz dobrze w swoim ciele. Przepraszam, jeżeli ci to przeszkadza. - Wstałam z kanapy i już miałam wyjść z pokoju, ale Irlandczyk złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie czule całując.
- Kocham cię. - Wyszeptał mi do ucha.
- Ja ciebie też. - Uśmiechnęłam się delikatnie.
**** następnego dnia na lotnisku ****
Czułam, że moje powieki robią się ciężkie.
- Śpiochu! Nie śpij. Zaraz musimy iść do odprawy. - Usłyszałam głos Nialla na co jakby oprzytomniałam.
- Nie śpię.
- Właśnie widzę. - Chłopak lekko się zaśmiał. Ruszyliśmy do odprawy. Przejście przez brami przeszło nam sprawnie. Po kilkunastu minutach już wraz z samolotem wzbijaliśmy się w powietrze. Mi się juz nie chciało spać. Za to Horan'owi się trochę przysypiało. Nie chciałam go budzić, wyglądał tak słodko. U stewardessy zamówiłam sobie sok i siedziałam tak spoglądając na chmury za oknem. Wyobrażałam sobie przyszłość. Ja kompletnie nie wiem jak to teraz będzie. Jestem w siódmym miesiącu ciąży. Do Irlandii lecimy na około dwa miesiące. Wtedy będę w dziewiątym. Nie wiem czy przed urodzeniem dziecka wrócimy do Anglii. Najprawdopodobniej dziecko urodzi się w Irlandii. Na szczęście Niall ma wielki pokój więc najpotrzebniejsze rzeczy dla dziecka tam pomieścimy. Później jak dziecko będzie miało miesiąc może dwa to wrócimy do Anglii. Chłopcy przecież też mają nagrywanie płyty. Wywiady. To wszystko zaczyna się w lipcu. Teraz jest marzec. Jak to wszystko szybko zleciało. Jeszcze tak niedawno byłam wraz ze wszystkimi na wakacjach w Bułgarii. Po wakacjach czeka mnie jeszcze rozprawa sądowa . W końcu spotkam się z tym który potrącił mnie te dwa miesiące temu na pasach. Szczerze? Ja nikogo nie podejrzewam. To mógł być każdy Anglik, obcokrajowiec. Uciekł z miejsca wypadku, dlaczego? Jestem w ciąży. Bał się kary, odpowiedzialności za taki wypadek. Naprawdę nie wiem kto to mógł być.
____________________________
Przybywam do was! Jak zwykle rozdzialik krótki ale mam nadzieję, że jak zwykle mi to wybaczycie :D Rozdział krótki ale mam nadzieje, że waszych komentarzy nie będzie mało! Mam do was prośbę. W komentarzu opiszcie mi jak trafiliście na mojego bloga i tak ze dwa przykłady co wam się w nim podoba a co nie. Zróbcie to dla mnie! Pozdrawiam :)
Moje życie bardzo się zmieniło. Z Roxy jest już bardzo dobrze. Lekarz tydzień temu postanowił ją wybudzić. Wszystko i z moją księżniczką i z moim księciem jest w porządku. Matko, jak ja się cieszę. Kupiłem mojej kochanej sok pomarańczowy w sklepie i właśnie do niej idę. Chłopcy odwołali trasę koncertową i przenieśli na następny rok. Wszyscy są już w Londynie. Wszedłem po cichu do sali. Roxy akurat spała. Nie chciałem jej budzić. Spokojnie postawiłem sok na szafce obok łóżka a sam usiadłem na krześle. Jutro mój skarbek wychodzi ze szpitala. Nie może się przemęczać ale pojutrze lecimy do Irlandii gdzie spędzimy najbliższe dwa miesiące. Tam spokojnie sobie odpoczniemy. Jest jeszcze możliwość, że nasze dziecko urodzi się właśnie w Irlandii. W moim pokoju w Mullingar postawimy śliczne łóżeczko dla naszego małego księcia. Jednak na stałe będziemy mieszkać w Londynie. Narazie to wszystko to są tylko plany. Starałem się być jak najciszej jednak Roxy się obudziła.
- Hej misiu. - Zwróciłem się do niej słodko.
- Cześć kochanie. - Uśmiechnęła się lekko.
- Już jutro wracasz do domu. - Pocałowałem ją w usta.
- W końcu. Niall?
- Tak?
- Myślałeś i naszym wyjeździe do Irlandii?
- Tak.
- I jak to sobie wyobrażasz? Ja chętnie bym tam pojechała. Odpoczęła.
- Jutro wychodzisz ze szpitala więc cię nie będę męczyć, ale po jutrze możemy tam pojechać. Zarezerwuje jakiś samolot i polecimy.
- A co z dzieckiem?
- Teź nad tym myślałem i zadzwoniłem już do Grega. On do mojego pokoju w Mullingar wstawi łóżeczko i najpotrzebniejsze rzeczy dla dziecka kupi.
- Ooo jaki on jest kochany.
- A ty myślałaś o tym? Dziecko ma się urodzić w Irlandii czy w Anglii?
- Dokładnie nie wiem ale jak już tam pojedziemy to możemy zostać na dłużej. I mogę urodzić w Irlandii. Będę mieć wtedy dwóch uroczych Irlandczyków.
- Zgadzam się. - Usmiechnąłem się i pocałowałem dziewczynę. W policzek. - Jak narazie mam dla ciebie przepyszny sok. - Nalałem dziewczynie napoju do szklanki.
- Dziękuje. Jesteś taki kochany. - Pocałowała mnie. Dla takich momentów się żyje...
**** następnego dnia ****
**** z perspektywy Roxy ***
Już dzisiaj jest ten dzień. To dzisiaj po 2 miesiącach spędzonych w szpitalu wracam do domu. Niall jest taki opiekuńczy w stosunku do mnie. Lepszego chłopaka nie mogłam sobie wymarzyć.
- Witaj misiaczku. - Niebieskooki wszedł do pomieszczenia.
- Hej. - Wstałam z łóżka, podeszłam do niego i namiętnie Pocałowałam.
- Ulala. Cóż to za zmiana. - Ręce położył mi w talii.
- Stęskniłam się. - Mocno Wtuliłam się w chłopaka.
- Jedziemy do domu? - Zapytał optymistycznie Nialler.
- Jedziemy. - Horan wziął do ręki torbę a drugą złapał mnie za rękę i wyszliśmy ze szpitala. Wsiadłam do samochodu a Niall najpierw włożył torbę do bagażnika a później sam usiadł na miejscu kierowcy. Odpalił silnik i ruszyliśmy. Po 10 minutach byliśmy w domu. Wyszłam z samochodu, Nialler wziął torbę. Weszliśmy do domu. Nikogo nie było. Powoli wchodziłam głębiej. Nagle jak się wystraszyłam. Wszyscy wyskoczyli wołając ''niespodzianka!''. Louis mocno mnie przytulił.
- Tęskniłem. - Wyszeptał.
- Ja też Lou.
- Teraz jesteś naszym słonikiem. - Zaśmiał się Zayn.
- No dzięki. - Uśmiechnęłam się.
- Sorry chłopcy ale my teraz idziemy odpoczywać. - Przerwał Niall. Pociągnął mnie za rękę i poszliśmy do pokoju. W końcu mogłam usiąść na swoim łóżku. Niall usiadł obok mnie i dał mi buziaka w policzek.
- Połóż się. Napewno zmęczona jesteś. - Posłał mi delikatny uśmiech.
- Nie jestem zmęczona.
- To w takim razie pomóż mi się spakować bo jutro wyjeżdżamy.
- No dobra. - Zaczęłam wsadzać rzeczy do walizki. Spakowałam suszarkę do włosów, prostownice, lokówkę. W końcu w szafie natknęłam się na dziecięce ubranka które kupiłam przed wypadkiem. Uśmiechnęłam się sama do siebie.
- Niall. Patrz jakie słodkie. - Pokazałam chłopakowi ubranka.
- Jakie malutkie. - Uśmiechnął się słodko. Wróciłam do poprzedniej czynności czyli do pakowania. Po skończonym pakowaniu postawiliśmy walizki obok szafy i udaliśmy się po schodach na dół, do salonu. Usiadłam obok chłopców. Zaraz, zaraz. Kogoś mi tu brakuje...
- Gdzie są Perrie, Karolina, Danielle i Eleanor? - Wymieniłam poszczególne imiona.
- Perrie i Karolina pojechały do SPA na dwa tygodnie. - Wytłumaczył Zayn.
- Danielle pojechała na jakieś zawody. Jest tancerką. Ale ona pojechała na nie już jakieś 3 miesiące temu i wraca za tydzień. - Powiedział Liam.
- No a Eleanor. Pojechała do mamy.- Uzupełnił Lou.
- Czyli zostałaś sama z nami. - Harry poruszał zabawnie brwiami. Wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
- To co? Jak stare dobre małżeństwo oglądamy film? - Uśmiechnął się Zayn.
- Taak!- Krzyknęliśmy jednocześnie. Zayn wyruszył w poszukiwaniu jakiegoś dobrego filmu. Zapewne horroru.
- Chłopcy? Możemy chociaż raz w życiu nie oglądać horroru?
- Niestety twoja propozycja została odrzucona. - Zaśmiał się Lou.
- Bardzo śmieszne. - Zrobiłam groźną minę.
- Czego się boisz? Przecież twój obrońca jest z tobą. - Wypalił Harold. A Niall uśmiechnął się zwycięsko obejmując mnie ramieniem. Zaczęliśmy oglądać film. Nawet nie był taki straszny jak mi się wydawało. Po skończonym filmie wszyscy rozeszli się do swoich pokoi. Zostałam tylko ja i Nialler. Położyłam się na kanapie, trzymając głowę na jego kolanach. Patrzyłam na niego od dołu.
- Od dołu nie jesteś taki interesujący.- Przerwałam ciszę. Chłopak spojrzał na mnie i delikatnie pocałował.
- A teraz?
- Też nie. - Uśmiechnęłam się słodko. Chłopak znowu mnie pocałował tym razem dłużej.
- A teraz?
- Hmmm...Lepiej ale to dalej nie to. - Chłopak w końcu tak namiętnie mnie pocałował, że myślałam, że się tam rozpłynę.
- Lepiej? - Spojrzał na mnie znacząco.
- Hmmm...Chyba nie. - Niebieskooki podniósł mnie. Swoje nogi oplotłam wokół jego pasa. Irlandczyk dalej mnie całował. Nie przestawał. Niósł mnie tak, całując, po schodach aż do pokoju. Usiadł na łóżku, ja siedziałam mu na kolanach. Dalej się całowaliśmy.
- Jak to jest całować słonia? - Zapytałam w chwili przerwy w pocałunkach.
- Tego nie da się opisać. - Blondyn zaczął całować mnie po szyi. Wiedziałam do czego by doszło gdybym nie przerwała.
- Niall. Dość. Nie mogę. - Wstałam z jego kolan i nerwowo poprawiłam spodnie.
- Na pewno? - Spojrzał na mnie wzrokiem szczeniaczka.
- Innym razem. - Uśmiechnęłam się pociesznie.
- Jak tam chcesz. - Niall wstał i wyszedł z pokoju. Słyszałam jedynie skrzypienie schodów, co oznaczało, że mój skarb zszedł na dół. Usiadłam na łóżku. Wszystko zepsułam. Ale ja naprawdę nie mogłam. Nie czuje się dobrze w swoim ciele. Zapewne gdybym nie była w ciąży to bym się tak nie zachowywała. Nie chcę go zranić, ale powinien zrozumieć, że ja po prostu nie mam na takie rzeczy ochoty. Wstałam z łóżka i wyszłam z pokoju kierując się w stronę salonu. Ujrzałam Niallera, który siedział na kanapie tępo wpatrując się w kreskówki. Cicho usiadłam obok niego.
- Jesteś na mnie zły? - Zapytałam niepenie.
- Nie czemu? - Nawet nie odwrócił wzroku od tego durnego telewizora.
- Tak wyszedłeś...Teraz nie chcesz ze mną gadać... - Blondyn jak na zawołanie wyłączył telewizor i spojrzał na mnie.
- Jeśli już nic do mnie nie czujesz to po prostu mi to powiedz. - Widziałam jak jego tęczówki z koloru błękitnego przybrały szarą, smutną barwę.
- Niall. Kocham cię. Czy dla ciebie to, że nie chcę się z tobą przespać oznacza tylko jedno? Że cię nie kocham? - Chłopak nic nie odpowiedział tylko dalej wpatrywał się prosto w moje oczy. - Nialler, ja nie czuję się teraz dobrze w swoim ciele. Przepraszam, jeżeli ci to przeszkadza. - Wstałam z kanapy i już miałam wyjść z pokoju, ale Irlandczyk złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie czule całując.
- Kocham cię. - Wyszeptał mi do ucha.
- Ja ciebie też. - Uśmiechnęłam się delikatnie.
**** następnego dnia na lotnisku ****
Czułam, że moje powieki robią się ciężkie.
- Śpiochu! Nie śpij. Zaraz musimy iść do odprawy. - Usłyszałam głos Nialla na co jakby oprzytomniałam.
- Nie śpię.
- Właśnie widzę. - Chłopak lekko się zaśmiał. Ruszyliśmy do odprawy. Przejście przez brami przeszło nam sprawnie. Po kilkunastu minutach już wraz z samolotem wzbijaliśmy się w powietrze. Mi się juz nie chciało spać. Za to Horan'owi się trochę przysypiało. Nie chciałam go budzić, wyglądał tak słodko. U stewardessy zamówiłam sobie sok i siedziałam tak spoglądając na chmury za oknem. Wyobrażałam sobie przyszłość. Ja kompletnie nie wiem jak to teraz będzie. Jestem w siódmym miesiącu ciąży. Do Irlandii lecimy na około dwa miesiące. Wtedy będę w dziewiątym. Nie wiem czy przed urodzeniem dziecka wrócimy do Anglii. Najprawdopodobniej dziecko urodzi się w Irlandii. Na szczęście Niall ma wielki pokój więc najpotrzebniejsze rzeczy dla dziecka tam pomieścimy. Później jak dziecko będzie miało miesiąc może dwa to wrócimy do Anglii. Chłopcy przecież też mają nagrywanie płyty. Wywiady. To wszystko zaczyna się w lipcu. Teraz jest marzec. Jak to wszystko szybko zleciało. Jeszcze tak niedawno byłam wraz ze wszystkimi na wakacjach w Bułgarii. Po wakacjach czeka mnie jeszcze rozprawa sądowa . W końcu spotkam się z tym który potrącił mnie te dwa miesiące temu na pasach. Szczerze? Ja nikogo nie podejrzewam. To mógł być każdy Anglik, obcokrajowiec. Uciekł z miejsca wypadku, dlaczego? Jestem w ciąży. Bał się kary, odpowiedzialności za taki wypadek. Naprawdę nie wiem kto to mógł być.
____________________________
Przybywam do was! Jak zwykle rozdzialik krótki ale mam nadzieję, że jak zwykle mi to wybaczycie :D Rozdział krótki ale mam nadzieje, że waszych komentarzy nie będzie mało! Mam do was prośbę. W komentarzu opiszcie mi jak trafiliście na mojego bloga i tak ze dwa przykłady co wam się w nim podoba a co nie. Zróbcie to dla mnie! Pozdrawiam :)
sobota, 16 sierpnia 2014
Rozdział 38: '' Najprawdopodobniej będzie pan musiał wybrać. Albo dziewczyna, albo dziecko. ''
- Niall? Wszystko dobrze? - Zwróciła się do mnie Perrie z wyraźnym zmartwieniem w głosie.
- Tak. Jest ok.
- Jesteś taki jakiś, nieobecny.
- Jestem po prostu zmęczony.
- To idź się połóż.
- Nie. Jedźmy już.
- Niall...
- Hm?
- Proszę. Idź się połóż. Karolina i Harry dadzą sobie radę.
- Ale ja chcę być przy niej.
- Niall. Lepiej jej pomożesz jak będziesz wyspany. Proszę. Chociaż 2 godzinki. Jest 8. Równo o 10 cię budzę. - Spojrzała na mnie z lekkim uśmiechem.
- No dobra. Ale obudź mnie o 10.
- Nie ma sprawy. - Usłyszałem jedynie wychodząc z kuchni. Poczłapałem do siebie do pokoju. Rzuciłem się na łóżko i po prostu ze zmęczenia natychmiast zasnąłem.
**** oczami Perrie ****
Niall poszedł do siebie odpocząć. Strasznie mi go żal on się wykończy. Od miesiąca całe dnie spędza w szpitalu. Przyjeżdża do domu raz na cały dzień i to max na godzinę aby coś zjeść, umyć się, przebrać i tego typu rzeczy. Całe noce siedzi w szpitalu. W ciągu tygodnia przesypia może z 8 godzin i to na niewygodnych szpitalnych krzesłach. Nie wiem ile on tak pociągnie. Z Roxy jest lepiej ale i tak na razie jej nie wybudzą co 2 dni ma robione badania USG aby kontrolować stan dziecka. Roxy jest w 24 tygodniu ciąży czyli w 6 miesiącu.Nie wiem kiedy jej stan na tyle się polepszy aby można było ją wybudzić. Postanowiłam, że zadzwonię do Zayn'a.
- Hej kotku. - Przywitał mnie chłopak.
- Cześć.
- Jak tam z Roxy?
- Kiepsko. To znaczy jej stan się polepsza ale od miesiąca jest w śpiączce i jak na razie lekarze nie wiedzą kiedy będą mogli ją wybudzić. - Wytłumaczyłam z smutkiem w głosie.
- O rany. A jak dziecko?
- Z dzieckiem jest ok. Co dwa dni robią badania USG aby kontrolować stan dziecka.
- Matko. Jak się Nialler trzyma?
- Jest z nim tragicznie. Całe dnie spędza w szpitalu może jedynie przyjeżdża do domu na godzinę dziennie żeby się ogarnąć i coś zjeść. W ciągu tygodnia śpi może około 8 godzin? On jest wykończony. Ja oczywiście mu mówię aby wyspał się chociaż raz. Ale on oczywiście, że nie bo musi byc przy niej.
- Rozumiem go.
- Słucham?!
- Jak ty byś leżała w takim stanie w szpitalu to też bym miał gdzieś to czy jestem zmęczony czy nie.
- Ale on tak długo nie pociągnie.
- Wiem. A co na to Harry i Karola?
- Mówią mu to samo co ja ale on nikogo nie słucha.
- Słucha.
- Kogo?
- Głosu serca.
- Matko Zayn. Wiesz dobrze, że nie o to mi chodzi.
- Wiem.
- Dobra, nieważne. Kończę. Pa skarbie.
- Pa kochanie. - Rozłączyłam się. Postanowiłam oglądnąć jakiś film. Tak długo nic nie oglądałam, że masakra. Wybrałam jakąś komedię. Była przezabawna. Po skończonym oglądaniu wybiła godzina 10 więc poszłam obudzić Horana.
- Niall. Wstawaj. - Myślałam, że Niebieskooki będzie miał problem z przebudzeniem się a on tylko otworzył oczy i od razu zerwał się z łóżka. - Spokojnie Nialler.
- Nie spokojnie tylko jedziemy. - Pociągnął mnie za rękę. Wsiedliśmy do jego czarnego Range Rover'a i pojechaliśmy do szpitala. Po 5 minutach byliśmy na miejscu. Niall bez słowa wysiadł z samochodu i poszedł do szpitala. Ja ruszyłam za nim. Poszliśmy na korytarz przed salę 208. Lekarz mówił coś do mamy Roxy. Kobieta była cała zapłakana. Harry też płakał i Karolina też. O co w tym wszystkim chodzi?
**** oczami Nialla ****
Zobaczyłem zapłakaną mamę Roxy. Karola płakała, nawet Hazza. Wiedziałem, że z moją ksieżniczką musiało się coś stać. Podszedłem do lekarza.
- Witam, jestem chłopakiem Roxany.
- Jest pan chłopakiem Roxany więc zapewne i ojcem nienarodzonego dziecka?
- Tak, dokładnie.
- Zapraszam do gabinetu. Musimy porozmawiać. - Mina faceta nie była za wesoła. Spokojnie ruszyłem za lekarzem który zaprowadził mnie do swojego dużego gabinetu. - Proszę usiąść. - Wskazał ręką na wolne krzesło. Zająłem miejsce a lekarz usiadł po drugiej stronie biurka.
- Więc co się stało? - Zapytałem zdenerwowany.
- W godzinach rannych stan pana dziewczyny nagle się pogorszył...
- Co to może oznaczać? - Czułem, że zaraz się tam normalnie popłaczę.
- Najprawdopodobniej będzie pan musiał wybrać. Albo dziewczyna, albo dziecko. - W jednej chwili cały świat mi się zawalił. Nie wiedziałem co powiedzieć. Wstałem z hukiem z krzesła.
- Masz ich ratować! - Krzyknąłem i wyszedłem z pomieszczenia. Od razu skierowałem się do sali 208. Po cichu wszedłem do pokoju i zająłem wolne miejsce obok mojej dziewczyny. Lekko pocałowałem ją w usta. Była jak śpiąca królewna. Złapałem ją za rękę.
- Skarbie, musisz być dzielna. Musisz walczyć. Nie poddawaj się. Zobaczysz, jeszcze będziemy szczęśliwi z naszym małym synkiem. - Po moim policzku ściekła pojedyncza łza. Od razu ją wytarłem. Siedziałem przy niej do 15. Później zmieniłem się z mamą mojej księżniczki. Usiadłem na krześle w korytarzu obok Harolda.
- Co ci powiedział lekarz? - Odezwał się Styles.
- Że będę musiał wybrać. Albo Roxy, albo dziecko. - Spojrzałem na Hazzę. Widziałem, że potok łez spływa po jego policzkach. Zakrył twarz w rękach. Ja już nie miałem siły nawet na płacz. Perrie także płakała. Wstałem i mocno przytuliłem blondynkę. Ona posłusznie wtuliła się w moje ciało... Co kilka godzin zmienialiśmy się. Roxy ani przez chwilę nie była sama. Każdy z nią rozmawiał. Podobno ludzie w śpiączce wszystko słyszą. Wszedłem do sali zmieniając Perrie. Usiadłem jak zwykle na krześle i chwyciłem jej dłoń.
- Trzymaj się kochana. Jestem tutaj. - Delikatnie ją odkryłem tak aby ją zobaczyć. Była ubrana w nieładną szpitalną piżamę. Ale jej jest we wszystkim ładnie, więc z tym nie było problemu. Ujrzałem jej brzuch. Był już dość spory, w końcu to 6 miesiąc. Położyłem delikatnie swoją dłoń na jej brzuchu. Poczułem delikatne ruchy dziecka. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Z powrotem ją przykryłem.
- Jak się obudzisz moja królewno to zabiorę cię do Irlandii na miesiąc albo dwa. Odpoczniemy sobie razem. Dziecko urodzi się gdzie będziesz chciała. Może właśnie w Irlandii? - Po raz kolejny się uśmiechnąłem. - Bardzo cię kocham. - Pocałowałem ją delikatnie.
- Niall. Idź. Wołają cię. Ja z nią zostanę. - Usłyszałem głos Karoliny. Ostatni raz ucałowałem Roxy i wyszedłem z sali. Na zewnątrz stał lekarz.
- Czy podejrzewacie może kto mógł ją potrącić? - Zwrócił się do mnie, Harrego i Perrie.
- Nie...- Odpowiedziałem.
- Kojarzycie może to auto? - Facet pokazał nam zdjęcie na którym widnieje czarne BMW. Takie samo jak ma Martin...Holly...
- Tak. - Odezwała się Karolina. - Miała głos jakby się miała zaraz rozpłakać. Harry delikatnie objął ją ramieniem, dodając jej otuchy.
- Wiemy czyje to auto. - Odezwała się dotąd milcząca Perrie. Po policzku blondynki zaczęły spływać łzy. Objąłem ją ramieniem, przytulając.
- Najprawdopodobniej to właśnie ten samochód potrącił pańską dziewczynę. - Zwrócił się do mnie lekarz. Ja tylko powoli usiadłem na krześle nie dowierzając. Lekarz odpuścił i zniknął w głębi szpitalnego zgiełku. Ja dalej byłem w totalnym szoku.
- Kochani. Ja muszę wrócić do Niemiec. To moja córka, wiem, ale muszę wrócić do pracy. Bądźcie tu
z nią. - Zwróciła się do nas mama Roxy.
- Zaopiekujemy się nią. - Odpowiedział Harry. Kobieta tylko lekko się uśmiechnęła i równie jak lekarz zniknęła wśród zgiełku.
- Nie odpuścimy Holly. - Powiedział Harry.
________________________________________
Kolejny rozdział taki króciutki. Ja po prostu nie umiem pisać długich. Musicie mi to wybaczyć.
NASTĘPNY ROZDZIAŁ------> JAK BĘDZIE 6 KOMETARZY
- Tak. Jest ok.
- Jesteś taki jakiś, nieobecny.
- Jestem po prostu zmęczony.
- To idź się połóż.
- Nie. Jedźmy już.
- Niall...
- Hm?
- Proszę. Idź się połóż. Karolina i Harry dadzą sobie radę.
- Ale ja chcę być przy niej.
- Niall. Lepiej jej pomożesz jak będziesz wyspany. Proszę. Chociaż 2 godzinki. Jest 8. Równo o 10 cię budzę. - Spojrzała na mnie z lekkim uśmiechem.
- No dobra. Ale obudź mnie o 10.
- Nie ma sprawy. - Usłyszałem jedynie wychodząc z kuchni. Poczłapałem do siebie do pokoju. Rzuciłem się na łóżko i po prostu ze zmęczenia natychmiast zasnąłem.
**** oczami Perrie ****
Niall poszedł do siebie odpocząć. Strasznie mi go żal on się wykończy. Od miesiąca całe dnie spędza w szpitalu. Przyjeżdża do domu raz na cały dzień i to max na godzinę aby coś zjeść, umyć się, przebrać i tego typu rzeczy. Całe noce siedzi w szpitalu. W ciągu tygodnia przesypia może z 8 godzin i to na niewygodnych szpitalnych krzesłach. Nie wiem ile on tak pociągnie. Z Roxy jest lepiej ale i tak na razie jej nie wybudzą co 2 dni ma robione badania USG aby kontrolować stan dziecka. Roxy jest w 24 tygodniu ciąży czyli w 6 miesiącu.Nie wiem kiedy jej stan na tyle się polepszy aby można było ją wybudzić. Postanowiłam, że zadzwonię do Zayn'a.
- Hej kotku. - Przywitał mnie chłopak.
- Cześć.
- Jak tam z Roxy?
- Kiepsko. To znaczy jej stan się polepsza ale od miesiąca jest w śpiączce i jak na razie lekarze nie wiedzą kiedy będą mogli ją wybudzić. - Wytłumaczyłam z smutkiem w głosie.
- O rany. A jak dziecko?
- Z dzieckiem jest ok. Co dwa dni robią badania USG aby kontrolować stan dziecka.
- Matko. Jak się Nialler trzyma?
- Jest z nim tragicznie. Całe dnie spędza w szpitalu może jedynie przyjeżdża do domu na godzinę dziennie żeby się ogarnąć i coś zjeść. W ciągu tygodnia śpi może około 8 godzin? On jest wykończony. Ja oczywiście mu mówię aby wyspał się chociaż raz. Ale on oczywiście, że nie bo musi byc przy niej.
- Rozumiem go.
- Słucham?!
- Jak ty byś leżała w takim stanie w szpitalu to też bym miał gdzieś to czy jestem zmęczony czy nie.
- Ale on tak długo nie pociągnie.
- Wiem. A co na to Harry i Karola?
- Mówią mu to samo co ja ale on nikogo nie słucha.
- Słucha.
- Kogo?
- Głosu serca.
- Matko Zayn. Wiesz dobrze, że nie o to mi chodzi.
- Wiem.
- Dobra, nieważne. Kończę. Pa skarbie.
- Pa kochanie. - Rozłączyłam się. Postanowiłam oglądnąć jakiś film. Tak długo nic nie oglądałam, że masakra. Wybrałam jakąś komedię. Była przezabawna. Po skończonym oglądaniu wybiła godzina 10 więc poszłam obudzić Horana.
- Niall. Wstawaj. - Myślałam, że Niebieskooki będzie miał problem z przebudzeniem się a on tylko otworzył oczy i od razu zerwał się z łóżka. - Spokojnie Nialler.
- Nie spokojnie tylko jedziemy. - Pociągnął mnie za rękę. Wsiedliśmy do jego czarnego Range Rover'a i pojechaliśmy do szpitala. Po 5 minutach byliśmy na miejscu. Niall bez słowa wysiadł z samochodu i poszedł do szpitala. Ja ruszyłam za nim. Poszliśmy na korytarz przed salę 208. Lekarz mówił coś do mamy Roxy. Kobieta była cała zapłakana. Harry też płakał i Karolina też. O co w tym wszystkim chodzi?
**** oczami Nialla ****
Zobaczyłem zapłakaną mamę Roxy. Karola płakała, nawet Hazza. Wiedziałem, że z moją ksieżniczką musiało się coś stać. Podszedłem do lekarza.
- Witam, jestem chłopakiem Roxany.
- Jest pan chłopakiem Roxany więc zapewne i ojcem nienarodzonego dziecka?
- Tak, dokładnie.
- Zapraszam do gabinetu. Musimy porozmawiać. - Mina faceta nie była za wesoła. Spokojnie ruszyłem za lekarzem który zaprowadził mnie do swojego dużego gabinetu. - Proszę usiąść. - Wskazał ręką na wolne krzesło. Zająłem miejsce a lekarz usiadł po drugiej stronie biurka.
- Więc co się stało? - Zapytałem zdenerwowany.
- W godzinach rannych stan pana dziewczyny nagle się pogorszył...
- Co to może oznaczać? - Czułem, że zaraz się tam normalnie popłaczę.
- Najprawdopodobniej będzie pan musiał wybrać. Albo dziewczyna, albo dziecko. - W jednej chwili cały świat mi się zawalił. Nie wiedziałem co powiedzieć. Wstałem z hukiem z krzesła.
- Masz ich ratować! - Krzyknąłem i wyszedłem z pomieszczenia. Od razu skierowałem się do sali 208. Po cichu wszedłem do pokoju i zająłem wolne miejsce obok mojej dziewczyny. Lekko pocałowałem ją w usta. Była jak śpiąca królewna. Złapałem ją za rękę.
- Skarbie, musisz być dzielna. Musisz walczyć. Nie poddawaj się. Zobaczysz, jeszcze będziemy szczęśliwi z naszym małym synkiem. - Po moim policzku ściekła pojedyncza łza. Od razu ją wytarłem. Siedziałem przy niej do 15. Później zmieniłem się z mamą mojej księżniczki. Usiadłem na krześle w korytarzu obok Harolda.
- Co ci powiedział lekarz? - Odezwał się Styles.
- Że będę musiał wybrać. Albo Roxy, albo dziecko. - Spojrzałem na Hazzę. Widziałem, że potok łez spływa po jego policzkach. Zakrył twarz w rękach. Ja już nie miałem siły nawet na płacz. Perrie także płakała. Wstałem i mocno przytuliłem blondynkę. Ona posłusznie wtuliła się w moje ciało... Co kilka godzin zmienialiśmy się. Roxy ani przez chwilę nie była sama. Każdy z nią rozmawiał. Podobno ludzie w śpiączce wszystko słyszą. Wszedłem do sali zmieniając Perrie. Usiadłem jak zwykle na krześle i chwyciłem jej dłoń.
- Trzymaj się kochana. Jestem tutaj. - Delikatnie ją odkryłem tak aby ją zobaczyć. Była ubrana w nieładną szpitalną piżamę. Ale jej jest we wszystkim ładnie, więc z tym nie było problemu. Ujrzałem jej brzuch. Był już dość spory, w końcu to 6 miesiąc. Położyłem delikatnie swoją dłoń na jej brzuchu. Poczułem delikatne ruchy dziecka. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Z powrotem ją przykryłem.
- Jak się obudzisz moja królewno to zabiorę cię do Irlandii na miesiąc albo dwa. Odpoczniemy sobie razem. Dziecko urodzi się gdzie będziesz chciała. Może właśnie w Irlandii? - Po raz kolejny się uśmiechnąłem. - Bardzo cię kocham. - Pocałowałem ją delikatnie.
- Niall. Idź. Wołają cię. Ja z nią zostanę. - Usłyszałem głos Karoliny. Ostatni raz ucałowałem Roxy i wyszedłem z sali. Na zewnątrz stał lekarz.
- Czy podejrzewacie może kto mógł ją potrącić? - Zwrócił się do mnie, Harrego i Perrie.
- Nie...- Odpowiedziałem.
- Kojarzycie może to auto? - Facet pokazał nam zdjęcie na którym widnieje czarne BMW. Takie samo jak ma Martin...Holly...
- Tak. - Odezwała się Karolina. - Miała głos jakby się miała zaraz rozpłakać. Harry delikatnie objął ją ramieniem, dodając jej otuchy.
- Wiemy czyje to auto. - Odezwała się dotąd milcząca Perrie. Po policzku blondynki zaczęły spływać łzy. Objąłem ją ramieniem, przytulając.
- Najprawdopodobniej to właśnie ten samochód potrącił pańską dziewczynę. - Zwrócił się do mnie lekarz. Ja tylko powoli usiadłem na krześle nie dowierzając. Lekarz odpuścił i zniknął w głębi szpitalnego zgiełku. Ja dalej byłem w totalnym szoku.
- Kochani. Ja muszę wrócić do Niemiec. To moja córka, wiem, ale muszę wrócić do pracy. Bądźcie tu
z nią. - Zwróciła się do nas mama Roxy.
- Zaopiekujemy się nią. - Odpowiedział Harry. Kobieta tylko lekko się uśmiechnęła i równie jak lekarz zniknęła wśród zgiełku.
- Nie odpuścimy Holly. - Powiedział Harry.
________________________________________
Kolejny rozdział taki króciutki. Ja po prostu nie umiem pisać długich. Musicie mi to wybaczyć.
NASTĘPNY ROZDZIAŁ------> JAK BĘDZIE 6 KOMETARZY
Rozdział 37: '' Ona może tego nie przeżyć... '''
**** oczami Perrie ****
Roxy długo nie wracała, zaczynałam się martwić. Była 15:20. Za niedługo spóźnimy się na samolot. W pewnym momencie usłyszałam dźwięk telefonu. Podeszłam do komody i sięgnęłam po telefon. Na ekranie wyświetlał się jakiś numer jednak nie miałam go zapisanego w kontaktach. Z lekkim niepokojem odebrałam telefon.
- Tak? - Powiedziałam niepewnie do słuchawki.
- Czy przy telefonie pani Perrie Edwards?
- Tak, to ja.
- Pani przyjaciółka Roxana znajduje się w szpitalu. Proszę o natychmiastowe przyjechanie. - Nogi się pode mną ugięły. Zrobiło mi się słabo.
- Dobrze, przyjadę. - Rozłączyłam się. Natychmiast złapałam kluczyki do auta i pognałam do samochodu. Nerwowo odpaliłam silnik i już po chwili jechałam do szpitala. Tylko co mogło się stać? Co z dzieckiem?! Po 20 minutach byłam już szpitalu. Wpadłam jak torpeda do budynku i pobiegłam do rejestracji.
- Gdzie mogę znaleźć Roxanę, Roxanę Kielecką. Została tu przewieziona niedawno.
- Pani Roxana...obecnie znajduje się w sali 208. - Nic więcej nie odpowiedziałam tylko pędem ruszyłam do pokoju wyznaczonego przez recepcjonistkę. Stanęłam jak wryta. Nie wchodziłam do sali. Przez duże okno widziałam Roxy...Była cała poobijana i obdarta. Nad nią stało kilku lekarzy i pielęgniarki. W końcu gościu w białym kitlu wyszedł na korytarz. Podszedł do mnie.
- Witam, czy to pani Perrie Edwards?
- Tak to ja.
- Więc pani przyjaciółka uległa poważnemu wypadkowi. - Wskazał palcem na dziewczynę leżącą bezwładnie na łóżku.
- Wypadkowi?!
- Tak, została potrącona przez samochód.
- O matko...Ale ona jest w ciąży.
- Wiemy. Jej stan jest bardzo poważny. Na razie jest w śpiączce farmakologicznej.
- Czy to nie szkodzi dziecku?
- Sama śpiączka nie, lecz na razie nie wiemy jakie obrażenia poniosło dziecko w wyniku wypadku. Czy pani Roxana ma jakąś rodzinę?
- Tak, matkę i chłopaka.
- To jakby mogła pani ich powiadomić. Dziewczyna jest dorosła ale lepiej jak będzie tu jej rodzina.
- Jasne, zadzwonię.
- Dziękuję.
- Mogę do niej wejść?
- Tak ale tylko na chwilkę. Proszę być w dobrej myśli. - Uśmiechnął się do mnie lekarz i odszedł. Wykonałam telefon do mamy Roxy. Strasznie się ta kobieta zdenerwowała. Za kilka godzin powinna być w szpitalu. Powiedziała, że złapie jak najszybszy samolot do Londynu. Następnie miałam zadzwonić do Niallera a to już poważniejsza sprawa...
**** oczami Nialla ****
Miałem próbę. Dzisiaj o 19 mamy koncert w L.A strasznie się denerwuję bo to w końcu Stany...Z drugiej strony nie mogłem się doczekać jutra. W końcu przyjeżdża moja ukochana dziewczyna. Matko, jak ja za nią tęsknię. Moje rozmyślenia przerwał mi dźwięk dzwonka telefonu. Spojrzałem na wyświetlacz. Była to Perrie tylko co ona mogła chcieć? Odebrałem.
- Tak?
- Niall musisz przyjechać! - Krzyczała do telefonu.
- Jak to muszę? Co się stało?! - Zaczynałem się denerwować.
- Roxy miała wypadek...jest w szpitalu...- Myślałem, że tam zejdę na zawał. Nogi zrobiły mi się jak z waty.
- Ale co cię stało?!- Wydusiłem z siebie.
- Potrąciło ją auto! Niall...Ona może tego nie przeżyć...- Dziewczyna rozpłakała się na dobre.
- Już jadę. - Rozłączyłem się i natychmiastowo pobiegłem do chłopaków.
- Chłopcy! Ja muszę natychmiast wrócić do Anglii! - Wszyscy patrzyli się na mnie jak na idiotę.
- Po co? Nienormalny jesteś? - Odezwał się Louis.
- Roxy...Ona jest w szpitalu...Nie wiadomo czy przeżyje...- Po moim policzku łzy ściekały strumieniami.
- Jadę z tobą. - Ogłosił Harry.
- Noi ja też. - Zaoferowała się Karolina.
- My zostaniemy, przypilnujemy tu sytuacje. Żeby skandalu nie było. - Nic nie odpowiedziałem tylko pognałem z Harrym i Karoliną do hotelu który znajdował się pieszo 3 minuty od areny. Wpadliśmy do hotelu. Ja pobiegłem do swojego pokoju i do walizki powrzucałem najważniejsze rzeczy. Po 10 minutach jechaliśmy już taksówką na lotnisko. Była godzina 16 to właśnie teraz Roxy miała do mnie lecieć. Najbliższy samolot do Londynu mamy za pół godziny. Siedliśmy w terminalu i spokojnie czekaliśmy na samolot. Harry przerwał tą niezręczną chwilę.
- A co dokładnie się stało?
- Nie wiem. Wiem tyle, że jest źle. Bardzo źle. - Schowałem twarz w dłoniach i rozpłakałem się. Karolina usiadła obok i mnie przytulała ale to i tak nie pomagało. Moja księżniczka...moja ukochana księżniczka walczy o życie w szpitalu.
- A co z dzieckiem? - Odezwała się tym razem Karolina.
- Nie wiem. - Odpowiadałem przez płacz...
**** oczami Perrie ****
Weszłam do sali w której leżała Roxy. Niall już jedzie. Tylko niestety będzie dopiero w nocy. Wykonali dziewczynie wszystkie potrzebne badania ale na razie nie chcą nic powiedzieć. Siedziałam przy niej koło godziny aż w końcu do sali wkroczył lekarz. Poderwałam się na równe nogi.
- I jak? Jak badania?
- Zwróciłam się do faceta w białym kitlu.
- Dziecku nic nie jest...to cud...Naprawdę. Nie widziałem nigdy czegoś podobnego.
- Czy jej życiu zagraża jakieś niebezpieczeństwo?
- Wszystko się okaże. Te następne 48 godzin jest najważniejsze. - Powiedział do mnie lekarz i wyszedł z sali. Siedziałam przy Roxy do samego wieczora. W końcu usłyszałam trzask drzwi a przy mnie była już jej mama.
- Co z nią? - Zwróciła się do mnie.
- Jest w ciężkim stanie ale z dzieckiem jest wszystko w porządku. Lekarz powiedział, że to cud. - Mama dziewczyny uśmiechnęła się przez płacz. - Jest teraz w śpiączce i najważniejsze są następne dwie doby. - Wyszłam z sali pozwalając matce Roxy siąść z córką sam na sam. Ja usiadłam na krześle przed salą. Dlaczego to wszystko musi się przytrafiać akurat jej? Co ona takiego złego zrobiła?
**** o 4 nad ranem ****
**** oczami Nialla ****
W końcu po wielu godzinach razem z Harrym i Karoliną udało mi się dostać do szpitala. Recepcjonistka pokierowała mnie do sali numer 208. Faktycznie, na korytarzu na krześle spała Perrie a obok łóżka Roxy czuwała jej mama. Widać było ogromne zmęczenie na jej twarzy. Było bardzo ciemno lecz migające monitory oświetlały jej twarz. Postanowiłem obudzić Perrie.
- Perrie. - Zwróciłem się do dziewczyny lekko potrząsając. Ona natychmiastowo się obudziła.
- O Nialler. Już jesteś. - Spojrzała na mnie zaspanym wzrokiem. - Ooo Harry, Karolina...
- Perrie co z nią? - Wskazałem palcem na dziewczynę. Była cała poobijana. Miała obdartą twarz, ręce. To był masakryczny widok. Chciało mi się płakać gdy ją widziałem.
- Więc. Sama Roxy jest w bardzo ciężkim stanie...- Tłumaczyła nam.- Ale lekarz powiedział, że z dzieckiem jest wszystko w porządku. Mówił, że nigdy nie widział czegoś takiego. Twierdzi, że to jest jakiś cud. - W głębi duszy odetchnąłem, że z moim synkiem jest wszystko w porządku.
- Ona śpi? - Zwróciła się Karolina do Perrie.
- Nie, ona jest w śpiączce. - Odparła ze smutkiem Blondynka. Wszedłem do sali. Gdy mama Roxy mnie zobaczyła, od razu zwolniła mi miejsce obok łóżka na krześle a sama wyszła z sali. Po cichu zająłem miejsce obok mojego skarba. Bez słowa wpatrywałem się w jej poobijaną twarz. I tak była piękna. Złapałem ją za rękę. Jej dłoń także była cała obdarta. Nie wytrzymałem i po prostu się rozpłakałem.Mimo tego, że była przykryta kołdrą widać było zaokrąglony brzuch. Siedziałem tak trzymając ją za rękę...
**** miesiąc później ****
Z Roxy jest coraz lepiej. Bynajmniej tak mówią lekarze. Niestety na razie nie mogą wybudzić jej ze śpiączki ponieważ jest za słaba. Codziennie przez ten cały miesiąc siedzę przy niej. Zmieniam się jedynie albo z mamą Roxy albo z Harry'm, Perrie bądź z Karolą.
- Niall, chodź pojadę z tobą do domu. Weźmiesz prysznic. Przebierzesz się. Odpoczniesz. - Mówiła do mnie Edwards.
- Nie zostawię jej.
- Niall, jest ju jeszcze jej mama, Harry i Karolina. Chodź.
- Nie.
- Proszę cię. Ogarniesz się i wrócimy tu.
- No dobra. - Wstałem z krzesła ustępując Karoli. Razem z Perrie udałem się spacerem do domu. Ze szpitala do domu na nogach było koło 15 minut. Po przyjściu do domu Perrie zwróciła się do mnie:
- Ja idę zrobić ci coś do jedzenia a ty idź weź prysznic i się przebierz. - Nic nie odpowiedziałem tylko posłusznie wykonałem jej polecenie. Wszedłem po schodach na górę i wziąłem ciepły prysznic. Przebrałem się, ogoliłem i zszedłem na dół. W całym domu unosił się zapach świeżo upieczonych naleśników. Perrie stała przy kuchennym blacie.
- Chodź, siadaj. - Zaprosiła mnie z uśmiechem. Wziąłem bez słowa talerz i zacząłem zajadać naleśniki. Perrie zrobiła tak samo. - Musisz być teraz silny. - Zwróciła się do mnie.
- Wiem. - Odpowiedziałem jej cicho. Byłem w kompletnym dołku. Od czasu wypadku w ogóle nie kontaktowałem ze światem. Od tamtego czasu liczy się dla mnie tylko ona. To ona jest najważniejsza...
________________________________________________
Taaadaamm!! Macie kolejny rozdział. W tym trochę smutku. Niestety ale w następnych zapawniam was, że będzie lepiej. Proszę was o jak najwięcej komentarzy bo naprawdę mi to pomaga.
Roxy długo nie wracała, zaczynałam się martwić. Była 15:20. Za niedługo spóźnimy się na samolot. W pewnym momencie usłyszałam dźwięk telefonu. Podeszłam do komody i sięgnęłam po telefon. Na ekranie wyświetlał się jakiś numer jednak nie miałam go zapisanego w kontaktach. Z lekkim niepokojem odebrałam telefon.
- Tak? - Powiedziałam niepewnie do słuchawki.
- Czy przy telefonie pani Perrie Edwards?
- Tak, to ja.
- Pani przyjaciółka Roxana znajduje się w szpitalu. Proszę o natychmiastowe przyjechanie. - Nogi się pode mną ugięły. Zrobiło mi się słabo.
- Dobrze, przyjadę. - Rozłączyłam się. Natychmiast złapałam kluczyki do auta i pognałam do samochodu. Nerwowo odpaliłam silnik i już po chwili jechałam do szpitala. Tylko co mogło się stać? Co z dzieckiem?! Po 20 minutach byłam już szpitalu. Wpadłam jak torpeda do budynku i pobiegłam do rejestracji.
- Gdzie mogę znaleźć Roxanę, Roxanę Kielecką. Została tu przewieziona niedawno.
- Pani Roxana...obecnie znajduje się w sali 208. - Nic więcej nie odpowiedziałam tylko pędem ruszyłam do pokoju wyznaczonego przez recepcjonistkę. Stanęłam jak wryta. Nie wchodziłam do sali. Przez duże okno widziałam Roxy...Była cała poobijana i obdarta. Nad nią stało kilku lekarzy i pielęgniarki. W końcu gościu w białym kitlu wyszedł na korytarz. Podszedł do mnie.
- Witam, czy to pani Perrie Edwards?
- Tak to ja.
- Więc pani przyjaciółka uległa poważnemu wypadkowi. - Wskazał palcem na dziewczynę leżącą bezwładnie na łóżku.
- Wypadkowi?!
- Tak, została potrącona przez samochód.
- O matko...Ale ona jest w ciąży.
- Wiemy. Jej stan jest bardzo poważny. Na razie jest w śpiączce farmakologicznej.
- Czy to nie szkodzi dziecku?
- Sama śpiączka nie, lecz na razie nie wiemy jakie obrażenia poniosło dziecko w wyniku wypadku. Czy pani Roxana ma jakąś rodzinę?
- Tak, matkę i chłopaka.
- To jakby mogła pani ich powiadomić. Dziewczyna jest dorosła ale lepiej jak będzie tu jej rodzina.
- Jasne, zadzwonię.
- Dziękuję.
- Mogę do niej wejść?
- Tak ale tylko na chwilkę. Proszę być w dobrej myśli. - Uśmiechnął się do mnie lekarz i odszedł. Wykonałam telefon do mamy Roxy. Strasznie się ta kobieta zdenerwowała. Za kilka godzin powinna być w szpitalu. Powiedziała, że złapie jak najszybszy samolot do Londynu. Następnie miałam zadzwonić do Niallera a to już poważniejsza sprawa...
**** oczami Nialla ****
Miałem próbę. Dzisiaj o 19 mamy koncert w L.A strasznie się denerwuję bo to w końcu Stany...Z drugiej strony nie mogłem się doczekać jutra. W końcu przyjeżdża moja ukochana dziewczyna. Matko, jak ja za nią tęsknię. Moje rozmyślenia przerwał mi dźwięk dzwonka telefonu. Spojrzałem na wyświetlacz. Była to Perrie tylko co ona mogła chcieć? Odebrałem.
- Tak?
- Niall musisz przyjechać! - Krzyczała do telefonu.
- Jak to muszę? Co się stało?! - Zaczynałem się denerwować.
- Roxy miała wypadek...jest w szpitalu...- Myślałem, że tam zejdę na zawał. Nogi zrobiły mi się jak z waty.
- Ale co cię stało?!- Wydusiłem z siebie.
- Potrąciło ją auto! Niall...Ona może tego nie przeżyć...- Dziewczyna rozpłakała się na dobre.
- Już jadę. - Rozłączyłem się i natychmiastowo pobiegłem do chłopaków.
- Chłopcy! Ja muszę natychmiast wrócić do Anglii! - Wszyscy patrzyli się na mnie jak na idiotę.
- Po co? Nienormalny jesteś? - Odezwał się Louis.
- Roxy...Ona jest w szpitalu...Nie wiadomo czy przeżyje...- Po moim policzku łzy ściekały strumieniami.
- Jadę z tobą. - Ogłosił Harry.
- Noi ja też. - Zaoferowała się Karolina.
- My zostaniemy, przypilnujemy tu sytuacje. Żeby skandalu nie było. - Nic nie odpowiedziałem tylko pognałem z Harrym i Karoliną do hotelu który znajdował się pieszo 3 minuty od areny. Wpadliśmy do hotelu. Ja pobiegłem do swojego pokoju i do walizki powrzucałem najważniejsze rzeczy. Po 10 minutach jechaliśmy już taksówką na lotnisko. Była godzina 16 to właśnie teraz Roxy miała do mnie lecieć. Najbliższy samolot do Londynu mamy za pół godziny. Siedliśmy w terminalu i spokojnie czekaliśmy na samolot. Harry przerwał tą niezręczną chwilę.
- A co dokładnie się stało?
- Nie wiem. Wiem tyle, że jest źle. Bardzo źle. - Schowałem twarz w dłoniach i rozpłakałem się. Karolina usiadła obok i mnie przytulała ale to i tak nie pomagało. Moja księżniczka...moja ukochana księżniczka walczy o życie w szpitalu.
- A co z dzieckiem? - Odezwała się tym razem Karolina.
- Nie wiem. - Odpowiadałem przez płacz...
**** oczami Perrie ****
Weszłam do sali w której leżała Roxy. Niall już jedzie. Tylko niestety będzie dopiero w nocy. Wykonali dziewczynie wszystkie potrzebne badania ale na razie nie chcą nic powiedzieć. Siedziałam przy niej koło godziny aż w końcu do sali wkroczył lekarz. Poderwałam się na równe nogi.
- I jak? Jak badania?
- Zwróciłam się do faceta w białym kitlu.
- Dziecku nic nie jest...to cud...Naprawdę. Nie widziałem nigdy czegoś podobnego.
- Czy jej życiu zagraża jakieś niebezpieczeństwo?
- Wszystko się okaże. Te następne 48 godzin jest najważniejsze. - Powiedział do mnie lekarz i wyszedł z sali. Siedziałam przy Roxy do samego wieczora. W końcu usłyszałam trzask drzwi a przy mnie była już jej mama.
- Co z nią? - Zwróciła się do mnie.
- Jest w ciężkim stanie ale z dzieckiem jest wszystko w porządku. Lekarz powiedział, że to cud. - Mama dziewczyny uśmiechnęła się przez płacz. - Jest teraz w śpiączce i najważniejsze są następne dwie doby. - Wyszłam z sali pozwalając matce Roxy siąść z córką sam na sam. Ja usiadłam na krześle przed salą. Dlaczego to wszystko musi się przytrafiać akurat jej? Co ona takiego złego zrobiła?
**** o 4 nad ranem ****
**** oczami Nialla ****
W końcu po wielu godzinach razem z Harrym i Karoliną udało mi się dostać do szpitala. Recepcjonistka pokierowała mnie do sali numer 208. Faktycznie, na korytarzu na krześle spała Perrie a obok łóżka Roxy czuwała jej mama. Widać było ogromne zmęczenie na jej twarzy. Było bardzo ciemno lecz migające monitory oświetlały jej twarz. Postanowiłem obudzić Perrie.
- Perrie. - Zwróciłem się do dziewczyny lekko potrząsając. Ona natychmiastowo się obudziła.
- O Nialler. Już jesteś. - Spojrzała na mnie zaspanym wzrokiem. - Ooo Harry, Karolina...
- Perrie co z nią? - Wskazałem palcem na dziewczynę. Była cała poobijana. Miała obdartą twarz, ręce. To był masakryczny widok. Chciało mi się płakać gdy ją widziałem.
- Więc. Sama Roxy jest w bardzo ciężkim stanie...- Tłumaczyła nam.- Ale lekarz powiedział, że z dzieckiem jest wszystko w porządku. Mówił, że nigdy nie widział czegoś takiego. Twierdzi, że to jest jakiś cud. - W głębi duszy odetchnąłem, że z moim synkiem jest wszystko w porządku.
- Ona śpi? - Zwróciła się Karolina do Perrie.
- Nie, ona jest w śpiączce. - Odparła ze smutkiem Blondynka. Wszedłem do sali. Gdy mama Roxy mnie zobaczyła, od razu zwolniła mi miejsce obok łóżka na krześle a sama wyszła z sali. Po cichu zająłem miejsce obok mojego skarba. Bez słowa wpatrywałem się w jej poobijaną twarz. I tak była piękna. Złapałem ją za rękę. Jej dłoń także była cała obdarta. Nie wytrzymałem i po prostu się rozpłakałem.Mimo tego, że była przykryta kołdrą widać było zaokrąglony brzuch. Siedziałem tak trzymając ją za rękę...
**** miesiąc później ****
Z Roxy jest coraz lepiej. Bynajmniej tak mówią lekarze. Niestety na razie nie mogą wybudzić jej ze śpiączki ponieważ jest za słaba. Codziennie przez ten cały miesiąc siedzę przy niej. Zmieniam się jedynie albo z mamą Roxy albo z Harry'm, Perrie bądź z Karolą.
- Niall, chodź pojadę z tobą do domu. Weźmiesz prysznic. Przebierzesz się. Odpoczniesz. - Mówiła do mnie Edwards.
- Nie zostawię jej.
- Niall, jest ju jeszcze jej mama, Harry i Karolina. Chodź.
- Nie.
- Proszę cię. Ogarniesz się i wrócimy tu.
- No dobra. - Wstałem z krzesła ustępując Karoli. Razem z Perrie udałem się spacerem do domu. Ze szpitala do domu na nogach było koło 15 minut. Po przyjściu do domu Perrie zwróciła się do mnie:
- Ja idę zrobić ci coś do jedzenia a ty idź weź prysznic i się przebierz. - Nic nie odpowiedziałem tylko posłusznie wykonałem jej polecenie. Wszedłem po schodach na górę i wziąłem ciepły prysznic. Przebrałem się, ogoliłem i zszedłem na dół. W całym domu unosił się zapach świeżo upieczonych naleśników. Perrie stała przy kuchennym blacie.
- Chodź, siadaj. - Zaprosiła mnie z uśmiechem. Wziąłem bez słowa talerz i zacząłem zajadać naleśniki. Perrie zrobiła tak samo. - Musisz być teraz silny. - Zwróciła się do mnie.
- Wiem. - Odpowiedziałem jej cicho. Byłem w kompletnym dołku. Od czasu wypadku w ogóle nie kontaktowałem ze światem. Od tamtego czasu liczy się dla mnie tylko ona. To ona jest najważniejsza...
________________________________________________
Taaadaamm!! Macie kolejny rozdział. W tym trochę smutku. Niestety ale w następnych zapawniam was, że będzie lepiej. Proszę was o jak najwięcej komentarzy bo naprawdę mi to pomaga.
Rozdział 36: '' Upadłam na ziemię i urwał mi się film... ''
Obudziłam się rano. Uśmiechnęłam się na samą myśl o tym, że to już dzisiaj wyjeżdżam do Stanów, a co najważniejsze, do Nialla. Strasznie za nim tęsknię. Samolot mamy dopiero o 16 a do Los Angeles leci się około 11 godzin czyli na miejscu będziemy dopiero o 3 czasu brytyjskiego. Postanowiłam nie marnować dnia i od razu wstałam i poszłam do łazienki. Wzięłam ciepły prysznic, zrobiłam jasny makijaż i ubrałam się w to:
Jestem prawie w 5 miesiącu ciąży, więc mój brzuszek jest już dość widoczny, wygląda on tak:
Zeszłam po schodach na dół. Oczywiście w kuchni już krzątała się Perrie czyli ranny ptaszek.
- Hej śpioszku. - Przywitała mnie radośnie.
- Cześć. - Dałam dziewczynie buziaka w policzek.
- Słuchaj, o której mamy samolot?
- O 16 a na 12 idę do lekarza.
- Ok. A do lekarza idę z tobą.
- Dobra, tylko jeszcze Dawid z nami idzie...
- Dawid?
- Tak...
- Roxy, tylko w nic się nie wplątaj.
- No co ty. Ja kocham tylko Nialla.
- Jak tam sobie chcesz... - Perrie postawiła na stole talerz z górą pysznych naleśników. Po zjedzeniu swojej porcji wybrałam numer do Dawida.
- Hej. - Przywitał mnie radosnie chłopak.
- Hej Dawid. Idziesz ze mną z Perrie do lekarza?
- No jasne. Przecież ci obiecałem.
- Na 12 mam do lekarza.
- Okey. O której po ciebie przyjechać? Bądź o...- Spojrzałam na zegarek widniała na nim 10:20. - Bądź o 11. Jeszcze Perrie z nami jedzie.
- Ok. To będe.
- Dobra. Czekamy. Pa
- Pa - Zakończyłam rozmowę z chłopakiem. Odrazu wybrałam numer do mojego ukochanego.
- Cześć księżniczko. - Usłyszałam jego ciepły głos.
- Hej skarbie.
- Jak tam u ciebie?
- Jest dobrze. Na 12 jestem umówiona do lekarza.
- No w końcu. Mam nadzieje, że po wizycie do mnie zadzwonisz.
- Oczywiście, że zadzwonie.
- O której masz samolot?
- O 16. Już jutro się widzimy.
- Noo. Przyjadę po ciebie i Perrie na lotnisko. Będziesz koło 3 w nocy tak?
- Tak. Tylko w Stanach jest inny czas...
- Wiem. Wiem ale ja liczę w Brytyjskim.
- Dobra to przyjedź po nas.
- Ok będę. Kocham Cię.
- Ja ciebie też
- Pa słońce.
- Pa. - Rozłączyłam się. Pobiegłam na górę aby spakować rzeczy na wyjazd bo oczywiście ja jak to ja wszystko na ostatnią chwilę. Spakowałam sporo rzeczy bo jedziemy na dość długo. Spojrzałam na zegarek. Była godzina 10:55 więc Dawid ma zaraz po nas być. Zeszłam po schodach. W salonie na kanapie siedziała Edwards.
- Perrie?
- Hmm?
- Po lekarzu pójdziesz ze mną do galerii?
- A po co? - Spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
- Chciałam zobaczyć na jakieś ubranka dla dziecka.
- Ok. Nie ma sprawy. Z przyjemnością z tobą pójdę. - W tej chwili zadzwonił dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć.
- Cześć. - Przywitał mnie Dawid dając buziaka w policzek.
- Hej. Jedziemy?
- Tak.
- Perrie! Chodź! Dawid już jest! - Blondynka w sekundzie zjawiła się obok nas. Przywitała się z chłopakiem i poszliśmy do auta. W drodze do lekarza rozmawialiśmy na rożne tematy. Po godzinie drogi byliśmy na miejscu. Były straszne korki. Szczególnie w centrum Londynu. Wbiegłam z impetem do gabinetu lekarskiego.
- Dzień dobry. - Przywitał mnie lekarz.
- Dzień dobry. Dzisiaj jestem z moimi przyjaciółmi. Nie chłopakiem. Niall wyjechał w trasę.
- Dobrze. Nie ma problemu. Zapraszam na łóżko. Proszę się położyć. - Zrobiłam co kazał lekarz a on wykonał USG. Na monitorze widziałam moje dziecko. Było o wiele większe niż ostatnio. Dawid patrzył się zafascynowany. Jak zwykle po badaniu lekarz dał mi do ręki mały druczek, zdjęcie USG.
- Panie doktorze?
- Tak?
- Ja dzisiaj wyjeżdżam. Lecę samolotem do Stanów. Czy nic się nie stanie dziecku?
- Nie. Nie powinno ale proszę uważać na siebie. Nie może się pani przemęczać.
- Dobrze. Dziękuje. - Wyszliśmy z gabinetu.
- Dawid?
- Tak? - Spojrzał na mnie z uśmiechem.
- Podwieziesz nas do Galerii?
- Jasne. Nie ma problemu.
- Dzięki. - Dałam chłopakowi buziaka w policzek. Ostatnimi czasy stał się dla mnie bardzo bliski. Jednak ja kocham tylko i wyłącznie Nialla. Po 20 minutach drogi. Byliśmy pod Galerią.
- Idziesz z nami? Zwróciłam się do chłopaka.
- A co będziecie kupować?
- Zobaczymy na ubranka dla dziecka. - Położyłam rękę na brzuchu.
- Dobra. To mogę iść. Dawid stylista się przyda. - Wszyscy wybuchliśmy śmiechem.Weszliśmy do galerii. Obeszliśmy mnóstwo sklepów z ubrankami dla dzieci ale nic fajnego nie rzuciło nam się w oczy...do czasu...
- Chodźcie tam!- Wskazałam palcem na sklep w kolorze pastelowej żółci. Zaciągnęłam przyjaciół do sklepu. Od razu w oczy rzuciły mi się śliczne ubranka. Złapałam je w ręce i już nie puściłam. Wyglądały one tak:
Wyszliśmy za galerii i udaliśmy się do auta. Była 14:30 więc już musieliśmy wracać. Dawid spokojnie odwiózł nas do domu i pożegnał się z nami bo już się nie zobaczymy przed wyjazdem. My wparowałyśmy do domu. Perrie poszła przed telewizor a ja postanowiłam, że zadzwonię do Nialla. W końcu mu to obiecałam. Wybrałam numer do Irlandczyka.
- Hej Nialler. - Przywitałam chłopaka.
- No cześć misiu. Jak tam u lekarza? Wszystko w porządku?
- Tak, jak w najlepszym. Tylko nie mogę się przemęczać.
- No właśnie. Ja ci to cały czas mówię a ty mnie nie słuchasz.
- Oj tam oj tam.
- Masz zdjęcie USG?
- Mam.
- To przywieź mi. Chciałbym zobaczyć mojego synka.
- Oczywiście. Przywiozę ci. To do zobaczenia.
- Pa księżniczko.
- Pa. - Rozłączyłam się. W pore przypomniałam sobie, że my nie mamy nic do picia na drogę.
- Perrie, ja jeszcze wychodzę do sklepu.
- Ok. Tylko wracaj szybko bo już musimy jechać.
- Dobrze, będę za 15 minut. - Rzuciłam na odchodne i już wyszłam z domu. Kierowałam się szybkim krokiem do centrum Londynu. Musiałam się spieszyć a oczywiście moje szczęście to tak w sumie nieszczęście więc światło na przejściu dla pieszych zrobiło się czerwone. Stałam z garstką ludzi i czekałam na zielone. W końcu zmieniło się. Weszłam na pasy. Usłyszałam głośny pisk opon. Spojrzałam w bok. Mignął mi przed oczami czarny samochód. Poczułam przeraźliwy ból. Jeszcze nigdy nic mnie tak nie bolało. Upadłam na ziemię i urwał mi się film...
__________________________________________
Dzisiaj trochę drastycznie, ale tak naprawdę prawdziwych emocji możecie się spodziewać w kolejnych 2-3 rozdziałach. Kolejny dodam jak będzie dopiero 5 komentarzy! Mm nadzieję, że was na to stać! Trzymam kciuki.
Ps. Pozdrawiam Żyrafę ;)
Jestem prawie w 5 miesiącu ciąży, więc mój brzuszek jest już dość widoczny, wygląda on tak:
Zeszłam po schodach na dół. Oczywiście w kuchni już krzątała się Perrie czyli ranny ptaszek.
- Hej śpioszku. - Przywitała mnie radośnie.
- Cześć. - Dałam dziewczynie buziaka w policzek.
- Słuchaj, o której mamy samolot?
- O 16 a na 12 idę do lekarza.
- Ok. A do lekarza idę z tobą.
- Dobra, tylko jeszcze Dawid z nami idzie...
- Dawid?
- Tak...
- Roxy, tylko w nic się nie wplątaj.
- No co ty. Ja kocham tylko Nialla.
- Jak tam sobie chcesz... - Perrie postawiła na stole talerz z górą pysznych naleśników. Po zjedzeniu swojej porcji wybrałam numer do Dawida.
- Hej. - Przywitał mnie radosnie chłopak.
- Hej Dawid. Idziesz ze mną z Perrie do lekarza?
- No jasne. Przecież ci obiecałem.
- Na 12 mam do lekarza.
- Okey. O której po ciebie przyjechać? Bądź o...- Spojrzałam na zegarek widniała na nim 10:20. - Bądź o 11. Jeszcze Perrie z nami jedzie.
- Ok. To będe.
- Dobra. Czekamy. Pa
- Pa - Zakończyłam rozmowę z chłopakiem. Odrazu wybrałam numer do mojego ukochanego.
- Cześć księżniczko. - Usłyszałam jego ciepły głos.
- Hej skarbie.
- Jak tam u ciebie?
- Jest dobrze. Na 12 jestem umówiona do lekarza.
- No w końcu. Mam nadzieje, że po wizycie do mnie zadzwonisz.
- Oczywiście, że zadzwonie.
- O której masz samolot?
- O 16. Już jutro się widzimy.
- Noo. Przyjadę po ciebie i Perrie na lotnisko. Będziesz koło 3 w nocy tak?
- Tak. Tylko w Stanach jest inny czas...
- Wiem. Wiem ale ja liczę w Brytyjskim.
- Dobra to przyjedź po nas.
- Ok będę. Kocham Cię.
- Ja ciebie też
- Pa słońce.
- Pa. - Rozłączyłam się. Pobiegłam na górę aby spakować rzeczy na wyjazd bo oczywiście ja jak to ja wszystko na ostatnią chwilę. Spakowałam sporo rzeczy bo jedziemy na dość długo. Spojrzałam na zegarek. Była godzina 10:55 więc Dawid ma zaraz po nas być. Zeszłam po schodach. W salonie na kanapie siedziała Edwards.
- Perrie?
- Hmm?
- Po lekarzu pójdziesz ze mną do galerii?
- A po co? - Spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
- Chciałam zobaczyć na jakieś ubranka dla dziecka.
- Ok. Nie ma sprawy. Z przyjemnością z tobą pójdę. - W tej chwili zadzwonił dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć.
- Cześć. - Przywitał mnie Dawid dając buziaka w policzek.
- Hej. Jedziemy?
- Tak.
- Perrie! Chodź! Dawid już jest! - Blondynka w sekundzie zjawiła się obok nas. Przywitała się z chłopakiem i poszliśmy do auta. W drodze do lekarza rozmawialiśmy na rożne tematy. Po godzinie drogi byliśmy na miejscu. Były straszne korki. Szczególnie w centrum Londynu. Wbiegłam z impetem do gabinetu lekarskiego.
- Dzień dobry. - Przywitał mnie lekarz.
- Dzień dobry. Dzisiaj jestem z moimi przyjaciółmi. Nie chłopakiem. Niall wyjechał w trasę.
- Dobrze. Nie ma problemu. Zapraszam na łóżko. Proszę się położyć. - Zrobiłam co kazał lekarz a on wykonał USG. Na monitorze widziałam moje dziecko. Było o wiele większe niż ostatnio. Dawid patrzył się zafascynowany. Jak zwykle po badaniu lekarz dał mi do ręki mały druczek, zdjęcie USG.
- Panie doktorze?
- Tak?
- Ja dzisiaj wyjeżdżam. Lecę samolotem do Stanów. Czy nic się nie stanie dziecku?
- Nie. Nie powinno ale proszę uważać na siebie. Nie może się pani przemęczać.
- Dobrze. Dziękuje. - Wyszliśmy z gabinetu.
- Dawid?
- Tak? - Spojrzał na mnie z uśmiechem.
- Podwieziesz nas do Galerii?
- Jasne. Nie ma problemu.
- Dzięki. - Dałam chłopakowi buziaka w policzek. Ostatnimi czasy stał się dla mnie bardzo bliski. Jednak ja kocham tylko i wyłącznie Nialla. Po 20 minutach drogi. Byliśmy pod Galerią.
- Idziesz z nami? Zwróciłam się do chłopaka.
- A co będziecie kupować?
- Zobaczymy na ubranka dla dziecka. - Położyłam rękę na brzuchu.
- Dobra. To mogę iść. Dawid stylista się przyda. - Wszyscy wybuchliśmy śmiechem.Weszliśmy do galerii. Obeszliśmy mnóstwo sklepów z ubrankami dla dzieci ale nic fajnego nie rzuciło nam się w oczy...do czasu...
- Chodźcie tam!- Wskazałam palcem na sklep w kolorze pastelowej żółci. Zaciągnęłam przyjaciół do sklepu. Od razu w oczy rzuciły mi się śliczne ubranka. Złapałam je w ręce i już nie puściłam. Wyglądały one tak:
Wyszliśmy za galerii i udaliśmy się do auta. Była 14:30 więc już musieliśmy wracać. Dawid spokojnie odwiózł nas do domu i pożegnał się z nami bo już się nie zobaczymy przed wyjazdem. My wparowałyśmy do domu. Perrie poszła przed telewizor a ja postanowiłam, że zadzwonię do Nialla. W końcu mu to obiecałam. Wybrałam numer do Irlandczyka.
- Hej Nialler. - Przywitałam chłopaka.
- No cześć misiu. Jak tam u lekarza? Wszystko w porządku?
- Tak, jak w najlepszym. Tylko nie mogę się przemęczać.
- No właśnie. Ja ci to cały czas mówię a ty mnie nie słuchasz.
- Oj tam oj tam.
- Masz zdjęcie USG?
- Mam.
- To przywieź mi. Chciałbym zobaczyć mojego synka.
- Oczywiście. Przywiozę ci. To do zobaczenia.
- Pa księżniczko.
- Pa. - Rozłączyłam się. W pore przypomniałam sobie, że my nie mamy nic do picia na drogę.
- Perrie, ja jeszcze wychodzę do sklepu.
- Ok. Tylko wracaj szybko bo już musimy jechać.
- Dobrze, będę za 15 minut. - Rzuciłam na odchodne i już wyszłam z domu. Kierowałam się szybkim krokiem do centrum Londynu. Musiałam się spieszyć a oczywiście moje szczęście to tak w sumie nieszczęście więc światło na przejściu dla pieszych zrobiło się czerwone. Stałam z garstką ludzi i czekałam na zielone. W końcu zmieniło się. Weszłam na pasy. Usłyszałam głośny pisk opon. Spojrzałam w bok. Mignął mi przed oczami czarny samochód. Poczułam przeraźliwy ból. Jeszcze nigdy nic mnie tak nie bolało. Upadłam na ziemię i urwał mi się film...
__________________________________________
Dzisiaj trochę drastycznie, ale tak naprawdę prawdziwych emocji możecie się spodziewać w kolejnych 2-3 rozdziałach. Kolejny dodam jak będzie dopiero 5 komentarzy! Mm nadzieję, że was na to stać! Trzymam kciuki.
Ps. Pozdrawiam Żyrafę ;)
piątek, 15 sierpnia 2014
Rozdział 35: '' Nie widzisz, że ona jest w ciąży?! ''
Obudziłam się rano. Nikogo nie było w pokoju. Przez chwilę miałam
wrażenie, że Niall leży obok mnie. Ale to było niestety tylko złudzenie.
Nie wiem jak ja to wytrzymam ale jakoś muszę. Wstałam z łóżka i powoli
skierowałam się do łazienki. Wzięłam ciepły prysznic. Zrobiłam lekki
makijaż, włosy związałam w kucyka i ubrałam się w to:
Dzisiaj jak na początek listopada i jak na to, że jest to Londyn to pogoda jest zaskakująco dobra. Świeci słońce, ćwierkają ptaki. Jest super. Wychodząc z pokoju po schodach skierowałam się wprost do kuchni. Tam przy blacie stała już Perrie i robiła kawę.
- Hej Roxy. Jak się spało?
- Hej. Dobrze. Zrobisz mi kawę? - Zapytałam siadając przy stole.
- Jasne. - Dziewczyna wsypała proszek do kubka i zalała gorącą wodą. Postawiła kubek przede mną z uśmiechem.
- Dzięki. - Łykłam napoju. Po chwili podbiegłam do zlewu i wyplułam kawę.
- Co jest? Aż taka niedobra? - Popatrzyła na mnie Blondynka ze zdziwieniem.
- Nie. Tylko ja jestem w ciąży i nie mogę pić kawy.
- O matko. Zapomniałam. Przepraszam. - Perrie wzięła kubek, wylała kawę i zrobiła mi herbatę.
- Dziękuje. - Powiedziałam biorąc od Edwards kubek.
- Naprawdę zapomniałam. Przepraszam. - Zarumieniła się.
- Nic się nie stało. - Wstałam z krzesła i ruszyłam w kierunku salonu. Jednak po drodze zrobiło mi się słabo. Złapałam się blatu. Perrie odrazu to zauważyła.
- Roxy...Dobrze się czujesz? - Podeszła do mnie i objęła ramieniem.
- Muszę się położyć. - Z pomocą dziewczyny doszłam do salonu i położyłam się na kanapie. - To napewno z nerwów. - Odparłam.
- Nie watpię. Może zadzwonię po lekarza? - Popatrzyła na mnie z troską.
- Nie. Nie trzeba. - W tej chwili zadzwonił telefon. Chciałam wstać ale Blondynka mi przerwała.
- Nie Wstawaj. Ja odbiorę. - Dziewczyna sięgnęła po telefon. - To Niall. - Stwierdziła odbierając. Wymieniła z Niebieskookim parę zdań aż w końcu przekazała mi telefon.
- Hej. - Powiedziałam do słuchawki.
- Hej skarbie. Jak się czujesz? Co się dzieje? - Słyszałam, że chłopak był strasznie zmartwiony. Oczywiście Perrie musiała mu wszystko powiedzieć.
- Nic się nie dzieje. Poprostu mi się słabo zrobiło i tyle.
- To nie pierwszy raz. - Westchnął. - Idź do lekarza. Jesteś w ciąży. Tego nie można lekceważyć.
- Niall. Przed wyjazdem mam umówioną wizytę u lekarza. Spokojnie.
- Powinnaś iść wcześniej.
- Niall. Ja się naprawdę dobrze czuję.
- Skarbie. Proszę cię. Idź do lekarza.
- To ja ciebie proszę daj mi spokój. Pójdę przed wyjazdem.
- No już dobrze. Dobra. Muszę kończyć. Zadzwonie wieczorem. Kocham Cię.
- Ja ciebie też.
- Pa.
- Pa.
Odłożyłam telefon na stolik.
- Co mówił? - Zwróciła się do mnie dziewczyna.
- Że muszę iść do lekarza. - Wzdychnęłam.
- Noi ma racje. - Spiorunowałam ją wzrokiem.
- Przed wyjazdem jestem umówiona do lekarza.
- To dobrze. Pójdę z tobą.
- Dzięki. To co dzisiaj robimy?
- Dzisiaj? Dzisiaj to ty odpoczywasz. - Uśmiechnęła się Perrie siadając obok mnie na kanapie.
- Chwilę jeszcze poleżę ale jest już ok.
- Roxy.
- No co? Nie będę cały dzień siedzieć w domu.
- Nie przemęczaj się.
- Nie przemęczam. Może po południu pójdziemy gdzieś z Dawidem i Piotrkiem? - Zaproponowałam.
- Napewno chcesz iść?
- Tak. Będzie fajnie.
- No dobra. Dzwoń do nich. A ja poszukam jakiegoś dobrego filmu. - Perrie wstała i ruszyła do półki z filmami. Ja złapałam za telefon i wybrałam numer do Dawida.
- Tak? - Usłyszałam głos chłopaka w słuchawce.
- Hej. To ja Roxy.
- Ooo cześć. Miło, że dzwonisz.
- Co robisz dzisiaj kolo 16?
- Hmm dzisiaj? Dzisiaj to w sumie siedzę z Piotrkiem z domu.
- Idziesz ze mną i Perrie gdzieś na spacer? Do parku czy coś?
- Fajna propozycja. Możemy iść.
- Spoko. To o 16 w Starbucks'ie obok Big Ben'a.
- Ok. Będziemy.
- Dobra. To pa.
- Pa. - Rozłączyłam się. Akurat wtedy Perrie wybrała jakiś film.
- O 16 w Starbucks'ie obok Big Ben'a zwróciłam się do Blondynki.
- Ok. Znalazłam jakiś film. - Perrie Pomachała mi pudełkiem przed nosem.
- Fajnie. To oglądamy. - Odparłam z uśmiechem na twarzy. Zaczęłyśmy oglądać film. Okazał się być mega śmieszną komedią która w 100% poprawiła mi humor. Oglądałyśmy film do około 13. Po skończonym filmie ruszyłyśmy do kuchni aby zrobić sobie obiad. Otworzyłam lodówkę.
- Perrie. Mamy pustki w lodówce. Nie wiem co zjemy. Chyba będziemy głodować. - Zaśmiałam się.
- Trudno. Zamówimy jedzenie.
- Oooo dobry pomysł.
- Może sushi? Możesz to jeść?
- Tak, myślę, że to mi nie zaszkodzi.
- Ok. To ja zamawiam. - Dziewczyna oddaliła się z telefonem. Ja postanowiłam wykorzystać sytuację i zadzwonić do Karoliny. Wybrałam jej numer i już po chwili w słuchawce słyszałam jej ciepły głos.
- Cześć kochana. - Przywitała mnie ciepło.
- Hej. Co tam u ciebie?
- No wiesz, jakoś to9 jest. Strasznie dużo podróżujemy.
- No jak to w trasie. Niall ma jakąś dziewczynę na boku?
- Hahaha Roxy. Co ci przyszło do głowy? - Zaśmiała się przyjaciółka.
- Nie wiem. Tak pytam.
- Dla twojej wiadomości to Nialler to świetny chłopak i nie, nie ma żadnej dziewczyny na boku. Jest w 100% zakochany w tobie.
- Ja mam nadzieję.
- Zapewniam cię.
- Dobra, Kara. Ja zadzwonię jutro czy coś. To pa apa.
- Pa. - Rozłączyłam się i akurat w tej chwili do pokoju weszła Edwards.
- Zamówione. Za pół godzinki będzie jedzonko. - Poszłyśmy do pokoju i rozsiadłyśmy się na kanapie. Przez kolejne pół godziny wpatrywałyśmy się bez celu w telewizor. Leciały jakieś kreskówki. W końcu w domu rozbrzmiał głos dzwonka do drzwi. Perrie jak na zawołanie poderwała się z kanapy i pobiegła w stronę drzwi. Po 30 sekundach wróciła z zamówionym jedzeniem. Ja również wstałam i skierowałam się do kuchni. Zaczęłyśmy się obżerać sushi. Po zjedzeniu wszystkiego miałyśmy dość.
- Roxy. Jest 14:30 a o 16 jesteśmy umówione, więc musimy się już zbierać.
- Wiem. Ja idę do siebie się w coś ubrać. Jak skończę to przyjdę do ciebie.
- Ok. - Ruszyłyśmy obie po schodach. Ja poszłam do swojego pokoju a Edwards do swojego. Stanęłam przed szafą i zastanawiałam się w co się ubrać. Teraz mam jeszcze większy dylemat ponieważ mam już dość widoczny brzuch. Nie chciałam aby moja ciąża była widoczna. Musiałam się ubrać w coś co będzie to kamuflować. Wogóle muszę iść na zakupy kupić już coś typowo ciążowego bo za niedługo to ja wogóle nie będę miała się w co ubrać. Wzięłam kilka rzeczy i poszłam do łazienki. Wzięłam ciepły prysznic. Wyszłam z kabiny i stanęłam bokiem przed lustrem. Brzuszek był widoczny. Wpatrywałam się jeszcze przez chwilę w swoje odbicie. Pogłaskałam brzuch i zrobiła lekki i jasny makijaż. Ubrałam się w to:
Włosy rozpuściłam i lekko pokręciłam lokówką. Pasek od sukienki zapięłam pod biustem dzięki czemu mój brzuch nie był aż tak widoczny. Ubrałam moje ukochane różowe szpilki. Byłam gotowa. Spojrzałam na zegarek. Widniała na nim godzina 15:15. Wyszłam z pokoju i udałam się do Perrie. Zapukałam ciuchutko. Usłyszałam jedynie ciche "proszę''. Otworzyłam drzwi i weszłam do pokoju. Przed lustrem stała Perrie, wyglądała olśniewająco. Dziewczyna była ubrana w to:
- Łał. Ślicznie wyglądasz. Nie tak jak ja.
- Ty tez pięknie wyglądasz. - Uśmiechała się Edwards..
- Taa. Jak słoń.
- Co ty gadasz. Pięknie wyglądasz. Śliczna sukienka.
- Dziękuję. - Szeroko się uśmiechnęłam
- Idziemy?
- Idziemy. - Odpowiedziałam żwawo i wyszłyśmy z domu. Po 20 minutach spacerkiem byłyśmy już w Starbucks'ie obok Big Ben'a. W tłumie ludzi dojrzałyśmy Piotra i Dawida. Bez wahania podeszłyśmy do chłopaków.
- Ooo jesteście. - Uśmiechnął się Piotr.
- Hej. - Przywitałyśmy się.
- Pięknie wyglądasz. - Szepnął mi na ucho Dawid.
- Mam chłopaka. - Również szepłam mu na ucho. Nie wiem dlaczego ale czułam, że mnie podrywa.
- Nie przeszkadza mi to. - Bez wahania sięgnęłam po jego rękę i przyłożyłam ją sobie do brzucha. On tylko spojrzał na mnie z zaskoczeniem.
- Jestem w ciąży. - Po raz kolejny szepłam chłopakowi na ucho. Ten nic mi nie odpowiedział tylko wpatrywał się we mnie.
- Idziemy gdzieś?-Zagadała Perrie.
- Chodźmy kupić coś do picia w Starbucks'ie a później pójdziemy na spacer czy coś. - Zaproponował Piotrek.
- Okey. - Odpowiedziałam z Perrie równocześnie. Dawid dalej nic się nie odzywał. Wszyscy zamówili kawy, oczywiście oprócz mnie.
- Roxy. A ty nie lubisz kawy? - Wiedziałam, że ciekawski Piotrek w końcu się o to zapyta.
- Lubię ale nie piję.
- Czemu? - Widziałam zdziwienie na jego twarzy.
- Jestem w ciąży. - Uśmiechnęłam się przyjaźnie. Piotra zamurowało.
- Aaaa to wiele wyjaśnia. - Zaśmiał się.
- Dokładnie. - Skończyliśmy ten niewygodny dla nas temat. Rozmawialiśmy bardzo długo. W końcu postanowiliśmy wybrać się na spacer. Spacerowaliśmy w ciemnych uliczkach Londynu. Obok Tamizy. Wszystko było tak pięknie oświetlone.
- Co studiujecie? - Odezwałam się.
- Anglistykę.- Uśmiechnął się przyjaźnie Piotrek.
- Noo to w Anglii napewno sporo się nauczycie. - Odpowiedziała Edwards. Obok nas przebiegł jakiś chłopak. Potrącił mnie łokciem. Niby nic ale było to tak mocno, że syknęłam z bólu. Dawid natychmiast zareagował.
- Nie widzisz, że ona jest w ciąży?! - Krzyknął do chłopaka który tylko się odwrócił i poszedł dalej. - Debil.- Stwierdził po tym jak chłopak nie zareagował. Zdziwiła mnie jego reakcja...
__________________________________________
Jestem kochani! Przybywam do was z kolejnym rozdziałem. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Jeżeli chcecie kolejny rozdział to piszcie komentarze! Muszą być przynajmniej 4! Do zobaczenia!
Dzisiaj jak na początek listopada i jak na to, że jest to Londyn to pogoda jest zaskakująco dobra. Świeci słońce, ćwierkają ptaki. Jest super. Wychodząc z pokoju po schodach skierowałam się wprost do kuchni. Tam przy blacie stała już Perrie i robiła kawę.
- Hej Roxy. Jak się spało?
- Hej. Dobrze. Zrobisz mi kawę? - Zapytałam siadając przy stole.
- Jasne. - Dziewczyna wsypała proszek do kubka i zalała gorącą wodą. Postawiła kubek przede mną z uśmiechem.
- Dzięki. - Łykłam napoju. Po chwili podbiegłam do zlewu i wyplułam kawę.
- Co jest? Aż taka niedobra? - Popatrzyła na mnie Blondynka ze zdziwieniem.
- Nie. Tylko ja jestem w ciąży i nie mogę pić kawy.
- O matko. Zapomniałam. Przepraszam. - Perrie wzięła kubek, wylała kawę i zrobiła mi herbatę.
- Dziękuje. - Powiedziałam biorąc od Edwards kubek.
- Naprawdę zapomniałam. Przepraszam. - Zarumieniła się.
- Nic się nie stało. - Wstałam z krzesła i ruszyłam w kierunku salonu. Jednak po drodze zrobiło mi się słabo. Złapałam się blatu. Perrie odrazu to zauważyła.
- Roxy...Dobrze się czujesz? - Podeszła do mnie i objęła ramieniem.
- Muszę się położyć. - Z pomocą dziewczyny doszłam do salonu i położyłam się na kanapie. - To napewno z nerwów. - Odparłam.
- Nie watpię. Może zadzwonię po lekarza? - Popatrzyła na mnie z troską.
- Nie. Nie trzeba. - W tej chwili zadzwonił telefon. Chciałam wstać ale Blondynka mi przerwała.
- Nie Wstawaj. Ja odbiorę. - Dziewczyna sięgnęła po telefon. - To Niall. - Stwierdziła odbierając. Wymieniła z Niebieskookim parę zdań aż w końcu przekazała mi telefon.
- Hej. - Powiedziałam do słuchawki.
- Hej skarbie. Jak się czujesz? Co się dzieje? - Słyszałam, że chłopak był strasznie zmartwiony. Oczywiście Perrie musiała mu wszystko powiedzieć.
- Nic się nie dzieje. Poprostu mi się słabo zrobiło i tyle.
- To nie pierwszy raz. - Westchnął. - Idź do lekarza. Jesteś w ciąży. Tego nie można lekceważyć.
- Niall. Przed wyjazdem mam umówioną wizytę u lekarza. Spokojnie.
- Powinnaś iść wcześniej.
- Niall. Ja się naprawdę dobrze czuję.
- Skarbie. Proszę cię. Idź do lekarza.
- To ja ciebie proszę daj mi spokój. Pójdę przed wyjazdem.
- No już dobrze. Dobra. Muszę kończyć. Zadzwonie wieczorem. Kocham Cię.
- Ja ciebie też.
- Pa.
- Pa.
Odłożyłam telefon na stolik.
- Co mówił? - Zwróciła się do mnie dziewczyna.
- Że muszę iść do lekarza. - Wzdychnęłam.
- Noi ma racje. - Spiorunowałam ją wzrokiem.
- Przed wyjazdem jestem umówiona do lekarza.
- To dobrze. Pójdę z tobą.
- Dzięki. To co dzisiaj robimy?
- Dzisiaj? Dzisiaj to ty odpoczywasz. - Uśmiechnęła się Perrie siadając obok mnie na kanapie.
- Chwilę jeszcze poleżę ale jest już ok.
- Roxy.
- No co? Nie będę cały dzień siedzieć w domu.
- Nie przemęczaj się.
- Nie przemęczam. Może po południu pójdziemy gdzieś z Dawidem i Piotrkiem? - Zaproponowałam.
- Napewno chcesz iść?
- Tak. Będzie fajnie.
- No dobra. Dzwoń do nich. A ja poszukam jakiegoś dobrego filmu. - Perrie wstała i ruszyła do półki z filmami. Ja złapałam za telefon i wybrałam numer do Dawida.
- Tak? - Usłyszałam głos chłopaka w słuchawce.
- Hej. To ja Roxy.
- Ooo cześć. Miło, że dzwonisz.
- Co robisz dzisiaj kolo 16?
- Hmm dzisiaj? Dzisiaj to w sumie siedzę z Piotrkiem z domu.
- Idziesz ze mną i Perrie gdzieś na spacer? Do parku czy coś?
- Fajna propozycja. Możemy iść.
- Spoko. To o 16 w Starbucks'ie obok Big Ben'a.
- Ok. Będziemy.
- Dobra. To pa.
- Pa. - Rozłączyłam się. Akurat wtedy Perrie wybrała jakiś film.
- O 16 w Starbucks'ie obok Big Ben'a zwróciłam się do Blondynki.
- Ok. Znalazłam jakiś film. - Perrie Pomachała mi pudełkiem przed nosem.
- Fajnie. To oglądamy. - Odparłam z uśmiechem na twarzy. Zaczęłyśmy oglądać film. Okazał się być mega śmieszną komedią która w 100% poprawiła mi humor. Oglądałyśmy film do około 13. Po skończonym filmie ruszyłyśmy do kuchni aby zrobić sobie obiad. Otworzyłam lodówkę.
- Perrie. Mamy pustki w lodówce. Nie wiem co zjemy. Chyba będziemy głodować. - Zaśmiałam się.
- Trudno. Zamówimy jedzenie.
- Oooo dobry pomysł.
- Może sushi? Możesz to jeść?
- Tak, myślę, że to mi nie zaszkodzi.
- Ok. To ja zamawiam. - Dziewczyna oddaliła się z telefonem. Ja postanowiłam wykorzystać sytuację i zadzwonić do Karoliny. Wybrałam jej numer i już po chwili w słuchawce słyszałam jej ciepły głos.
- Cześć kochana. - Przywitała mnie ciepło.
- Hej. Co tam u ciebie?
- No wiesz, jakoś to9 jest. Strasznie dużo podróżujemy.
- No jak to w trasie. Niall ma jakąś dziewczynę na boku?
- Hahaha Roxy. Co ci przyszło do głowy? - Zaśmiała się przyjaciółka.
- Nie wiem. Tak pytam.
- Dla twojej wiadomości to Nialler to świetny chłopak i nie, nie ma żadnej dziewczyny na boku. Jest w 100% zakochany w tobie.
- Ja mam nadzieję.
- Zapewniam cię.
- Dobra, Kara. Ja zadzwonię jutro czy coś. To pa apa.
- Pa. - Rozłączyłam się i akurat w tej chwili do pokoju weszła Edwards.
- Zamówione. Za pół godzinki będzie jedzonko. - Poszłyśmy do pokoju i rozsiadłyśmy się na kanapie. Przez kolejne pół godziny wpatrywałyśmy się bez celu w telewizor. Leciały jakieś kreskówki. W końcu w domu rozbrzmiał głos dzwonka do drzwi. Perrie jak na zawołanie poderwała się z kanapy i pobiegła w stronę drzwi. Po 30 sekundach wróciła z zamówionym jedzeniem. Ja również wstałam i skierowałam się do kuchni. Zaczęłyśmy się obżerać sushi. Po zjedzeniu wszystkiego miałyśmy dość.
- Roxy. Jest 14:30 a o 16 jesteśmy umówione, więc musimy się już zbierać.
- Wiem. Ja idę do siebie się w coś ubrać. Jak skończę to przyjdę do ciebie.
- Ok. - Ruszyłyśmy obie po schodach. Ja poszłam do swojego pokoju a Edwards do swojego. Stanęłam przed szafą i zastanawiałam się w co się ubrać. Teraz mam jeszcze większy dylemat ponieważ mam już dość widoczny brzuch. Nie chciałam aby moja ciąża była widoczna. Musiałam się ubrać w coś co będzie to kamuflować. Wogóle muszę iść na zakupy kupić już coś typowo ciążowego bo za niedługo to ja wogóle nie będę miała się w co ubrać. Wzięłam kilka rzeczy i poszłam do łazienki. Wzięłam ciepły prysznic. Wyszłam z kabiny i stanęłam bokiem przed lustrem. Brzuszek był widoczny. Wpatrywałam się jeszcze przez chwilę w swoje odbicie. Pogłaskałam brzuch i zrobiła lekki i jasny makijaż. Ubrałam się w to:
Włosy rozpuściłam i lekko pokręciłam lokówką. Pasek od sukienki zapięłam pod biustem dzięki czemu mój brzuch nie był aż tak widoczny. Ubrałam moje ukochane różowe szpilki. Byłam gotowa. Spojrzałam na zegarek. Widniała na nim godzina 15:15. Wyszłam z pokoju i udałam się do Perrie. Zapukałam ciuchutko. Usłyszałam jedynie ciche "proszę''. Otworzyłam drzwi i weszłam do pokoju. Przed lustrem stała Perrie, wyglądała olśniewająco. Dziewczyna była ubrana w to:
- Łał. Ślicznie wyglądasz. Nie tak jak ja.
- Ty tez pięknie wyglądasz. - Uśmiechała się Edwards..
- Taa. Jak słoń.
- Co ty gadasz. Pięknie wyglądasz. Śliczna sukienka.
- Dziękuję. - Szeroko się uśmiechnęłam
- Idziemy?
- Idziemy. - Odpowiedziałam żwawo i wyszłyśmy z domu. Po 20 minutach spacerkiem byłyśmy już w Starbucks'ie obok Big Ben'a. W tłumie ludzi dojrzałyśmy Piotra i Dawida. Bez wahania podeszłyśmy do chłopaków.
- Ooo jesteście. - Uśmiechnął się Piotr.
- Hej. - Przywitałyśmy się.
- Pięknie wyglądasz. - Szepnął mi na ucho Dawid.
- Mam chłopaka. - Również szepłam mu na ucho. Nie wiem dlaczego ale czułam, że mnie podrywa.
- Nie przeszkadza mi to. - Bez wahania sięgnęłam po jego rękę i przyłożyłam ją sobie do brzucha. On tylko spojrzał na mnie z zaskoczeniem.
- Jestem w ciąży. - Po raz kolejny szepłam chłopakowi na ucho. Ten nic mi nie odpowiedział tylko wpatrywał się we mnie.
- Idziemy gdzieś?-Zagadała Perrie.
- Chodźmy kupić coś do picia w Starbucks'ie a później pójdziemy na spacer czy coś. - Zaproponował Piotrek.
- Okey. - Odpowiedziałam z Perrie równocześnie. Dawid dalej nic się nie odzywał. Wszyscy zamówili kawy, oczywiście oprócz mnie.
- Roxy. A ty nie lubisz kawy? - Wiedziałam, że ciekawski Piotrek w końcu się o to zapyta.
- Lubię ale nie piję.
- Czemu? - Widziałam zdziwienie na jego twarzy.
- Jestem w ciąży. - Uśmiechnęłam się przyjaźnie. Piotra zamurowało.
- Aaaa to wiele wyjaśnia. - Zaśmiał się.
- Dokładnie. - Skończyliśmy ten niewygodny dla nas temat. Rozmawialiśmy bardzo długo. W końcu postanowiliśmy wybrać się na spacer. Spacerowaliśmy w ciemnych uliczkach Londynu. Obok Tamizy. Wszystko było tak pięknie oświetlone.
- Co studiujecie? - Odezwałam się.
- Anglistykę.- Uśmiechnął się przyjaźnie Piotrek.
- Noo to w Anglii napewno sporo się nauczycie. - Odpowiedziała Edwards. Obok nas przebiegł jakiś chłopak. Potrącił mnie łokciem. Niby nic ale było to tak mocno, że syknęłam z bólu. Dawid natychmiast zareagował.
- Nie widzisz, że ona jest w ciąży?! - Krzyknął do chłopaka który tylko się odwrócił i poszedł dalej. - Debil.- Stwierdził po tym jak chłopak nie zareagował. Zdziwiła mnie jego reakcja...
__________________________________________
Jestem kochani! Przybywam do was z kolejnym rozdziałem. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Jeżeli chcecie kolejny rozdział to piszcie komentarze! Muszą być przynajmniej 4! Do zobaczenia!
środa, 13 sierpnia 2014
Rozdział 34: '' My zawsze będziemy. Pamiętaj o tym. ''
Obudziłam się rano. Tak strasznie mi się nie chciało wstać ponieważ widziałam, że dzisiaj jest ten dzień. To dzisiaj Nialler wyjeżdża. Nawet nie chciało mi się spojrzeć na zegarek. Wtedy jakieś ręce mnie mocno do siebie przyciągnęły, był to Niall.
- Skarbie. Śpisz? - Usłyszałam jego ciepły głos.
- Nie...- Odpowiedziałam tak jakby ze smutkiem w głosie.
- Kochanie. Jest 9 a o 13 mam samolot. - Szczególnie zabolały mnie dwa ostatnie słowa. Tak bardzo nie chciałam żeby wyjeżdżał.
- Niall. Proszę cię. Nie jedź. - Obróciłam się na bok tak abym mogła spojrzeć w jego błękitne oczy.
- Ja też nie chcę cię zostawiać ale za miesiąc się zobaczymy. - Próbował mnie pocieszyć ale jakoś to na mnie nie działało. - Ejj. Nie smutaj, za niedługo się zobaczymy. A teraz wstajemy. Odwozisz mnie na lotnisko. - Rozpromienił się Niebieskooki więc i ja wywołałam na mojej twarzy mimowolny uśmiech. Powoli wstałam z łóżka i idąc do łazienki zgarnęłam ubrania w które mam się ubrać. Zrobiłam poranną toaletę, lekki makijaż a włosy spięłam w luźnego koka. Ubrałam się w to:
Wyszłam powoli z łazienki ze spuszczoną głową. Nialler natychmiastowo to zauważył.
- Ej, obiecałaś mi coś. - Podszedł do mnie i delikatnie ręką złapał mnie za brodę odchylając tak, że patrzyłam mu prosto w jego niebieskie oczy.
- Wiem, ale ja sobie nie poradzę przez ten cały miesiąc. - Odwróciłam wzrok i usiadłam na łóżku.
- Przecież Perrie będzie z tobą. Nie będziesz sama. Napewno fajnie spędzicie ten miesiąc a później się zobaczymy. - Uśmiechnął się do mnie. Nie wiem skąd w nim tyle optymizmu. Podziwiam go za to.
- Ale Perrie a ty to nie to samo.
- Będziemy codziennie rozmawiać. Przez telefon, Skype'a. Obiecuję.
- Napewno? - Popatrzyłam na niego.
- Napewno. - Delikatnie mnie pocałował. - A teraz ja idę się ogarnąć a ty śmigaj na dół bo napewno już jest śniadanie na stole, ja zaraz do was dojdę. - Niebieskooki posłał mi buziaka w powietrzu i zniknął za drzwiami łazienki. Ja już nie mając co robić zeszłam po schodach do kuchni. Przy stole siedział Zayn i Lou.
- Hej Roxy. - Odezwał się do mnie Malik.
- Hej. - Odpowiedziałam z bladym uśmiechem.
- A coś się stało? Bo taka blada jesteś. Dobrze się czujesz? - Zapytał Louis ze zmartwieniem.
- Tak...tylko strasznie nie chcę aby Niall wyjechał. Ja nie mogę bez niego żyć. - Oparłam się zrezygnowana o blat. Wtedy Louis podszedł do mnie i mocno przytulił.
- Zobaczysz. Wszystko będzie dobrze. Perrie z tobą zostaje. Widzisz. Zayn też musi się rozstać z Perrie chociaż tego nie chce. - Uśmiechnął się i wskazał palcem na Zayn'a który także obdarował mnie uśmiechem.
- Dziękuję.
- Za co? - Zdziwił się Tomlinson.
- Za to, że po prostu jesteście. - Wtedy Louis mocno mnie przytulił.
- My zawsze będziemy. Pamiętaj o tym. - W tym momencie do kuchni wszedł mój Irlandczyk.
- A co to za obściskiwanie się bez mojej zgody?
- Takie tam przyjacielskie przytulasy. - Uśmiechnął się Lou.
- No ja mam nadzieje, że to tylko przyjacielskie przytulasy. Chłopcy, za niedługo musimy jechać na lotnisko. Za 2 godziny Paul po nas będzie. - W tym momencie znowu zagościł smutek na mojej twarzy. - Obiecałaś mi coś. - Niall spojrzał na mnie zawiedzony. Ja nic nie odpowiedziałam tylko udałam się na kanapę do salonu. Opadłam bezwładnie na kanapę i wpatrywałam się bez celu w telewizor. Po chwili dołączyła do mnie Perrie.
- Roxy. Nie martw się. Ja nie raz musiałam zostawić Zayn'a i to na o wiele dłużej. - Przytuliła mnie. - Pewnego razu rozstaliśmy się na 4 miesiące. - O matko, ja bym nie potrafiła zostawić na tyle Niallera. - Zobaczysz, miesiąc zleci bardzo szybko a poza tym będziemy się świetnie bawić. - Odparła ucieszona.
- Napewno. - Uśmiechnęłam się do niej.
- No bardzo ładnie. - Zaśmiała się a wtedy do pokoju wszedł Niall.
- Moja księżniczka już szczęśliwa? - Usiadł obok mnie na kanapie i pocałował w usta.
- Może nie szczęśliwa ale jest ok.
- Noto się cieszę. - Cmoknął mnie w policzek. Zaczęliśmy oglądać jakieś kreskówki. Po pewnym czasie wybiła 11:30. W domu rozbrzmiał dzwonek do drzwi. Lou poszedł otworzyć ale ja już wiedziałam kogo mam się spodziewać. Wtedy do domu wszedł Paul.
- Cześć dziewczyny. - Zwrócił się do nas na co my odpowiedziałyśmy ciche '' hej ''. - Chłopcy! Schodźcie na dół! Wyjeżdżamy na lotnisko! - W tym momencie wybuchnęłam płaczem. Pobiegłam po schodach na górę po drodze wpadając na zszokowanego Nialla i Liama.
- A tej co?! - Usłyszałam głos Paul'a za sobą. Wbiegłam z impetem do pokoju i rzuciłam się na łóżko. Nie minęło nawet 30 sekund a Niebieskooki był już obok mnie i mocno przytulał.
- Roxy, wiem, że jest to dla ciebie ciężkie. Ja też nie chcę cię zostawiać ale po prostu nie mogę cię ciągnąć cały czas ze sobą. Za miesiąc się zobaczymy. - Pocałował mnie delikatnie. - Chodź pojedziesz z nami na lotnisko. - Nic nie odpowiedziałam bo Horan złapał mnie za rękę i ruszył ze mną po schodach na dół. Bez słowa zapakowaliśmy się do samochodu. Po około 40 minutach żegnałam się już z Niallem.
- Kochanie, za miesiąc się zobaczymy. Obiecuję. - Przytulał mnie i delikatnie całował.
- Nie chcę cię zostawiać. - Bełkotałam przez łzy.
- Ja też nie chcę ale za niedługo się zobaczymy. Kocham cię skarbie.
- Ja też cię kocham.
- Ale ja ciebie bardziej. - Chłopak ostatni raz mocno mnie przytulił i pocałował. W końcu zniknął za bramkami lotniska. Perrie mocno mnie przytuliła i ruszyłyśmy do samochodu.
- To jak? W domu może jakieś romansidło? - Próbowała mnie pocieszyć.
- Ok.
- A teraz już mi tu nie smutaj.
- Dobrze. - Uśmiechnęłam się do Blondynki. Po powrocie do domu odrazu udałyśmy się przed telewizor oglądać film. Oczywiście przepłakałyśmy prawie cały film. Po skończonym seansie zabrałyśmy się za kolejny. I tak minął nam czas do wieczora.
- Roxy. Może pójdziemy do Starbucks'a? - Zagadała Perrie wyłączając telewizor.
- Super pomysł. Chodźmy. - Ubrałyśmy buty i powolnym krokiem ruszyłyśmy do centrum Londynu.
Postanowiłam przerwać ciszę.
- Perrie?
- Hmm?
- Jak dajesz sobie radę kiedy Zayn wyjeżdża?
- Wiesz, nie jest mi łatwo ale jakoś muszę.
- Nie tęsknisz za nim?
- Bardzo tęsknie ale będąc dziewczyną gwiazdy trzeba się przyzwyczaić. Często jest tak, że Zayn wyjeżdża w trasę i ja akurat też, ale w tym roku nie mamy trasy więc zostałam i bardzo się cieszę, że mam takie miłe towarzystwo.
- Bardzo ci dziękuję, że chcesz wogóle ze mną zostać.
- Bardzo cię lubię więc to dla mnie sama przyjemność. - Uśmiechnęła się Edwards. W końcu doszłyśmy do upragnionego Stabucks'a. Zamówiłyśmy chyba najdroższe napoje, aż sprzedawca się z nas śmiał bo przy kasie nie mogłyśmy się zdecydować. W końcu po ciężkich wyborach zakupiłyśmy napoje i usiadłyśmy przy stoliku. Plotkowałyśmy tak może z godzinę, aż w końcu podeszli do nas pewni chłopcy. Rozpoznałam ich. Kiedyś jak byłam z Danielle w kawiarni w Krakowie to ich poznałyśmy. Hmmm...jeden miał na imię Dawid a drugi chyba Piotrek.
- Cześć dziewczyny, możemy się dosiąść? - Zwrócił się do mnie jeden z chłopaków.
- Jasne. - Odpowiedziała Perrie.
- Ja cię chyba znam...- Zwócił się do mnie chyba Dawid.
- Ja ciebie też. Poznaliśmy się w Krakowie w kawiarni, wtedy była ze mną Danielle a teraz jestem z Perrie. - Wskazałam na uroczą Blondynkę która słodko pomachała.
- Miło mi cię poznać Perrie. - Przedstawił się chłopak. Chwilkę razem pogadaliśmy aż w końcu doszło do tematu Polski.
- Co wy tutaj robicie? - Zapytałam zdziwiona.
- Przyjechaliśmy tu na studia. Londyn to piękne miasto.
- Potwierdzam. - Uśmiechnęła się delikatnie Edwards.
- A wy co tu robicie? - Zapytał drugi z chłopców.
- Ja przeprowadziłam się do z Polski do chłopaka.
- A ja tu mieszkam z chłopakiem i właśnie z nią. - Wytłumaczyła Blondynka wskazując na mnie.
- Macie chłopaków?
- Tak...tylko chwilowo ich nie ma...- Spuściłam głowę w dół.
- Są w trasie koncertowej. - Sprostowała Edwards
- Są piosenkarzami? - Zdziwił się Piotr.
- Tak...członkami boysbandu...One Direction.
- Poważnie?!- Zdziwił się Blondyn.
- Tak. - Uśmiechnęłą się Blondynka.
- Mój chłopak to Niall Horan. - Odpowiedziałam dumnie.
- Natomiast moim chłopakiem jest Zayn Malik. - Dodała Perrie.
- Tak, a moją żoną jest Ariana Grande. - Zaśmiał się Dawid.
- Wierzcie albo nie ale na nas już pora. - Wstałyśmy z krzeseł i zostawiłyśmy totalnie zszokowanych chłopaków. Powolnym krokiem doszłyśmy do domu. Oczywiście znowu cały wieczór a może bardziej cała noc minęła nam na oglądaniu filmów. Około 1 w nocy zadzwonił do mnie telefon. Na wyświetlaczu widniała ucieszona mordka mojego Irlandczyka.
- Cześć kochanie. - Usłyszałam w słuchawce.
- Hej.
- Obudziłem cię?
- Nie, my z Perrie oglądamy całą noc jakieś romansidła.
- Ojej. Jutro będziesz bardzo zmęczona. Idź już spać.
- Dobrze, dokończymy tylko ten film
- No ok. Jutro jeszcze zadzwonię.
- Ok. Tęsknię za tobą.
- Ja za tobą też misiu. To dobranoc.
- Dobranoc.
- Kocham cię.
- Ja ciebie też.
- Papa
- Pa. - Odłożyłam telefon na komodę. Jak ja za nim tęsknię...
----------------------------------------------------------------------
Mamy 34 rozdział! Napisany w wielkich męczarniach. Znowu nie jest taki długi jak chciałam ale lepsze w sumie to niż nic. Piszcie w komentarzach czy wam się podoba! Do zobaczenia!
- Skarbie. Śpisz? - Usłyszałam jego ciepły głos.
- Nie...- Odpowiedziałam tak jakby ze smutkiem w głosie.
- Kochanie. Jest 9 a o 13 mam samolot. - Szczególnie zabolały mnie dwa ostatnie słowa. Tak bardzo nie chciałam żeby wyjeżdżał.
- Niall. Proszę cię. Nie jedź. - Obróciłam się na bok tak abym mogła spojrzeć w jego błękitne oczy.
- Ja też nie chcę cię zostawiać ale za miesiąc się zobaczymy. - Próbował mnie pocieszyć ale jakoś to na mnie nie działało. - Ejj. Nie smutaj, za niedługo się zobaczymy. A teraz wstajemy. Odwozisz mnie na lotnisko. - Rozpromienił się Niebieskooki więc i ja wywołałam na mojej twarzy mimowolny uśmiech. Powoli wstałam z łóżka i idąc do łazienki zgarnęłam ubrania w które mam się ubrać. Zrobiłam poranną toaletę, lekki makijaż a włosy spięłam w luźnego koka. Ubrałam się w to:
Wyszłam powoli z łazienki ze spuszczoną głową. Nialler natychmiastowo to zauważył.
- Ej, obiecałaś mi coś. - Podszedł do mnie i delikatnie ręką złapał mnie za brodę odchylając tak, że patrzyłam mu prosto w jego niebieskie oczy.
- Wiem, ale ja sobie nie poradzę przez ten cały miesiąc. - Odwróciłam wzrok i usiadłam na łóżku.
- Przecież Perrie będzie z tobą. Nie będziesz sama. Napewno fajnie spędzicie ten miesiąc a później się zobaczymy. - Uśmiechnął się do mnie. Nie wiem skąd w nim tyle optymizmu. Podziwiam go za to.
- Ale Perrie a ty to nie to samo.
- Będziemy codziennie rozmawiać. Przez telefon, Skype'a. Obiecuję.
- Napewno? - Popatrzyłam na niego.
- Napewno. - Delikatnie mnie pocałował. - A teraz ja idę się ogarnąć a ty śmigaj na dół bo napewno już jest śniadanie na stole, ja zaraz do was dojdę. - Niebieskooki posłał mi buziaka w powietrzu i zniknął za drzwiami łazienki. Ja już nie mając co robić zeszłam po schodach do kuchni. Przy stole siedział Zayn i Lou.
- Hej Roxy. - Odezwał się do mnie Malik.
- Hej. - Odpowiedziałam z bladym uśmiechem.
- A coś się stało? Bo taka blada jesteś. Dobrze się czujesz? - Zapytał Louis ze zmartwieniem.
- Tak...tylko strasznie nie chcę aby Niall wyjechał. Ja nie mogę bez niego żyć. - Oparłam się zrezygnowana o blat. Wtedy Louis podszedł do mnie i mocno przytulił.
- Zobaczysz. Wszystko będzie dobrze. Perrie z tobą zostaje. Widzisz. Zayn też musi się rozstać z Perrie chociaż tego nie chce. - Uśmiechnął się i wskazał palcem na Zayn'a który także obdarował mnie uśmiechem.
- Dziękuję.
- Za co? - Zdziwił się Tomlinson.
- Za to, że po prostu jesteście. - Wtedy Louis mocno mnie przytulił.
- My zawsze będziemy. Pamiętaj o tym. - W tym momencie do kuchni wszedł mój Irlandczyk.
- A co to za obściskiwanie się bez mojej zgody?
- Takie tam przyjacielskie przytulasy. - Uśmiechnął się Lou.
- No ja mam nadzieje, że to tylko przyjacielskie przytulasy. Chłopcy, za niedługo musimy jechać na lotnisko. Za 2 godziny Paul po nas będzie. - W tym momencie znowu zagościł smutek na mojej twarzy. - Obiecałaś mi coś. - Niall spojrzał na mnie zawiedzony. Ja nic nie odpowiedziałam tylko udałam się na kanapę do salonu. Opadłam bezwładnie na kanapę i wpatrywałam się bez celu w telewizor. Po chwili dołączyła do mnie Perrie.
- Roxy. Nie martw się. Ja nie raz musiałam zostawić Zayn'a i to na o wiele dłużej. - Przytuliła mnie. - Pewnego razu rozstaliśmy się na 4 miesiące. - O matko, ja bym nie potrafiła zostawić na tyle Niallera. - Zobaczysz, miesiąc zleci bardzo szybko a poza tym będziemy się świetnie bawić. - Odparła ucieszona.
- Napewno. - Uśmiechnęłam się do niej.
- No bardzo ładnie. - Zaśmiała się a wtedy do pokoju wszedł Niall.
- Moja księżniczka już szczęśliwa? - Usiadł obok mnie na kanapie i pocałował w usta.
- Może nie szczęśliwa ale jest ok.
- Noto się cieszę. - Cmoknął mnie w policzek. Zaczęliśmy oglądać jakieś kreskówki. Po pewnym czasie wybiła 11:30. W domu rozbrzmiał dzwonek do drzwi. Lou poszedł otworzyć ale ja już wiedziałam kogo mam się spodziewać. Wtedy do domu wszedł Paul.
- Cześć dziewczyny. - Zwrócił się do nas na co my odpowiedziałyśmy ciche '' hej ''. - Chłopcy! Schodźcie na dół! Wyjeżdżamy na lotnisko! - W tym momencie wybuchnęłam płaczem. Pobiegłam po schodach na górę po drodze wpadając na zszokowanego Nialla i Liama.
- A tej co?! - Usłyszałam głos Paul'a za sobą. Wbiegłam z impetem do pokoju i rzuciłam się na łóżko. Nie minęło nawet 30 sekund a Niebieskooki był już obok mnie i mocno przytulał.
- Roxy, wiem, że jest to dla ciebie ciężkie. Ja też nie chcę cię zostawiać ale po prostu nie mogę cię ciągnąć cały czas ze sobą. Za miesiąc się zobaczymy. - Pocałował mnie delikatnie. - Chodź pojedziesz z nami na lotnisko. - Nic nie odpowiedziałam bo Horan złapał mnie za rękę i ruszył ze mną po schodach na dół. Bez słowa zapakowaliśmy się do samochodu. Po około 40 minutach żegnałam się już z Niallem.
- Kochanie, za miesiąc się zobaczymy. Obiecuję. - Przytulał mnie i delikatnie całował.
- Nie chcę cię zostawiać. - Bełkotałam przez łzy.
- Ja też nie chcę ale za niedługo się zobaczymy. Kocham cię skarbie.
- Ja też cię kocham.
- Ale ja ciebie bardziej. - Chłopak ostatni raz mocno mnie przytulił i pocałował. W końcu zniknął za bramkami lotniska. Perrie mocno mnie przytuliła i ruszyłyśmy do samochodu.
- To jak? W domu może jakieś romansidło? - Próbowała mnie pocieszyć.
- Ok.
- A teraz już mi tu nie smutaj.
- Dobrze. - Uśmiechnęłam się do Blondynki. Po powrocie do domu odrazu udałyśmy się przed telewizor oglądać film. Oczywiście przepłakałyśmy prawie cały film. Po skończonym seansie zabrałyśmy się za kolejny. I tak minął nam czas do wieczora.
- Roxy. Może pójdziemy do Starbucks'a? - Zagadała Perrie wyłączając telewizor.
- Super pomysł. Chodźmy. - Ubrałyśmy buty i powolnym krokiem ruszyłyśmy do centrum Londynu.
Postanowiłam przerwać ciszę.
- Perrie?
- Hmm?
- Jak dajesz sobie radę kiedy Zayn wyjeżdża?
- Wiesz, nie jest mi łatwo ale jakoś muszę.
- Nie tęsknisz za nim?
- Bardzo tęsknie ale będąc dziewczyną gwiazdy trzeba się przyzwyczaić. Często jest tak, że Zayn wyjeżdża w trasę i ja akurat też, ale w tym roku nie mamy trasy więc zostałam i bardzo się cieszę, że mam takie miłe towarzystwo.
- Bardzo ci dziękuję, że chcesz wogóle ze mną zostać.
- Bardzo cię lubię więc to dla mnie sama przyjemność. - Uśmiechnęła się Edwards. W końcu doszłyśmy do upragnionego Stabucks'a. Zamówiłyśmy chyba najdroższe napoje, aż sprzedawca się z nas śmiał bo przy kasie nie mogłyśmy się zdecydować. W końcu po ciężkich wyborach zakupiłyśmy napoje i usiadłyśmy przy stoliku. Plotkowałyśmy tak może z godzinę, aż w końcu podeszli do nas pewni chłopcy. Rozpoznałam ich. Kiedyś jak byłam z Danielle w kawiarni w Krakowie to ich poznałyśmy. Hmmm...jeden miał na imię Dawid a drugi chyba Piotrek.
- Cześć dziewczyny, możemy się dosiąść? - Zwrócił się do mnie jeden z chłopaków.
- Jasne. - Odpowiedziała Perrie.
- Ja cię chyba znam...- Zwócił się do mnie chyba Dawid.
- Ja ciebie też. Poznaliśmy się w Krakowie w kawiarni, wtedy była ze mną Danielle a teraz jestem z Perrie. - Wskazałam na uroczą Blondynkę która słodko pomachała.
- Miło mi cię poznać Perrie. - Przedstawił się chłopak. Chwilkę razem pogadaliśmy aż w końcu doszło do tematu Polski.
- Co wy tutaj robicie? - Zapytałam zdziwiona.
- Przyjechaliśmy tu na studia. Londyn to piękne miasto.
- Potwierdzam. - Uśmiechnęła się delikatnie Edwards.
- A wy co tu robicie? - Zapytał drugi z chłopców.
- Ja przeprowadziłam się do z Polski do chłopaka.
- A ja tu mieszkam z chłopakiem i właśnie z nią. - Wytłumaczyła Blondynka wskazując na mnie.
- Macie chłopaków?
- Tak...tylko chwilowo ich nie ma...- Spuściłam głowę w dół.
- Są w trasie koncertowej. - Sprostowała Edwards
- Są piosenkarzami? - Zdziwił się Piotr.
- Tak...członkami boysbandu...One Direction.
- Poważnie?!- Zdziwił się Blondyn.
- Tak. - Uśmiechnęłą się Blondynka.
- Mój chłopak to Niall Horan. - Odpowiedziałam dumnie.
- Natomiast moim chłopakiem jest Zayn Malik. - Dodała Perrie.
- Tak, a moją żoną jest Ariana Grande. - Zaśmiał się Dawid.
- Wierzcie albo nie ale na nas już pora. - Wstałyśmy z krzeseł i zostawiłyśmy totalnie zszokowanych chłopaków. Powolnym krokiem doszłyśmy do domu. Oczywiście znowu cały wieczór a może bardziej cała noc minęła nam na oglądaniu filmów. Około 1 w nocy zadzwonił do mnie telefon. Na wyświetlaczu widniała ucieszona mordka mojego Irlandczyka.
- Cześć kochanie. - Usłyszałam w słuchawce.
- Hej.
- Obudziłem cię?
- Nie, my z Perrie oglądamy całą noc jakieś romansidła.
- Ojej. Jutro będziesz bardzo zmęczona. Idź już spać.
- Dobrze, dokończymy tylko ten film
- No ok. Jutro jeszcze zadzwonię.
- Ok. Tęsknię za tobą.
- Ja za tobą też misiu. To dobranoc.
- Dobranoc.
- Kocham cię.
- Ja ciebie też.
- Papa
- Pa. - Odłożyłam telefon na komodę. Jak ja za nim tęsknię...
----------------------------------------------------------------------
Mamy 34 rozdział! Napisany w wielkich męczarniach. Znowu nie jest taki długi jak chciałam ale lepsze w sumie to niż nic. Piszcie w komentarzach czy wam się podoba! Do zobaczenia!
Subskrybuj:
Posty (Atom)








